ARTYKULY

Ekstraklasa nie zwykła kochać trenerów

Sześć kolejek i już zaczynamy robić to, co Ekstraklasa potrafi najlepiej: liczyć nie tylko punkty, bramki i kartki, ale też dni trenerów pozostałe do zwolnienia.

Początek sezonu rzeczywiście mocno rozrzucił ligę. Lech ma 13 punktów po pięciu meczach i jeszcze nie przegrał, Legia uzbierała 12 w sześciu spotkaniach i także pozostaje niepokonana. Ponadto Górnik z 12 punktami po pięciu grach też jest jednym z największych pozytywnych zaskoczeń. Bardzo dobrze wygląda również powracająca do elity Wisła Kraków, która ma już 10 punktów, a solidnie wystartowały GKS Katowice, Jagiellonia, Pogoń czy Korona.

Na drugim biegunie mamy Raków, który dokonał rzeczy wręcz niewiarygodnej: pięć meczów, pięć porażek, zero punktów. Wieczysta ma trzy punkty, Wisła Płock cztery, Motor pięć, a Widzew sześć w sześciu spotkaniach.

I właśnie tam, na dole tabeli, zaczęło się już tradycyjne polowanie na trenerów.

Pierwszy poleciał Kaziu Moskal. Człowiek, który kilka miesięcy wcześniej zrobił z Wieczystą historyczny awans do Ekstraklasy, dostał w niej cztery rozegrane mecze. Cztery. Jedno zwycięstwo i trzy porażki wystarczyły, żeby podziękować trenerowi, z którym klub chwilę wcześniej świętował największy sukces w swojej historii.

Potem przyszła kolej na Dawida Kroczka. Raków przegrał wszystkie ligowe mecze pod jego wodzą, odpadł również z europejskich pucharów, a 2:5 z Jagiellonią wyglądało momentami żenująco. Następnego dnia Kroczek został zwolniony.

Trudno wymagać, żeby właściciel klubu aspirującego do czołówki spokojnie obserwował zero punktów i mówił: „dajmy czas”.

I teraz dochodzimy do Vukovicia.

Jeśli miałbym dziś obstawiać następnego trenera Ekstraklasy, którego nazwisko pojawi się w oficjalnym komunikacie zaczynającym się od słów „dziękujemy za dotychczasową współpracę”, Vuko jest bardzo wysoko na tej liście.

Sześć punktów po sześciu kolejkach, jedno zwycięstwo ligowe, a teraz jeszcze odpadnięcie z Pucharu Polski z Koroną. Łącznie Widzewiacy wygrali tylko jedno z siedmiu oficjalnych spotkań tego sezonu.

Przy zwykłym klubie byłby to słaby początek. Przy Widzewie, który w poprzednich oknach wydał na piłkarzy ponad 20 milionów euro i zbudował kadrę mającą walczyć znacznie wyżej niż o środek tabeli, robi się z tego problem. Tym bardziej że już pojawiają się informacje o coraz słabszej pozycji Serba, choć na tę chwilę nie ma decyzji o jego zwolnieniu (stan na godz. 10:27, 4.09.2026).

I tutaj właśnie chciałbym Vukovicia trochę obronić.

Bo gdyby Widzew grał beznadziejnie, nie tworzył sytuacji i co tydzień wyglądał jak zespół czekający na egzekucję, sprawa byłaby prosta. Tyle że nie wygląda.

Z Lechem łodzianie przegrywali 0:2, wrócili do 2:2, a punkt stracili po kuriozalnym błędzie w samej końcówce. Co więcej, każda ligowa porażka Widzewa za Vukovicia była dotąd różnicą jednej bramki.

To oczywiście nie jest trofeum i nikt za „honorowe porażki” punktów nie przyznaje, ale pokazuje, że nie mamy do czynienia z kompletnym rozpadem drużyny.

Tu dochodzimy do największego absurdu współczesnej Ekstraklasy.

Klub zatrudnia trenera, daje mu kilkunastu nowych zawodników, przebudowuje zespół, zmienia hierarchię w szatni i oczekuje, że wszystko zacznie funkcjonować niemal od pierwszej kolejki.

A jeżeli nie funkcjonuje, dochodzi do wniosku, że najwyraźniej źle wybrał człowieka, więc zatrudnia następnego. Ten przychodzi z inną filozofią, innym pomysłem na grę, innymi wymaganiami wobec bocznych obrońców i innym spojrzeniem na część kadry. Po pół roku okazuje się, że znowu potrzebuje „swoich” zawodników. I koło się zamyka.

Trenerzy nie mogą być chronieni przed odpowiedzialnością, bo są dobrze opłacanymi profesjonalistami i odpowiadają za wyniki. Ale prezes czy dyrektor sportowy nie powinien mieć możliwości każdej własnej pomyłki przykrywać kolejną zmianą na ławce.

Jeśli trzeci trener z rzędu nie potrafi sprawić, żeby drużyna wyglądała tak, jak oczekiwano, być może warto przez chwilę przestać patrzeć na ławkę rezerwowych i spojrzeć kilka pięter wyżej.

W przypadku Widzewa sytuacja robi się szczególnie ciekawa, bo następny ruch może zdefiniować cały projekt pana Dobrzyckiego.

Vuković przyszedł w poprzednim sezonie jako strażak i utrzymał zespół w Ekstraklasie, a po sezonie klub publicznie postawił na stabilizację. Teraz wystarczył nieco ponad miesiąc nowych rozgrywek, żeby ponownie zastanawiać się nad zmianą.

W medialnych dyskusjach pojawia się już Maciej Skorża, ale na dziś to bardziej wskazywany profil idealnego następcy niż potwierdzona klubowa operacja.

I właśnie dlatego najbliższe mecze Widzewa mogą być dla Vukovicia znacznie ważniejsze, niż sugeruje kalendarz. Wygrana może dać mu kilka tygodni ciszy. Kolejna porażka sprawi, że każdy następny trening będzie odbywał się w atmosferze pytania nie „co poprawić?”, lecz „kto będzie prowadził następny?”.

Moskal już odszedł. Kroczek już odszedł. Vuković jeszcze pracuje, ale stoi wystarczająco blisko drzwi, żeby słyszeć, jak ktoś po drugiej stronie szuka klucza.

I nie, nie będę przekonywał, że trenerom należy dawać czas bez względu na wszystko. Czas również trzeba sobie wywalczyć. Jeżeli masz kosztowną kadrę, duże możliwości i miesiącami nie potrafisz znaleźć sposobu na regularne zwyciężanie, właściciel ma pełne prawo zapytać, czy jesteś właściwym człowiekiem.

Tylko dobrze byłoby, żeby przed każdym zwolnieniem zadał sobie również drugie pytanie: czy następny trener naprawdę rozwiąże problem, czy tylko przesunie moment kolejnego kryzysu o kilka miesięcy?

A na koniec Raków szykuje nam coś, co może tę jesień uczynić znacznie ciekawszą.

Wszystko wskazuje na powrót Gonçalo Feio do Ekstraklasy – tym razem do Częstochowy, gdzie kiedyś pracował jako asystent Marka Papszuna. Na moment pisania tego tekstu umowa nie została jeszcze oficjalnie ogłoszona, ale Portugalczyk jest w Polsce, rozmowy są bardzo zaawansowane i obie strony mają być zainteresowane współpracą.

Jeżeli do podpisu dojdzie, Raków dostanie trenera będącego niemal idealnym przeciwieństwem spokojnej terapii.

Z Feio można się zgadzać, można go nie znosić, można kwestionować jego zachowania, ale jednej rzeczy odmówić mu trudno: obok niego rzadko dzieje się niewiele.

Raków potrzebuje dziś wstrząsu, a Feio jest właściwie wstrząsem w ludzkiej postaci. Może obudzić ten zespół, może również sprawić, że za kilka miesięcy będziemy mieli następny pożar do opisywania.

Moskal, Kroczek, Vuko… a potem…?

Obstawiam Feio!

FAQ

Którzy trenerzy zostali już zwolnieni w tym sezonie Ekstraklasy?

Z posadami pożegnali się już Kazimierz Moskal w Wieczystej Kraków oraz Dawid Kroczek w Rakowie Częstochowa. Obaj zapłacili za słabe wyniki swoich zespołów na początku sezonu.

Czy Aleksandar Vuković może zostać zwolniony z Widzewa Łódź?

Na moment powstawania tekstu nie ma oficjalnej decyzji o zwolnieniu Aleksandara Vukovicia. Słabe wyniki Widzewa oraz odpadnięcie z Pucharu Polski sprawiają jednak, że presja na trenera wyraźnie rośnie.

Czy Gonçalo Feio zostanie trenerem Rakowa Częstochowa?

Rozmowy pomiędzy Rakowem a Gonçalo Feio są bardzo zaawansowane, jednak na moment pisania artykułu klub nie ogłosił jeszcze oficjalnie podpisania umowy. Portugalczyk jest wskazywany jako bardzo poważny kandydat do objęcia zespołu.

Autor

  • Redaktor Dziennika Piłkarskiego Tomasz Rusaczyk, pisze przede wszystkim o EA Sports FC - dawniej FIFA

    Trener piłki nożnej i pasjonat futbolu, który od lat łączy boiskowe spojrzenie z zamiłowaniem do wirtualnej rywalizacji. W FIFĘ, a obecnie EA Sports FC, gra od kilkunastu lat, więc dobrze pamięta czasy, gdy dobra karta w Ultimate Team naprawdę potrafiła cieszyć dłużej niż jeden weekend. Najbliższa jest mu oczywiście piłka nożna, ale chętnie śledzi również inne dyscypliny sportu i lubi patrzeć na sport szerzej – od emocji kibicowskich po taktykę, rywalizację i mentalność zawodników. W swoich tekstach stara się pisać konkretnie, bez sztucznego zachwytu, za to z perspektywy gracza, trenera i człowieka, który niejedną Ligę Weekendową już przeżył 🙂

PIŁKARSKI POJEDYNEK

Kto jest lepszy?

Wybierz jedną kartę i zobacz wynik głosowania.

NA BIEŻĄCO

Najnowsze publikacje

Zobacz wszystkie →