Infografika przedstawiająca trenera piłki nożnej jako osobę, od której często oczekuje się pełnienia wielu ról jednocześnie – motywatora, psychologa i wychowawcy. Grafika podkreśla, że nauczanie gry w piłkę zaczyna się w domu, a rodzice odgrywają kluczową rolę w wychowaniu młodych sportowców.
Infografika ukazująca rolę rodziców i trenerów w wychowaniu młodych piłkarzy oraz znaczenie domowych nawyków w procesie szkolenia. Źródło: Dziennik Piłkarski / grafika własna.

Trener nie jest od tego, żeby dziecku się chciało. O piłce, wygodzie i odpowiedzialności dorosłych

Rodzice kochają swoje dzieci i od tego trzeba zacząć, bo bez tego zdania każdy podobny tekst może zabrzmieć jak atak. Większość mam i ojców naprawdę chce dobrze, chce pomagać, chronić, wspierać i dawać dziecku jak najlepsze możliwości. Problem polega na tym, że miłość do dziecka potrafi czasem zaślepić osąd. Rodzic, który widzi zmęczenie – szybko chce ulżyć, gdy widzi niechęć – szuka winnych, a gdy widzi brak motywacji – często oczekuje, że ktoś z zewnątrz natychmiast to naprawi. W sporcie dziecięcym widać to coraz mocniej, bo trening przestaje być tylko miejscem nauki piłki nożnej. Staje się polem zderzenia wygody, ambicji, braku konsekwencji i oczekiwań dorosłych. I coraz częściej trener nie słyszy pytania, jak nauczyć dziecko grać lepiej, tylko ciche oczekiwanie: zróbcie coś, żeby jemu się w ogóle chciało.

Dzisiejsze dzieci mają więcej niż jakiekolwiek pokolenie przed nimi, ale wcale nie oznacza to, że mają łatwiej. Mają telefony, gry, platformy, komunikatory, filmiki, skróty i rozrywkę gotową w każdej sekundzie. Nie muszą czekać, nudzić się, organizować zabawy, szukać kolegów pod blokiem ani wymyślać gry z niczego. Wszystko jest dostępne od razu, bez wysiłku i bez większego zaangażowania ciała. Świat cyfrowy daje im szybkie nagrody, natychmiastową reakcję i ciągłe bodźce, z którymi zwykły trening piłkarski musi konkurować. Piłka wymaga powtarzania, biegania, przegrywania pojedynków, słuchania poleceń i radzenia sobie z porażką. Telefon tego nie wymaga, dlatego najczęściej wygrywa.

Wyniki badań dotyczących kondycji fizycznej dzieci nie są już sygnałem ostrzegawczym, tylko alarmem. Mówimy o pokoleniu, które często ma problem nie z zaawansowaną techniką sportową, ale z podstawową sprawnością ruchową. Bieg, skok, rzut, chwyt, koordynacja, wytrzymałość i zwykła gotowość do wysiłku przestają być oczywistością. To nie jest drobiazg dla nauczycieli WF-u ani temat na konferencję naukową, który nie dotyczy boiska. To jest codzienność trenerów, którzy coraz częściej na pierwszych zajęciach widzą dzieci słabsze motorycznie, szybciej zmęczone i mniej odporne na trud.

Trener piłki nożnej nie zaczyna wtedy od nauczania techniki. Zaczyna od rzeczy podstawowej: od próby obudzenia w dziecku nawyku ruchu.

I właśnie tu pojawia się największe nieporozumienie. Rodzic zapisuje dziecko na piłkę i często myśli, że trener ma zrobić wszystko: nauczyć techniki, poprawić sprawność, zbudować charakter, dać motywację, nauczyć dyscypliny i jeszcze sprawić, żeby dziecko zawsze wychodziło z domu z uśmiechem. Tylko że trener nie jest czarodziejem od chęci. Może stworzyć dobre zajęcia, może zachęcać, może budować atmosferę, może tłumaczyć, wspierać i prowadzić. Nie może jednak zastąpić domu, codziennych zasad i wychowania do wysiłku. Jeśli dziecko poza treningiem żyje wyłącznie w świecie ekranu, ciągłego wyręczania i braku obowiązków, to dwa czy nawet cztery treningi w tygodniu nie odwrócą całej logiki jego życia.

Coraz częściej problem nie polega więc na tym, że dziecko nie lubi piłki. Ono może lubić piłkę, lubić kolegów, lubić strzelać gole i cieszyć się meczem. Ale jednocześnie może nie lubić wysiłku, nie lubić przegrywania, nie lubić czekania na swoją kolej, nie lubić korekty i nie lubić tego, że czegoś nie umie od razu. Dzisiejsza kultura bardzo słabo uczy cierpliwości, bo większość rzeczy podaje dziecku w wersji szybkiej, wygodnej i dopasowanej. Tymczasem sport działa inaczej. Sport mówi: powtórz, spróbuj jeszcze raz, przegraj, wstań, popraw, posłuchaj, zmęcz się i wróć jutro. Dla wielu dzieci to jest pierwsze poważne spotkanie z rzeczywistością, której nie da się przewinąć palcem po ekranie.

Rodzice często nieświadomie ten problem pogłębiają, bo chcą dziecku oszczędzić przykrości. Gdy dziecko mówi, że nie chce iść na trening, rodzic od razu szuka powodu: może trener zbyt wymagający, może grupa za mocna, może dziecko zmęczone, może ktoś coś powiedział. Oczywiście czasem naprawdę trzeba zareagować, bo sport dziecięcy nie może być przemocą, presją i tresurą. Ale równie często chodzi po prostu o zwykły brak chęci, który w wychowaniu nie powinien automatycznie wygrywać. Dziecko nie zawsze chce iść do szkoły, posprzątać pokój, odrobić lekcje czy umyć zęby. A jednak dorosły rozumie, że pewne rzeczy są potrzebne, nawet gdy chwilowo nie ma na nie ochoty. Dlaczego więc przy aktywności fizycznej tak często rezygnujemy przy pierwszym oporze?

Z perspektywy trenera wygląda to czasem tak, jakby odpowiedzialność wychowawcza była przerzucana na klub. Dziecko nie ma nawyku ruchu, ale trener ma sprawić, żeby biegało z radością. Dziecko nie ma granic w domu, ale trener ma nauczyć dyscypliny w grupie. Dziecko nie umie przegrywać, ale trener ma zrobić tak, żeby porażka nie bolała. Dziecko nie potrafi skupić się dłużej niż kilka minut, ale trener ma prowadzić zajęcia tak atrakcyjne, żeby konkurowały z całym Internetem. To jest nierealne oczekiwanie wobec jednej osoby stojącej na boisku i grupy kilkunastu dzieci. Trener może być ważnym dorosłym w życiu dziecka, ale nie może być jedynym dorosłym, który wymaga.

Najuczciwiej trzeba powiedzieć tak: jeśli dziecku nigdy niczego się nie wymaga, to na treningu też nagle nie pokocha wymagań. Jeśli w domu każdy dyskomfort jest natychmiast zdejmowany, to sportowy dyskomfort będzie odbierany jak krzywda. Jeśli rodzic za każdym razem tłumaczy dziecko zmęczeniem, nastrojem, pogodą, szkołą albo kolegą z drużyny, to młody zawodnik szybko uczy się, że nie musi mierzyć się z trudnością. A przecież piłka nożna jest pełna trudności. Nie zawsze się wygrywa, nie zawsze się gra najlepiej, nie zawsze trener chwali, nie zawsze koledzy podają i nie zawsze ciało słucha. Właśnie dlatego sport jest tak dobrą szkołą życia. Ale tylko wtedy, gdy dorośli nie odbierają mu tej wychowawczej roli.

Nie chodzi o to, żeby z dzieci robić żołnierzy, roboty albo małych zawodowców. Chodzi o coś dokładnie odwrotnego: żeby pozwolić im być dziećmi, ale nie mylić dzieciństwa z bezwładną wygodą. Dziecko ma prawo do słabszego dnia, odpoczynku, emocji i rozmowy. Nie powinno jednak dostawać komunikatu, że każda niechęć jest wystarczającym powodem, by odpuścić. Prawdziwe wsparcie rodzica nie polega na tym, że usuwa z drogi każdy kamień. Polega na tym, że idzie obok, gdy dziecko uczy się przez ten kamień przejść. W sporcie to rozróżnienie jest absolutnie fundamentalne.

Dlatego rozmowa o szkoleniu i nauczaniu gry w piłkę nożną dzieci nie może dotyczyć wyłącznie trenerów, akademii, systemów gry i liczby jednostek treningowych. Musi dotyczyć także domu, codziennych nawyków, snu, granic, obowiązków i przykładu dorosłych. Jeśli dziecko ma ruszać się tylko wtedy, gdy trener wymyśli idealną zabawę, to znaczy, że już przegraliśmy ważniejszy mecz. Jeśli ma podejmować wysiłek wyłącznie wtedy, gdy wszystko jest łatwe i przyjemne, to nie wychowujemy sportowca, tylko klienta atrakcji. Trener nie jest od tego, żeby dziecku zawsze się chciało. Trener jest od tego, żeby mądrze prowadzić je wtedy, gdy czasem się chce, czasem się nie chce, ale warto zrobić krok dalej. A rodzic? Rodzic nie musi znać się w ogóle na nauczaniu piłki nożnej młodych ludzi. Wystarczy, że przestanie oddawać trenerowi zadanie, które zaczyna się dużo, dużo… wcześniej.

Autor

  • Redaktor Dziennika Piłkarskiego Tomasz Rusaczyk, pisze przede wszystkim o EA Sports FC - dawniej FIFA

    Trener piłki nożnej i pasjonat futbolu, który od lat łączy boiskowe spojrzenie z zamiłowaniem do wirtualnej rywalizacji. W FIFĘ, a obecnie EA Sports FC, gra od kilkunastu lat, więc dobrze pamięta czasy, gdy dobra karta w Ultimate Team naprawdę potrafiła cieszyć dłużej niż jeden weekend. Najbliższa jest mu oczywiście piłka nożna, ale chętnie śledzi również inne dyscypliny sportu i lubi patrzeć na sport szerzej – od emocji kibicowskich po taktykę, rywalizację i mentalność zawodników. W swoich tekstach stara się pisać konkretnie, bez sztucznego zachwytu, za to z perspektywy gracza, trenera i człowieka, który niejedną Ligę Weekendową już przeżył 🙂

Czytaj więcej