Sędziowanie po polsku. Nie pytajmy już, czy jest źle. Pytajmy, jak zbudować cały system od nowa

Mamy połowę września, a dyskusja o polskim sędziowaniu znowu nie dotyczy tego, czy arbitrzy popełniają błędy, tylko jak dużo tych błędów jesteśmy jeszcze gotowi zaakceptować. W poniedziałkowym meczu Rakowa z Zagłębiem przy golu Michała Nalepy piłka chwilę wcześniej miała dwukrotnie trafić w rękę Romana Jakuby. Dlaczego VAR w ogóle nie interweniował? Należy też zwrócić uwagę również na wcześniejszy faul, po którym nie powinno być rzutu rożnego rozpoczynającego akcję bramkową. Zagłębie wygrało 3:2, więc nie dyskutowaliśmy o pomyłce przy 5:0, lecz o zdarzeniu mającym znaczenie dla wyniku. W pierwszych 38 spotkaniach sezonu było 7 poważnych błędów VAR oraz ok. 1,5 błędu sędziowskiego na kolejkę. Do tego dochodzą kolejne spory – choćby rzut karny, który zdecydował o zwycięstwie Górnika nad Cracovią, mocno kwestionowany przez Trenera Grzelaka.
Na początku trzeba podkreślić – nie potrzeba kolejnej rewolucji w przepisach gry. Sędzia nie potrzebuje czterdziestej ósmej prezentacji pokazującej mu, kiedy ręka jest ręką. Potrzebuje systemu, który bezlitośnie wyłapuje słabych, rozwija dobrych i promuje najlepszych. Tymczasem w obowiązujących zasadach funkcjonowania środowiska sędziowskiego decyzje dotyczące awansów i spadków mają charakter nominacji, a ich uznaniowość wciąż jest niezwykle duża. Sam fakt istnienia elementu uznaniowego nie jest patologią – nie da się przecież ocenić sędziego wyłącznie arkuszem Excela. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ogromna część systemu jest niewidoczna dla ludzi znajdujących się poza nim. Kibic nie zna ocen. Klub nie zna pełnej drogi oceny. Inni sędziowie nie zawsze wiedzą, dlaczego kolega dostaje kolejne mecze wyżej, a oni nie. A tam, gdzie brakuje przejrzystości, natychmiast rodzą się opowieści o nazwiskach, znajomościach i „swoich ludziach”. Nawet jeśli połowa, ba 90% tych opowieści jest bzdurą, system sam zapewnia im znakomite warunki do życia.
Najlepiej pokazuje to historia Wojciecha Mycia. Kilka lat temu głośno opisywano jego niezwykle szybką drogę z III ligi przez II i I ligę aż do Ekstraklasy. W medialnych relacjach pojawiła się wtedy historia, według której ówczesny szef Kolegium Sędziów, pytany o powody tak szybkiej promocji Mycia, miał mówić o jego charyzmie, sylwetce, kondycji, tym, że „bardzo ładnie biega”, a nawet że jest „przystojny”. Nie ustalono jednoznacznie, czy była to poważna argumentacja, żart czy wypowiedź wyrwana z szerszego kontekstu. Jest to dość wymowne. Nie dlatego, że wygląd sędziego Mycia naprawdę był formalnym kryterium awansu – nic takiego nie zostało wykazane. Tylko dlatego, że w systemie wystarczająco nieprzejrzystym taka historia w ogóle mogła zabrzmieć wiarygodnie. Później pojawiały się kolejne pytania o błędy Mycia i o to, dlaczego mimo nich nadal otrzymywał ważne obsady.
Największa ciemność zaczyna się jednak niżej, bo Ekstraklasę przynajmniej ogląda kilkanaście kamer i pół Polski. Na poziomie wojewódzkim sprawami sędziowskimi zajmują się poszczególne związki, własne kolegia, obserwatorzy i lokalne struktury. I właśnie tam powinno się przeprowadzić największą reformę. Bo na niższych poziomach nie masz kamer, telewizyjnego eksperta, mediów i powtórki pokazanej pół miliona razy. Masz sędziego, obserwatora, jego raport i stosunkowo małe środowisko, w którym prawie wszyscy się znają. To nie znaczy, że awanse są rozdawane po znajomości. Bez dowodów nie wolno czegoś takiego twierdzić. Znaczy natomiast, że system oparty na niewielkiej liczbie obserwacji i subiektywnych ocenach ludzi z zamkniętego środowiska jest szczególnie podatny na podejrzenia o nierówne traktowanie. Jeżeli dwóch arbitrów walczy o jeden awans, obaj zdają egzaminy, obaj mają dobre oceny, a na końcu jeden zostaje nominowany, powinniśmy móc bardzo konkretnie powiedzieć, dlaczego właśnie on.
Ze względu na powyższe, pierwsza reforma jest banalna: jawność wyników pracy sędziego. Nie chodzi o publikowanie po każdym meczu tabeli „Raczkowski – 7,8, Musiał – 8,2” i urządzanie internetowych linczów. Chodzi o publiczny raport sezonowy zawierający liczbę obserwacji, liczbę poważnych błędów, liczbę błędów skorygowanych przez VAR, wyniki testów, liczbę meczów oraz uzasadnienie awansu lub spadku. Do tego każdy arbiter walczący o wyższą klasę powinien mieć kilka spotkań ocenionych nie tylko przez lokalnego obserwatora, ale również przez komisję spoza własnego województwa. Najważniejsze zdarzenia z meczu powinny być oceniane anonimowo na wideo przez kilku niezależnych obserwatorów, bez informacji o nazwisku sędziego. Wtedy człowiek z Podlasia może ocenić arbitra ze Śląska, a człowiek ze Śląska arbitra z Mazowsza. Nie dlatego, że lokalny obserwator jest nieuczciwy. Dlatego, że system należy projektować tak, aby uczciwość człowieka nie była jego jedynym zabezpieczeniem. Jeżeli sędzia jest naprawdę najlepszy, taka transparentność działa wyłącznie na jego korzyść. Jeśli natomiast ktoś jest „perspektywiczny”, chcę zobaczyć, co dokładnie oznacza to słowo. Talent? Decyzyjność? Zarządzanie meczem? Kondycję? Czy znowu to, że „ładnie biega”?
Druga rzecz to całkowita przebudowa podejścia do VAR-u. Możemy kupić najlepsze systemy, najlepsze kamery i najlepszą technologię. Super. Tylko że najlepszy monitor świata nie pomoże, jeżeli człowiek przed monitorem nie interweniuje wtedy, kiedy powinien. VAR stał się chwilami alibi: sędzia na boisku podejmuje decyzję, VAR jej nie zmienia, więc później słyszymy, że „sytuacja była interpretacyjna”. To zdanie potrafi dziś przykryć praktycznie wszystko. Trzeba publikować regularny, najlepiej cotygodniowy raport Kolegium Sędziów z każdej istotnej sytuacji: decyzja prawidłowa, decyzja błędna, VAR powinien interweniować, VAR słusznie nie interweniował. Bez okrągłych zdań. Bez tygodni milczenia. Bez chowania się za formułką, że „kontakt nie osiągnął poziomu wymagającego interwencji”. Jeśli zawodnik po fatalnym meczu musi następnego dnia oglądać swoją stratę na analizie, sędzia również powinien funkcjonować w kulturze odpowiedzialności. Nie publicznego upokorzenia. ODPOWIEDZIALNOŚCI.
Warto też przyjrzeć się obserwatorom. To oni są jednym z najważniejszych filtrów całego systemu, a o nich kibic wie właściwie najmniej. Obserwator ocenia sędziego, jego sławne „zarządzanie meczem”, decyzje, komunikację, kondycję i sposób reagowania na trudne sytuacje. Tylko obserwator również może się pomylić, mieć określone preferencje albo zupełnie inaczej oceniać prowadzenie spotkania niż drugi człowiek. Dlatego jego praca też powinna być oceniana. Jeśli pięciu niezależnych ekspertów ogląda po meczu sytuację i czterech uznaje decyzję sędziego za błędną, a obserwator dał za nią pełne punkty, pytanie należy zadać też obserwatorowi. Potrzebujemy rankingów zgodności ocen obserwatorów z późniejszą analizą wideo. Potrzebujemy rotacji między regionami. Potrzebujemy okresowej utraty uprawnień przez obserwatorów, którzy regularnie źle oceniają istotne zdarzenia. Bo obecny system często zachowuje się tak, jakby jedynym człowiekiem zdolnym do błędu był facet z gwizdkiem. Tymczasem nad nim znajduje się jeszcze kilka pięter ludzi, którzy wpływają na jego karierę.
A czy istnieje realna ścieżka odwoławcza? Nie od każdej żółtej kartki i nie od faktu, że ktoś dostał w miesiącu dwa mecze zamiast trzech. Ale chodzi tu o sytuacje, w której decyzje o awansach i spadkach są w praktyce bardzo trudne do podważenia, stanowiąc idealne paliwo dla poczucia zamkniętego układu. Powinna istnieć niezależna komisja odwoławcza, w której większości nie stanowią ludzie podejmujący pierwotną decyzję. Sędzia powinien móc poprosić o audyt swoich ocen, jeżeli uważa, że został potraktowany nierówno. Nie oznacza to, że automatycznie dostanie awans. Oznacza jedynie, że ktoś spoza tego samego pokoju sprawdzi, czy procedura była uczciwa. W zawodowej piłce trener może stracić pracę, zawodnik kontrakt, klub miliony złotych, a sędzia szansę na karierę. Jeżeli naprawdę chcemy przyciągać do sędziowania ambitnych ludzi, nie możemy im mówić: „decyzja jest decyzją, nie musimy jej uzasadniać”. To może działać w zamkniętym stowarzyszeniu – TAK JAK TERAZ.
Niestety, lekarstwem na złe sędziowanie nie jest tylko lepszy sędzia. Lekarstwem jest lepsza konkurencja między sędziami. Jeżeli młody arbiter z A klasy wie, że do Ekstraklasy prowadzi jasna droga – wyniki testów, niezależne obserwacje, ocena wideo, jawne kryteria, realna odpowiedzialność i zero znaczenia tego, czy jest czyimś ulubieńcem – będzie chciał być coraz lepszy. Jeżeli natomiast będzie miał poczucie, że po kilku latach może przegrać z kimś, kto dostał łatkę „perspektywicznego” kuzyna sędziego z I ligi, prawdopodobnie wybierze normalną pracę i weekend z rodziną. Polska nie cierpi dziś wyłącznie na błędy arbitrów. Cierpi na deficyt zaufania do sposobu, w jaki arbitrów się tworzy, ocenia i promuje. I właśnie dlatego nie potrzebujemy kolejnego prezesa Kolegium Sędziów (choćby się przydał nowy), który obieca, że będzie lepiej. Potrzebujemy zasad, przy których nazwisko prezesa będzie miało możliwie małe znaczenie. Dobrego arbitra powinny bronić jego mecze, oceny i nagrania, a nie opinia człowieka siedzącego nad nim w hierarchii. Bo sędzia naprawdę może być przystojny, może pięknie biegać i może mieć sylwetkę budzącą szacunek. Tylko awansować powinien za jedno: za to, że najlepiej sędziuje.
FAQ
Dlaczego w Polsce tak często dyskutuje się o błędach sędziowskich?
Ponieważ kontrowersje dotyczą nie tylko pojedynczych decyzji na boisku, ale również sposobu oceniania, promowania i rozliczania sędziów. Problemem jest przede wszystkim brak pełnej przejrzystości systemu.
Czy VAR rozwiązuje problem błędów sędziowskich?
Nie. VAR jest jedynie narzędziem. Jego skuteczność zależy od osób obsługujących system oraz od jasnych zasad dotyczących tego, kiedy powinien interweniować.
Jak można zwiększyć przejrzystość oceniania sędziów?
Jednym z rozwiązań byłoby publikowanie sezonowych raportów zawierających liczbę obserwacji, poważnych błędów, interwencji VAR, wyniki testów oraz uzasadnienia awansów i spadków.
Czy obserwatorzy sędziów również powinni być oceniani?
Tak. Obserwatorzy mają duży wpływ na rozwój kariery arbitra, dlatego ich oceny powinny być porównywane z późniejszą analizą wideo i opiniami niezależnych ekspertów.
Jak mogłaby wyglądać droga odwoławcza dla sędziów?
Sędzia powinien mieć możliwość zwrócenia się do niezależnej komisji o audyt swoich ocen i procedury awansu lub spadku. Taka komisja nie powinna składać się głównie z osób, które wcześniej podejmowały daną decyzję.
Co jest najważniejsze w reformie polskiego systemu sędziowskiego?
Najważniejsze są jasne kryteria, przejrzystość ocen, niezależna weryfikacja decyzji, większa odpowiedzialność VAR i obserwatorów oraz system, w którym o awansie decyduje przede wszystkim jakość sędziowania.
Kto jest lepszy?
Wybierz jedną kartę i zobacz wynik głosowania.






