Robert Lewandowski ma 109 goli w Lidze Mistrzów. Przed nim są tylko Cristiano Ronaldo ze 140 i Messi ze 129. Trzecie miejsce w historii. Warto przez chwilę przy tym zostać, bo to liczba, której nie zbudowało się jednym wielkim sezonem ani szczęśliwym losowaniem w fazie grupowej.
Lewandowski strzelał przez lata w Champions League dla Borussii, dla Bayernu, dla Barcelony. Trzy różne kluby, trzy różne ligi, różne systemy gry, różni trenerzy i różne etapy kariery. W każdym z tych środowisk był tym samym: napastnikiem, którego nie można zostawić bez opieki ani na sekundę.
Najlepszy rozdział napisał w Bayernie. Sezon 2019/20 był czymś wyjątkowym, 15 goli w Champions League, triumf w całym turnieju i korona króla strzelców, którą przez lata uważano za prywatną własność Ronaldo i Messiego. Lewandowski po prostu wziął ją i tyle.
Ostatnia dekada, od 2016 do 2026, to w zasadzie jego europejska wizytówka. 15 goli w sezonie 2019/20, 13 w 2021/22, 11 w 2024/25. I jeszcze 4 bramki w obecnych rozgrywkach, w których gra jako 37-latek. Niewielu napastników w tym wieku w ogóle pojawia się w Lidze Mistrzów. On wciąż trafia.
Transfer do Barcelony w 2022 roku mógł być ryzykowny. Nowa liga, nowe otoczenie, pytania o to, czy da radę na tym poziomie bez machiny Bayernu za plecami. Odpowiedź przyszła szybko bo w pierwszym sezonie zgarnął koronę króla strzelców LaLigi, a sezon 2024/25 był jego najlepszym pod względem bramkowym od momentu przyjścia do klubu. 42 gole we wszystkich rozgrywkach jako 36-latek.
Za jego plecami w historycznej klasyfikacji Champions League stoją Benzema, Mbappe, Haaland, Raul, Van Nistelrooy, Kane, Salah. To nie jest przypadkowe towarzystwo, to lista ludzi, którzy przez lata uważani byli za absolutną elitę napastników. Lewandowski jest od nich wszystkich wyżej.
Przez całą karierę nie bazował na jednym atrybucie. Nie był tylko szybki, nie był tylko silny, nie był tylko dobry w powietrzu. Strzelał prawą, lewą, głową, z akcji, po stałych fragmentach, z pierwszej piłki i po przyjęciu. Właśnie dlatego tak trudno go było wyeliminować z gry, nie dało się go po prostu zablokować w jeden sposób.
Ronaldo i Messi stworzyli epokę, która jeszcze długo będzie punktem odniesienia. Robert Lewandowski nie dorównał im liczbowo i pewnie już nie dogoni. Ale wszedł do tej samej „galerii”. Jako trzeci najskuteczniejszy strzelec w historii Ligi Mistrzów, nie jako tło dla dwóch gigantów.
Autor
-
Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.















