Brazylia wygrała z Japonią 2:1 i awansowała do kolejnej rundy mundialu, ale to był jeden z tych meczów, po których wynik wygląda lepiej niż sama historia spotkania. Przez długi czas drużyna Carlo Ancelottiego miała przewagę w posiadaniu, liczbie strzałów i kontroli terytorium, ale Japonia bardzo długo trzymała ten mecz dokładnie tam, gdzie chciała: nisko, cierpliwie, z gotowością do ukarania każdego błędu.
I właśnie tak padł pierwszy gol. W 29. minucie Kaishu Sano wykorzystał stratę Danilo, przejechał przez środek i uderzył precyzyjnie przy słupku. Brazylia miała piłkę, miała nazwiska, miała przewagę jakości, ale Japonia miała plan. Do przerwy prowadziła 1:0 i nie było w tym wielkiego przypadku.
Po zmianie stron Brazylia zareagowała jednak jak zespół, który wie, że w fazie pucharowej nie ma już miejsca na poprawianie błędów w następnym meczu. Najpierw Casemiro doprowadził do remisu, a w doliczonym czasie Gabriel Martinelli strzelił gola na 2:1. Brazylia przetrwała trudny wieczór w Houston, ale przy okazji dostała kilka bardzo wyraźnych ostrzeżeń.
Japonia zamknęła środek i zmusiła Brazylię do gry cierpliwej
Japonia nie próbowała grać z Brazylią na wymianę ciosów. To byłoby samobójstwo. Drużyna Hajime Moriyasu ustawiła się ostrożnie, kompaktowo i bardzo długo dobrze zabezpieczała przestrzenie między liniami. Brazylia miała 69% posiadania piłki, wykonała 676 podań przy 308 Japonii, ale przez sporą część pierwszej połowy nie przekładało się to na czyste sytuacje.
To jest ważne: przewaga Brazylii była ogromna na papierze, ale nie od razu była groźna. Japończycy pozwalali rywalom rozgrywać, ale starali się blokować wejścia w pole karne. Brazylia oddała 19 strzałów, z czego 7 celnych, ale w pierwszej połowie wyglądała momentami zbyt statycznie. Vinícius Junior był pilnowany agresywnie, Matheus Cunha często musiał szukać piłki niżej, a Lucas Paquetá przed zejściem z boiska nie zdążył nadać grze takiego rytmu, jakiego Brazylia potrzebowała.
Japonia miała tylko 5 strzałów i xG na poziomie 0.2, ale zrobiła to, co w meczu z faworytem bywa kluczowe: zamieniła jeden konkretny błąd rywala na gola.
Casemiro: lider, który nie tylko strzelił gola
Najlepszym piłkarzem Brazylii był Casemiro i nie chodzi wyłącznie o bramkę. Jego występ miał dokładnie ten ciężar, którego potrzebuje drużyna w meczu pucharowym. Sofascore ocenił go na 8.0 i ta nota dobrze oddaje jego wpływ na spotkanie.
Casemiro miał 68 celnych podań na 76 prób, czyli 89% skuteczności. Na połowie przeciwnika podał celnie 47 razy na 52 próby, co pokazuje, że nie był tylko zawodnikiem od bezpiecznego odgrywania piłki do stoperów. Utrzymywał Brazylię wysoko, przesuwał grę i pilnował, żeby Japonia nie mogła łatwo wyjść po odbiorze.

Do tego dołożył 7 celnych długich piłek na 10 prób. To bardzo ważne, bo Brazylia miała problem z przebiciem się przez japoński blok krótką kombinacją. Długie podania Casemiro pozwalały przenosić ciężar gry i szukać Viníciusa oraz bocznych sektorów, zanim Japonia zdążyła przesunąć całą strukturę.
Jego gol w 56. minucie był nagrodą za aktywność w polu karnym. Casemiro wszedł w tempo, wygrał przestrzeń i strzelił głową po akcji Gabriela Magalhãesa. To był moment przełomowy. Brazylia nie tylko wyrównała, ale mentalnie przejęła mecz. Od tego momentu Japonia musiała już nie tylko bronić wyniku, ale przetrwać coraz mocniejszy nacisk.
Vini robił różnicę, ale brakowało ostatniego dotknięcia
Vinicius Junior nie miał meczu z golem ani asystą, ale jego wpływ był widoczny. Zanotował 62 kontakty z piłką, trzy udane dryblingi na sześć prób, był faulowany trzy razy i wielokrotnie zmuszał Japonię do asekuracji bocznego sektora. To był klasyczny występ Viniciusa: dużo przyspieszeń, dużo pojedynków, dużo chaosu tworzonego w obronie rywala.

Najlepszy moment miał chwilę po golu Casemiro. Po świetnym rajdzie oddał strzał, który Suzuki odbił na słupek. To mogło zamknąć mecz znacznie wcześniej. Brazylia prowadziłaby 2:1 już około 60. minuty i prawdopodobnie inaczej zarządzałaby końcówką.
Problemem Viniciusa była jednak skuteczność ostatniego zagrania. Miał 15 strat i kilka sytuacji, w których mógł wcześniej oddać piłkę albo lepiej dobrać decyzję. Ale to też cena jego gry. On jest zawodnikiem, który ryzykuje. Bez tego ryzyka Brazylia miałaby jeszcze większy problem z rozrywaniem japońskiej defensywy.
Gabriel Magalhaes i Marquinhos dali Brazylii fundament
Przy takim wyniku łatwo mówić tylko o strzelcach, ale Brazylia nie wygrałaby tego meczu bez pracy stoperów. Gabriel Magalhaes i Marquinhos mieli bardzo dobre oceny bo obaj po 7.8 i to nie jest przypadek.
Marquinhos wygrał wszystkie trzy pojedynki, miał cztery wybicia, jeden przechwyt i dwa odbiory. Grał spokojnie, bez paniki, często asekurował boczne sektory i dobrze czytał momenty, kiedy Japonia próbowała wychodzić po odbiorze. Gabriel Magalhaes dołożył trzy odbiory, dwa przechwyty, dwa wybicia i wygrał trzy z pięciu pojedynków powietrznych. Co najważniejsze, to właśnie on miał udział przy golu Casemiro.
Brazylia miała ogromną przewagę w posiadaniu, ale przy wyniku 1:1 każdy kontratak Japonii mógł zmienić wszystko. Dlatego rola środkowych obrońców była większa, niż pokazuje sam przebieg akcji ofensywnych. Musieli grać wysoko, zabezpieczać duży teren za plecami pomocników i jednocześnie uważać na ruchliwość Sano, Doana czy Ito.
Bruno Guimaraes dał Brazylii kreatywność w najważniejszym momencie
Jeżeli Casemiro był stabilizatorem, Bruno Guimaraes był zawodnikiem, który w końcówce dostarczył decydującą jakość. Jego asysta przy golu Martinellego była jednym z najważniejszych zagrań meczu. Po stracie Ao Tanaki Brazylia natychmiast przyspieszyła, Bruno zagrał w tempo, a Martinelli zrobił resztę.
Guimaraes miał też bardzo aktywny mecz pod względem kreowania. Według danych stworzył cztery sytuacje, najwięcej w drużynie. To ważne, bo Brazylia długo wyglądała tak, jakby miała kontrolę, ale nie miała wystarczająco dużo konkretu w ostatniej tercji. Bruno był jednym z tych, którzy próbowali zmieniać tempo i szukać podań między liniami.
Przy takim meczu jego rola rośnie jeszcze bardziej. Brazylia potrzebuje pomocnika, który nie tylko zabezpieczy środek, ale też znajdzie podanie łamiące strukturę rywala. Casemiro daje porządek. Guimarães daje impuls. Razem stworzyli duet, który po przerwie wziął mecz w swoje ręce.
Martinelli wszedł i zrobił dokładnie to, czego oczekuje się od rezerwowego
Gabriel Martinelli pojawił się na boisku w 66. minucie za Matheusa Cunhę. Nie potrzebował wielkiego występu, żeby zostać jednym z bohaterów wieczoru. W doliczonym czasie gry znalazł miejsce w polu karnym, dostał podanie od Bruno Guimaraesa i uderzył tak, że piłka po kontakcie ze słupkiem wpadła do bramki.

To był gol typowy dla fazy pucharowej: mało miejsca, mało czasu, ogromna presja. Martinelli nie kombinował. Uderzył szybko, nisko, konkretnie. Suzuki przez cały mecz bronił bardzo dobrze, ale przy tym strzale zabrakło mu centymetrów.
Dla Ancelottiego to ważny sygnał. Brazylia ma zawodników z ławki, którzy mogą zmienić mecz. Endrick wszedł po przerwie za kontuzjowanego Paquetę, Fabinho pojawił się w końcówce za Casemiro, a Martinelli dał awans. Przy turnieju rozgrywanym w takim tempie głębia składu może być równie ważna jak pierwsza jedenastka.
Suzuki trzymał Japonię przy życiu
Choć Brazylia zasłużenie wygrała, trzeba oddać Japonii jedno: Zion Suzuki długo był jednym z głównych powodów, dla których ten mecz nie rozstrzygnął się wcześniej. Japonia dopuściła do 7 celnych strzałów, a jej bramkarz zanotował 4 interwencje. Obronił między innymi bardzo groźny strzał Viniciusa, który odbił na słupek.
Przy golu Casemiro miał niewiele do powiedzenia. Przy strzale Martinellego był blisko, ale piłka przeszła po słupku. To był mecz, w którym bramkarz przegranego zespołu i tak może zejść z boiska z podniesioną głową.
Statystyki pokazują dominację, ale też problem Brazylii
Liczby są jednoznaczne: Brazylia miała 69% posiadania piłki, 19 strzałów, 7 celnych, 12 uderzeń z pola karnego i xG 1.7. Japonia odpowiedziała 5 strzałami, 2 celnymi i xG 0.2. Brazylia wykonała 676 podań, Japonia 308. Celność podań: 92% do 84%.

Na papierze wygląda to jak mecz pod kontrolą Brazylii. W praktyce było nerwowo do ostatnich minut.
To jest największy temat dla Ancelottiego. Brazylia potrafi dominować piłkę, ale przez długi czas miała problem z przebiciem się przez dobrze ustawionego rywala. Przy mocniejszym przeciwniku taka pierwsza połowa może być bardzo kosztowna. Japonia oddała jeden groźny cios i prowadziła. Zespół z większą jakością w kontrataku mógłby dołożyć drugi.
Brazylia awansowała, ale nie może udawać, że wszystko działało idealnie.
Brazylijskie gwiazdy zdały egzamin, ale nie wszystkie od razu
Casemiro był liderem. Vini Jr. był najbardziej niebezpiecznym zawodnikiem w pojedynkach. Bruno Guimarães dał decydujące podanie. Gabriel Magalhaes i Marquinhos utrzymali tyły. Martinelli wszedł z ławki i strzelił gola na awans.
To brzmi jak klasyczny brazylijski wieczór wielkich nazwisk. Ale prawda jest bardziej złożona. Brazylia musiała cierpieć, musiała gonić wynik i musiała ratować awans w doliczonym czasie. To nie był koncert. To była walka o przeżycie.
I może właśnie dlatego ten mecz jest dla Brazylii cenniejszy niż łatwe zwycięstwo. W fazie pucharowej nie zawsze da się grać pięknie. Czasem trzeba wygrać mecz, który przez godzinę układa się źle. Brazylia to zrobiła.
Na razie wystarczyło. Ale jeśli marzy o mundialu, musi wejść w kolejną rundę szybciej, ostrzej i z większą precyzją pod bramką. Bo gwiazdy zrobiły swoje, jednak Japonia pokazała, że tę Brazylię da się zranić.
Autor
-
Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.



