Akcja z meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów Bodo/Glimt - Sporting Lizbona. Przy piłce Kasper Hogh w zółtej koszulce mijający obrońców Sportingu w biało-zielonych trykotach
Fot. Kasper Hogh w meczu Bodo/Glimt - Sporting Lizbona / IMAGO / NTB

Bodo/Glimt miażdży 3-0 Sporting na Aspmyra Stadion

Analizy statystyczne meczów piłkarskich

Na północy Norwegii znowu wydarzyło się coś, co jeszcze dekadę temu brzmiałoby jak sportowa fantazja. Bodo/Glimt pokonało Sporting 3:0 w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. To nie był wieczór na euforii ani wynik wyciągnięty z kapelusza. To był mecz, w którym Bodo od pierwszych minut narzuciło swój rytm. Agresywne doskoki, szybkie przejścia po odbiorze i bezczelność w ataku pozycyjnym. A kiedy Sporting próbował wrócić po przerwie, gospodarze odpowiedzieli trzecim ciosem, który w dwumeczu waży tonę.

Pierwsza połowa: presja od startu, rosnąca pewność i dwa ciosy przed przerwą

Glimt zaczęło w swoim firmowym stylu. Wysoki pressing od pierwszego gwizdka, odważne ustawienie w 4-3-3 i natychmiastowe szukanie przewag na skrzydłach. Zwłaszcza po lewej, gdzie Hauge był konsekwentnie podwajany, ale i tak potrafił utrzymać piłkę w grze. Sporting, ustawiony w 4-2-3-1, próbował na początku coś preswać, ale już 5 minut po rozpoczęciu spotkania musieli uspokajać mecz posiadaniem i przerzutami. Szybko jednak okazało się, że w Bodø spokój trzeba sobie wybiegać, a nie tylko wymieniać podania.

Pierwsze groźniejsze sygnały Bodo/Glimt przyszły wcześnie. Strzał Hauge na pierwszy kontakt po wyłożeniu z głębi pola, później kolejne wejścia w pole karne i stałe fragmenty. Kluczowy był środek pola. Patrick Berg i spółka kasowali próby kontr po stronie Sportingu i natychmiast wypychali akcje z powrotem pod bramkę Rui Silvy. W tle zaczęły się też nerwy po portugalskiej stronie. Już w 20. minucie kapitan Sportingu Morten Hjulmand obejrzał żółtą kartkę za dyskusje, co ograniczyło mu agresję w odbiorze.

Mecz dojrzewał do gola i wreszcie pękł w okolicach 30 minuty. W 29. minucie Glimt wypracowało sytuację, która ustawiła całą narrację. Świetny detal techniczny Kaspera Høgha, podanie w tempo i kontakt z Sondre Brunstadem Fetem w polu karnym. Były protesty gości, była analiza VAR, ale decyzja została utrzymana. Fet w 32. minucie podszedł do piłki i zachował się jak zawodnik, który w takich wieczorach nie ma drżącej nogi. Pewne uderzenie, bramkarz w drugą stronę, 1:0.

A gdy Sporting szukał już tylko przerwy i chwili oddechu, Glimt dobiło przeciwnika w najgorszym możliwym momencie. W 45+1 Ole Didrik Blomberg po akcji, w której dopisało mu szczęście przy odbiciu piłki, posłał piłkę w długi róg, a VAR po krótkim sprawdzeniu nie odebrał gola. 2:0 do przerwy i zasłużone prowadzenie. Bodo/Glimt było konkretniejsze w polu karnym i częściej zamieniało presję na realne sytuacje.

Druga połowa: Sporting spróbował wrócić, a Hauge z Hoghem zamknęli wieczór

Po zmianie stron Sporting miał swój najlepszy fragment. Więcej stałych fragmentów, kilka strzałów i momenty, w których gospodarze musieli bronić głębiej. Nikita Haikin dołożył ważne interwencje (w tym kluczową około 60 minuty), a defensywa z bardzo mocnym występem Odina Lurasa Bjortufta, nie dawała gościom czystego strzału w centralnym sektorze.

Jednocześnie Bodo nie zrezygnowało z tego, co przyniosło mu przewagę: gdy tylko Sporting podnosił linię, Norwegowie znajdowali wolną przestrzeń w bocznych sektorach i wracali do swoich automatów. Symboliczny był trzeci gol z 71. minuty: Hauge wygrał pojedynek na lewej stronie, zagrał nisko w pole karne, a Hogh, kryty przez dwóch rywali, i tak zdołał wcisnąć piłkę do bramki. 3:0. Akcja wymagająca timingu, odwagi w dryblingu i napastnika, który potrafi skończyć w tłoku.

Końcówka była już zarządzaniem przewagą. Knutsen rotował (Saltnes, Helmersen), Sporting próbował jeszcze złapać bramkę kontaktową, ale Glimt mimo kilku nerwowych piłek w polu karnym dowiozło czyste konto, co w dwumeczu jest równie ważne jak same trzy gole.

Statystyki. Przewaga jakości w polu karnym

To, co wrażeniowo było dominacją w konkretach, potwierdzają analizy i liczby:

  • xG: 2,44 – 0,51 dla Bodo/Glimt – różnica ogromna jak na fazę pucharową i najlepsze podsumowaniespotkania. Glimt tworzyło sytuacje o wysokim prawdopodobieństwie, Sporting nie.
  • Okazje: 5 – 0, w tym duże okazje wykorzystane: 3 – 0 Bodo/Glimt nie tylko dochodziło do sytuacji, ale je zamieniało.
  • Strzały: 10 – 9, ale celne: 5 – 2 Sporting oddał prawie tyle samo prób, tylko że częściej były one blokowane lub z gorszych pozycji.
  • Kontakty w polu karnym rywala: 40 – 22. Tu widać, kto rzeczywiście grał pod bramką przeciwnika.
  • Posiadanie i podania były blisko (49% – 51%, 504 – 522 podań), co jest ciekawe bo Sporting miał piłkę, ale Glimt miało wartość posiadania (possession value) Częściej przenosili grę do stref, z których realnie padają gole.
Bodo/Glimt 3-0 Sporting Lizbona / Statystyki / Mecz i Tabele

Jeśli ktoś lubi futbol w liczbach to przy takim xG modele „expected points” w większości symulacji oddają Glimt niemal pełną pulę punktów. To był mecz na wynik 2:0–3:0 znacznie bardziej niż na remis.

Bohaterowie: Fet, Hauge i Bjortuft

Na poziomie indywidualnym Glimt miało trzech ludzi, którzy nadali temu wieczorowi ramy:

  • Sondre Brunstad Fet – gol z karnego i ogromna dojrzałość w zarządzaniu tempem. Jego udział w najważniejszym momencie pierwszej połowy przełożył się na spokój całej drużyny.
  • Jens Petter Hauge – najlepszy obraz meczu w jednej liczbie: asysta, xA 0,79, 2 stworzone okazje i 2 kluczowe podania, do tego 83 kontakty z piłką i ciągłe przyspieszenia, które rozrywały strukturę Sportingu.
  • Odin Luras Bjørtuft – mecz obrońcy, który nie musi błyszczeć efektownym wślizgiem, bo ma timing, ustawienie i spokój. Sporting skończył z xG 0,51 i to w dużej mierze zasługa organizacji całej czwórki z tyłu.

Czas na rewanż w Lizbonie

W rewanżu nie ma już zasady bramek na wyjeździe. Sporting, by doprowadzić do dogrywki, musi wygrać różnicą trzech goli. By awansować w 90 minut – różnicą czterech. Bodo/Glimt ma więc komfort. W Lizbonie przyjdą minuty, w których trzeba będzie cierpieć bez piłki i bronić pola karnego jak w meczu z Interem.

Jeśli ktoś wciąż traktował Bodo/Glimt jako romantyczną historię, to po takim meczu – z xG 2,44, pięcioma okazjami i trzema ciosami ta narracja zaczyna wyglądać na zbyt małą. To już jest drużyna, która w Lidze Mistrzów potrafi wygrać mecz fazy pucharowej jak faworyt.

Autor

  • Portret założyciela i współwłaściciela DziennikPiłkarski.pl. Tomasz Sawczak w czarnej czapce i białej koszulce siedzi z telefonem w dłoniach, za jego głową duże logo Dziennika Piłkarskiego.

    Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.