Na Camp Nou było tego dnia trochę wszystkiego. Mecz ligowy, atmosfera wyborcza w klubie i Barcelona, która po prostu strzeliła pięć goli. Sevilla została odesłana do domu z 5-2, a bohaterem wieczoru został Raphinha. Trzy trafienia, dwa z karnego, jedno po rykoszecie i temat zamknięty.
WIN FOR BARÇA 🔥 pic.twitter.com/9b2W07OWPw
— FC Barcelona (@FCBarcelona) March 15, 2026
Barca zaczęła szybko i konkretnie. Już w pierwszych minutach Joao Cancelo wbiegł z piłką w pole karne i został skasowany. Jedenastka, Raphinha podcina „Panenką” w środek i było 1-0.
Chwilę później było już 2-0. Drugi rzut karny, tym razem po zagraniu ręką w polu karnym i Raphinha znów bez nerwów. Już nie artystycznie, tylko mocno i precyzyjnie, przy słupku. W dwadzieścia minut Barcelona miała dwubramkowe prowadzenie i pełną kontrolę. Sevilla łapała oddech wyłącznie wtedy, gdy piłka na moment wypadała poza ich połowę.
Trzeci cios drużyna z Katalonii wyprowadziła jeszcze przed przerwą. Dani Olmo dopiął ładną akcję Barcelony, wykończoną w bardzo ładny sposób. 3-0 w 38. minucie i wydawało się, że jest już po meczu, ale Sevilla zdążyła jeszcze wcisnąć tuż przed przerwą. Oso trafił na 3-1 (45+3) i na sekundę pojawiło się pytanie czy znowu będzie nerwówka?
Nie było jednak żadnej nerwówki. Barcelona wyszła po przerwie tak, jak na początku spotkania. W 51. minucie Raphinha skompletował hat-tricka. Piłka po jego strzale odbiła się jeszcze od obrońcy i wpadła w górny róg bramki Odysseosa Vladochimosa. Sevilla znów dostała cios w momencie, gdy próbowała złapać jakikolwiek rytm.
Na 5-1 dobił Cancelo, który w tym meczu był wszędzie. Wywalczył dwa karne, ciągle szarpał na boku i wreszcie sam dołożył bramkę. Od tego momentu Barcelona już grała bardziej „na zarządzanie”. Tempo wyraźnie zwolniło.
Sevilla jeszcze na koniec dorzuciła trafienie Djibrila Sowa w doliczonym czasie (90+2). To była Barcelona, która miała ten mecz pod kontrolą od pierwszego gwizdka.
Raphinha dziś wyglądał jak zawodnik, któremu wszystko wychodzi. Timing, decyzje i spokój charakteryzowały w tym meczu brazylijczyka. Dwa karne na zimno, trzeci gol dopełniający obraz i jeszcze masa pracy bez piłki bo Flick lubi, gdy skrzydłowy nie tylko błyszczy, ale też gryzie trawę w pressingu. Raphinia schodził przy owacjach na Spotify Camp Nou, a zmienił go Gavi, wracający po długiej przerwie spowodowanej poważną kontuzją kolana.
Robert Lewandowski od początku szukał swojego momentu, miał kilka sytuacji, ale zakończył mecz bez gola. Pod koniec meczu zmarnował doskonałą okazję ocenianą przez Sofascore jako naprawdę dobrą (0,54 xG). Do tego parę razy wchodził w linię spalonego, parę razy piłka odskoczyła mu przy przyjęciu. To nie jest dramat, ale też nie był to mecz „typowego Lewego”. Maska na twarzy zdecydowanie nie przynosi mu szczęścia.
Barcelona miała 61% posiadania, wygrała mecz jakością sytuacji (xG 3,36 – 0,83), oddała mniej strzałów niż sugerowałby wynik (13–9), ale za to dużo celniej (8 strzałów celnych przy 4 Sevilli). W polu karnym rywala meldowała się częściej (25 kontaktów w szesnastce przy 19). Katalończycy przeważali również w podaniach: 613 przy 381 Sevilli.

To zwycięstwo podtrzymuje Dumę Katalonii na czele z czteropunktowym prowadzeniem nad Realem Madryt. Okazałe zwycięstwo daje dobry nastrój przed środą, bo na horyzoncie czeka rewanżowe starcie z Newcastle. Pięć goli, powrót Gaviego i Raphinia w gazie. Wszystko to pozwala optymistycznie patrzeć na rewanż w Lidze Mistrzów.

autor: Tomasz Sawczak
Autor
-
Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.















