Holandia odpada z mistrzostw świata po meczu, który długo wyglądał jak klasyczna pułapka dla drużyny próbującej bronić minimalnego prowadzenia. Oranje objęli prowadzenie w 72. minucie po golu Cody’ego Gakpo, ale nie potrafili zamknąć spotkania. Maroko grało cierpliwie, miało więcej piłki, częściej budowało akcje i w końcówce dostało nagrodę. W 90+1 minucie Issa Diop doprowadził do remisu 1:1, a później Atlas Lions wygrali konkurs rzutów karnych 3:2.
Największa różnica była widoczna w kontroli meczu. Holandia miała tylko 30% posiadania piłki, podczas gdy Maroko aż 70%. To nie była pusta dominacja, bo Marokańczycy wykonali 878 podań przy 373 podaniach Holendrów, oddali 11 strzałów przy 6 Oranje i stworzyli znacznie więcej konkretów pod bramką. Szczególnie mocno wygląda statystyka dużych okazji: Maroko miało ich 5, Holandia tylko 1. To pokazuje, że zespół z Afryki nie tylko trzymał piłkę, ale realnie przesuwał ciężar gry pod bramkę rywala.

Holandia długo żyła z organizacji defensywnej i skuteczności w pojedynczym momencie. Gol Gakpo dał jej prowadzenie, ale nie zmienił obrazu spotkania. Oranje nie przejęli kontroli, nie uspokoili meczu i nie odsunęli Maroka od własnego pola karnego. Przy xG 0,23 po stronie Holandii trudno mówić o ofensywnym planie, który dawałby większe bezpieczeństwo. To był raczej mecz przetrwania niż mecz drużyny, która świadomie zarządza przewagą.
Maroko zasłużyło na wyrównanie nie tylko przez samą końcówkę, ale przez cały przebieg spotkania. xG 1,40, 7 strzałów z pola karnego, 5 celnych uderzeń i 8 rzutów rożnych pokazują, że presja narastała. Holenderski bramkarz musiał interweniować aż 5 razy, a Maroko regularnie wracało pod pole karne rywala. W takim układzie gol w doliczonym czasie nie był przypadkiem, tylko konsekwencją przewagi, którą Atlas Lions budowali przez większość meczu.
Konkurs rzutów karnych tylko dopisał kolejny rozdział do bolesnej historii Holandii. Oranje przegrali trzeci kolejny mundialowy konkurs jedenastek: po Argentynie w 2014 roku, Argentynie w 2022 roku i teraz Maroku w 2026 roku. Tym razem Holendrzy wykorzystali tylko dwa rzuty karne, a decydujący strzał Crysencio Summerville’a został obroniony. Przy tak małej liczbie sytuacji w meczu każdy błąd z jedenastu metrów ważył jeszcze więcej.
Ten mecz zostawi po Holandii bardzo gorzki obraz. Z jednej strony była blisko awansu, bo prowadziła do 90+1 minuty. Z drugiej strony statystyki jasno sugerują, że Maroko było zespołem bardziej aktywnym, odważniejszym i groźniejszym. Oranje znów wyglądali jak drużyna, która potrafi przetrwać wielki mecz, ale nie zawsze potrafi go wygrać. A rzuty karne po raz kolejny okazały się dla nich nie loterią, lecz powtarzającym się mundialowym koszmarem.
Autor
-
Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.



