Fernando Muslera to nazwisko, którego w Urugwaju nikomu nie trzeba przedstawiać. Bramkarz z ogromnym doświadczeniem, człowiek pamiętający wielkie turnieje, ważne mecze i momenty, w których reprezentacja mogła na nim polegać. Tyle że mundial nie zawsze patrzy w metrykę, nazwisko i zasługi. Czasem brutalnie pokazuje tu i teraz. A ostatnie dwa spotkania Muslery w bramce Urugwaju były po prostu bardzo trudne.
Najpierw był remis 1:1 z Arabią Saudyjską, później 2:2 z Republiką Zielonego Przylądka. Niby dwa remisy nie brzmią jak katastrofa, ale gdy spojrzy się głębiej, problem zaczyna być wyraźny. Muslera w obu meczach popełnił błąd prowadzący bezpośrednio do gola. W pierwszym spotkaniu dostał ocenę Sofascore 6.4, w drugim już tylko 5.4. To nie są liczby, które przystoją bramkarzowi z takim doświadczeniem, zwłaszcza na turnieju, gdzie jeden detal potrafi zmienić całą tabelę grupy.
Mecz z Republiką Zielonego Przylądka był dla Urugwaju szczególnie bolesny, bo statystyki mówiły jedno, a wynik drugie. Urugwaj miał 66 procent posiadania piłki, oddał 16 strzałów, wygrał rzuty rożne 11 do 3 i wygenerował xG na poziomie 2.3. Rywale mieli tylko 34 procent posiadania, 7 strzałów i xG 0.8. Na papierze wyglądało to jak spotkanie, które drużyna Marcelo Bielsy powinna spokojnie dowieźć do zwycięstwa. Na boisku jednak znów zabrakło kontroli w najważniejszych momentach.

Republika Zielonego Przylądka nie grała wielkiego meczu w sensie dominacji, ale zagrała mecz mądry. Czekała, cierpiała bez piłki, broniła nisko i wykorzystała to, co dostała. Dwa celne strzały i dwa gole. Tyle wystarczyło, żeby zabrać punkt faworytowi. W takich meczach słabsza drużyna nie musi mieć dziesięciu okazji. Wystarczą jej dwie, jeśli przeciwnik pomaga własnymi błędami.
I tu wracamy do Muslery. Bramkarz Urugwaju zanotował dwa obronione strzały, ale przy ocenie jego występu nie da się uciec od błędu prowadzącego do bramki. W statystyce Goals Prevented wyszedł na minus 0.74, co oznacza, że według modelu wpuścił więcej, niż powinien przeciętny bramkarz w podobnej sytuacji. Po meczu z Arabią Saudyjską miał już minus 0.35. Razem daje to minus 1.09 w dwóch spotkaniach. Dla kibica to może brzmieć jak sucha liczba, ale dla sztabu szkoleniowego to sygnał ostrzegawczy.
Najgorsze dla Muslery jest to, że nie mówimy o jednym pechowym momencie. Mówimy o powtarzającym się schemacie. Dwa mecze z rzędu, dwa błędy prowadzące do gola i dwa remisy, które mogły wyglądać zupełnie inaczej. Urugwaj nie przegrał, ale stracił punkty w spotkaniach, w których miał argumenty, żeby zgarnąć więcej. Przy takiej jakości kadry i takim stylu gry Bielsy to musi boleć.
Oczywiście cała odpowiedzialność nie może spaść tylko na bramkarza. Urugwaj też miał swoje problemy pod bramką rywala. Oddać 16 strzałów, mieć 8 prób z pola karnego i zdobyć tylko dwie bramki to też nie jest pełna skuteczność. Były momenty presji, były fragmenty dominacji, były sytuacje, z których można było wycisnąć więcej. Ale bramkarz zawsze żyje w innym świecie niż zawodnik z pola. Napastnik może zmarnować trzy okazje i zostać bohaterem po czwartej. Bramkarz może dobrze wyglądać przez godzinę, a potem jeden błąd przykrywa wszystko.
Właśnie dlatego ta historia jest tak niewygodna dla Urugwaju. Muslera daje doświadczenie, spokój i ogromny bagaż reprezentacyjnych meczów. Z drugiej strony mundial nie wybacza sentymentów. Jeśli zespół walczy o awans, każdy kolejny niepewny moment w bramce będzie natychmiast analizowany. Kibice zaczną pytać o zmianę, media zaczną pisać o konkurencji, a sztab będzie musiał zdecydować, czy stawia na doświadczenie, czy na świeżość.
Republika Zielonego Przylądka po tym remisie może czuć dumę. Zespół nie przestraszył się rywala, wytrzymał napór i pokazał, że na tym turnieju nie przyjechał tylko po pamiątkowe zdjęcia. Takie drużyny są niebezpieczne, bo nie muszą grać pięknie, żeby zabierać punkty. Wystarczy organizacja, cierpliwość i odwaga w tych kilku momentach, które pojawiają się w meczu.
Urugwaj z kolei ma o czym myśleć. Wynik 2:2 z Republiką Zielonego Przylądka nie wygląda dramatycznie tylko wtedy, gdy nie ogląda się statystyk. Gdy zobaczymy przewagę w posiadaniu, liczbie strzałów, rzutach rożnych i jakości sytuacji, robi się jasne, że to były dwa stracone punkty. A przy takim układzie grupy podobne remisy potrafią później wracać jak rachunek wystawiony z opóźnieniem.
Muslera może się jeszcze podnieść, bo doświadczenia mu nie brakuje. Problem w tym, że na mundialu czas na poprawę jest bardzo krótki. Tu nie ma spokojnego miesiąca na odbudowanie formy. Następny mecz może od razu stać się testem charakteru, refleksu i odporności psychicznej. Dla Urugwaju najważniejsze pytanie brzmi teraz prosto: czy Fernando Muslera nadal daje drużynie bezpieczeństwo, czy jego nazwisko waży dziś więcej niż aktualna forma?
Autor
-
Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.



