Tomáš Souček walczy o piłkę z Kim Min-jae podczas meczu Korea Południowa — Czechy na MŚ 2026.
Fot. Tomas Soucek i Kim Min-jae w pojedynku powietrznym podczas meczu Korea Południowa — Czechy na Estadio Akron / IMAGO / Anadolu Agency.

Korea Południowa – Czechy 2:1. Hwang In-beom bohaterem pierwszego comebacku mundialu

Korea Południowa zaczęła mundial od zwycięstwa, które przez długi czas wcale nie wyglądało na oczywiste. Czesi objęli prowadzenie, mieli swój moment, mogli złapać mecz za gardło i spróbować dowieźć wynik. Zamiast tego dostaliśmy jednak pierwszy bardzo mocny comeback tego turnieju. Korea wygrała 2:1, a postacią spotkania został Hwang In-beom, który najpierw strzelił gola, a potem zaliczył asystę przy bramce decydującej o zwycięstwie.

Spotkanie na Estadio Akron w Guadalajarze było starciem dwóch bardzo różnych pomysłów na futbol. Czechy chciały grać prościej, fizyczniej i bardziej bezpośrednio. Ich plan był czytelny: wykorzystać siłę w powietrzu, stałe fragmenty gry, długie wrzuty i obecność wysokich zawodników w polu karnym. Korea Południowa postawiła na cierpliwość, technikę, kontrolę środka pola i szybsze operowanie piłką między liniami. Przez pierwszą część meczu Korea miała więcej z gry, ale brakowało jej konkretu pod bramką rywala.

Czesi uderzyli w 59. minucie. Ladislav Krejcí wykorzystał jedną z największych broni swojej drużyny czyli grę w powietrzu. Po wrzucie z autu na krótki słupek kapitan reprezentacji Czech dał swojej drużynie prowadzenie stzrzałem głową. To był gol bardzo „czeski”: siła, timing, walka o pozycję i skuteczność w momencie, w którym trzeba było zamienić przewagę fizyczną na bramkę.

Wydawało się, że Korea może mieć problem. Przegrywała, Czechy mogły się cofnąć, zagęścić środek i grać na kolejne wrzuty albo kontry. Ale właśnie wtedy mecz zaczął należeć do Hwanga In-beoma. Pomocnik Korei Południowej wziął odpowiedzialność w najważniejszym momencie. W 67. minucie doprowadził do remisu po bardzo dobrej indywidualnej akcji, pokazując spokój, technikę i odwagę.

Ten gol zmienił dynamikę spotkania. Korea poczuła, że może nie tylko wrócić do meczu, ale również go wygrać. Czesi z kolei zaczęli coraz częściej bronić się zbyt głęboko. Ich ataki były coraz rzadsze, a Patrik Schick, który miał być głównym punktem odniesienia w ofensywie, został mocno odcięty od podań. Koreańska defensywa z Kim Min-jae na czele dobrze radziła sobie z pojedynkami i nie pozwalała Czechom budować dłuższych fragmentów pod presją.

Decydujący moment przyszedł w 80. minucie. Hwang In-beom znów znalazł przestrzeń, znów podjął dobrą decyzję i dograł piłkę do Oh Hyeon-gyu. Rezerwowy napastnik Korei zachował się w polu karnym dokładnie tak, jak powinien zachować się zawodnik wprowadzony po to, by dać drużynie świeżość i konkretną finalizację. Trafił na 2:1 i odwrócił wynik meczu.

Statystyki pokazują, że zwycięstwo Korei Południowej było zasłużone. Korea miała 62 procent posiadania piłki, oddała 15 strzałów przy 7 uderzeniach Czechów i stworzyła 4 duże okazje, podczas gdy Czesi mieli tylko jedną. Równie wymowny jest wskaźnik xG: 1.84 po stronie Korei i 0.81 po stronie Czech. To nie był mecz, w którym Korea wygrała przypadkiem po dwóch pojedynczych błyskach. To był mecz, w którym przez dłuższe fragmenty była drużyną bardziej kompletną.

Korea Południowa 2-1 Czechy / Statystyki / Dziennik Piłkarski

Szczególnie dobrze wyglądała różnica w rozegraniu. Korea zanotowała 541 podań, z czego 468 było celnych. Czechy miały 324 podania i 229 celnych. Jeszcze mocniej widać to w ostatniej tercji boiska: Korea wykonała tam 106 celnych podań ze 138 prób, a Czechy 54 ze 104. To pokazuje, że Korea nie klepała piłki tylko dla samego posiadania. Ona realnie przenosiła grę pod pole karne rywala i potrafiła utrzymać presję.

Czechy oczywiście miały swoje argumenty. Miały więcej rzutów rożnych, groźne stałe fragmenty i kilku zawodników zdolnych wygrać pojedynek w powietrzu. Problem polegał na tym, że ich ofensywa była zbyt przewidywalna. Kiedy Korea zaczęła lepiej kontrolować dośrodkowania i drugie piłki, Czesi mieli coraz mniej sposobów na stworzenie zagrożenia. 16 fauli po stronie Czechów przy 9 faulach Korei także pokazuje, że momentami byli spóźnieni i musieli przerywać akcje rywala.

Na uwaę zasługuje Kim Seung-gyu. Bramkarz Korei nie miał może pracy przez cały mecz, ale w końcówce musiał zachować koncentrację. Przy wyniku 2:1 każdy wrzut w pole karne, każdy stały fragment i każde zamieszanie mogły zmienić wynik. Korea była lepsza piłkarsko, ale bez solidnych interwencji bramkarza ten mecz mógł się jeszcze wymknąć spod kontroli.

Największym bohaterem pozostaje jednak Hwang In-beom. Gol, asysta i wpływ na tempo gry sprawiają, że trudno wskazać kogokolwiek innego jako zawodnika meczu. To był występ lidera środka pola. Takiego, który nie tylko dobrze wygląda w statystykach, ale też pojawia się dokładnie wtedy, gdy jego drużyna najbardziej go potrzebuje.

Korea Południowa wysłała więc jasny sygnał już na początku turnieju. To drużyna, która potrafi cierpieć, nie traci głowy po stracie gola i ma w środku pola jakość pozwalającą odwracać trudne mecze. Czechy mogą żałować, bo prowadziły i miały scenariusz, który lubią najbardziej. Ale po bramce Krejčiego nie potrafiły pójść za ciosem.

Korea wygrała, bo miała więcej piłki, więcej jakości i lepszych wykonawców w decydujących momentach. Czechy miały siłę, stałe fragmenty i prowadzenie. Korea miała Hwanga In-beoma. I właśnie to zrobiło różnicę.

Autor

  • Portret założyciela i współwłaściciela DziennikPiłkarski.pl. Tomasz Sawczak w czarnej czapce i białej koszulce siedzi z telefonem w dłoniach, za jego głową duże logo Dziennika Piłkarskiego.

    Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.