ARTYKULY

VAR sprawdził. VAR się pomylił. A potem przyznał, że VAR powinien sprawdzić VAR.

Miał być koniec wielkich sędziowskich skandali, takich jak ręka Henry’ego w barażach z Irlandią. Kamera miała widzieć więcej niż człowiek, powtórka miała zatrzymywać czas, a człowiek siedzący przed kilkunastoma monitorami miał poprawiać to, czego człowiek biegający po boisku zwyczajnie nie był w stanie zobaczyć.

I właśnie dlatego niedzielne derby Manchesteru są tak pięknym symbolem tego, czym VAR stał się po kilku latach funkcjonowania. Manchester City wygrał na Old Trafford 1:0, mimo że od 23. minuty grał w dziesiątkę. Jedyną bramkę zdobył Erling Haaland, a cała Anglia zaczęła dyskutować nie o jego wykończeniu, tylko o Enzo Fernándezie znajdującym się na pozycji spalonej i jego wpływie na zachowanie bramkarza.

VAR sprawdził sytuację i uznał, że gol może zostać zaliczony. Kilkanaście godzin później organizacja odpowiedzialna za elitarnych arbitrów, Pro Ref, przyznała, że VAR popełnił błąd, bo sytuacja powinna zostać potraktowana jako subiektywna i arbiter powinien zostać wysłany do monitora.

Czyli mieliśmy sędziego, VAR mający poprawić sędziego, a później organ sędziowski poprawiający VAR, który miał poprawić sędziego. Brakuje już właściwie tylko Super-VAR-u siedzącego piętro wyżej i sprawdzającego, czy VAR prawidłowo sprawdził VAR.

I tutaj warto postawić tezę, której da się bronić bez krzyczenia o spisku: VAR nie usunął ludzkiego błędu z futbolu, tylko przeniósł go z murawy do pokoju pełnego monitorów. To bardzo istotna różnica. Kiedyś arbiter miał sekundę na ocenę sytuacji, zawodnik zasłaniał mu widok, akcja działa się przy prędkości trzydziestu kilometrów na godzinę i każdy rozsądny kibic rozumiał, że człowiek może się pomylić.

Dzisiaj mamy osiem kamer, zwolnione tempo, stop-klatkę, możliwość cofnięcia obrazu i drugiego sędziego siedzącego w ciszy przed ekranem. Jeżeli po tym wszystkim nadal dostajemy błędną decyzję, frustracja jest znacznie większa.

Premier League sama przyznaje, że VAR zwiększa ogólną trafność decyzji, dlatego kluby w 2024 roku zagłosowały za pozostawieniem systemu. Jednocześnie liga wskazała wtedy potrzebę większej konsekwencji, lepszego szkolenia arbitrów VAR, większej transparentności i poprawy komunikacji z kibicami.

Jeżeli ktoś uważa, że derby Manchesteru były pojedynczą wpadką, powinien przypomnieć sobie Tottenham – Liverpool z 2023 roku i prawdopodobnie najbardziej kompromitujące nagranie w krótkiej historii VAR-u. Luis Díaz zdobył prawidłową bramkę, sędziowie na boisku uznali spalonego, a VAR na obrazie zobaczył, że Kolumbijczyk był na pozycji prawidłowej.

Problem? Człowiek obsługujący VAR pomyślał, że decyzją boiskową było… uznanie bramki. Powiedział więc „check complete”, czym zatwierdził dokładnie odwrotną decyzję od tej, którą sam chciał podjąć. Dopiero po wznowieniu gry ludzie w pokoju zorientowali się, co właśnie zrobili. Na opublikowanym później nagraniu słychać zamieszanie, próby zatrzymania meczu i świadomość, że gol powinien zostać uznany, ale było już za późno, bo gra została wznowiona.

Kilka miesięcy wcześniej Anglia dostała zresztą podwójną lekcję podczas jednego weekendu. Arsenal zremisował z Brentford 1:1 po bramce Ivana Toneya, przy której VAR analizował sytuację przez kilka minut, ale nie sprawdził pozycji Christiana Nørgaarda w kluczowej fazie akcji. Nie dlatego, że system się zawiesił. Nie dlatego, że zabrakło odpowiedniej kamery. Po prostu człowiek odpowiedzialny za analizę nie wykonał pełnego sprawdzenia.

Tego samego dnia Brighton straciło prawidłowego gola przeciwko Crystal Palace, bo podczas analizy spalonego linię wyznaczono względem niewłaściwego obrońcy. PGMOL później oficjalnie przyznało, że w obu sytuacjach doszło do „znaczących błędów”, a Howard Webb kontaktował się z poszkodowanymi klubami.

Ale co to dało?

Największy problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy przestajemy mówić o spalonym możliwym do zmierzenia linią, a wchodzimy w świat interpretacji. Czy zawodnik przeszkadzał bramkarzowi? Czy kontakt był wystarczający na rzut karny? Czy faul kwalifikował się na czerwoną kartkę? Czy ręka powiększała obrys ciała? Czy sędzia popełnił „clear and obvious error”, czy może po prostu podjął decyzję, z którą VAR się nie zgadza?

Tu nie istnieje magiczny komputer odpowiadający „TAK” albo „NIE”. Tu siedzi człowiek. I właśnie dlatego dwudziestu ekspertów może zobaczyć tę samą powtórkę dwadzieścia razy i nadal podzielić się na dwa obozy.

W meczu Wolverhampton – West Ham w 2024 roku wyrównująca bramka Wolves w doliczonym czasie została anulowana po analizie wpływu stojącego na spalonym Tawanda Chirewy na Łukasza Fabiańskiego.

A potem był Nottingham Forest i mecz z Evertonem, który pokazał coś jeszcze groźniejszego – jak szybko brak zaufania do VAR-u przeradza się w podejrzenie o stronniczość. Forest domagało się trzech rzutów karnych i po spotkaniu publicznie zwróciło uwagę, że VAR Stuart Attwell jest kibicem Luton Town, czyli bezpośredniego rywala Forest w walce o utrzymanie. Oskarżenie wywołało gigantyczną burzę i słusznie zostało uznane za bardzo poważne. Ale kilka dni później Howard Webb: przy jednej z sytuacji VAR rzeczywiście powinien był interweniować i wysłać sędziego do monitora.

To oczywiście nie dowodzi żadnego spisku. Dowodzi natomiast, jak niebezpiecznie wygląda system, gdy człowiek mogący być postrzegany jako mający konflikt interesów podejmuje subiektywną decyzję w ukrytym pomieszczeniu, a kibic nie słyszy procesu prowadzącego do tej decyzji.

Sama federacyjna dokumentacja późniejszego postępowania potwierdziła, że Attwell był deklarowanym kibicem Luton…

Nie chcę przy tym dołączać do populistycznego chóru „wyrzucić VAR i będzie pięknie”. Nie będzie. Przed VAR-em również mieliśmy skandaliczne spalone, niewidziane ręce, brutalne faule poza polem widzenia arbitra i gole zdobywane w sytuacjach, które po pierwszej telewizyjnej powtórce wyglądały absurdalnie.

Technologia uratowała futbol przed tysiącami błędów i w wielu sytuacjach wykonuje dokładnie tę pracę, do której została stworzona. Problem polega na czymś innym: sprzedano nam ją trochę jak matematyczną odpowiedź na niedoskonałość sędziowania.

Tymczasem VAR jest po prostu kolejnym sędzią, tyle że wyposażonym w pilot. Ma swoje doświadczenia, swój próg interwencji, swoją interpretację, swój poziom koncentracji i swoje trzy sekundy zawahania. Może powiedzieć sędziemu „idź do monitora”, ale może również powiedzieć „check complete” i sprawa zostaje zamknięta. Może więc najwyższy czas przestać obsesyjnie ulepszać kamerę, a zacząć ulepszać proces. Pełne nagrania rozmów po kontrowersyjnych sytuacjach powinny być standardem, a nie wyjątkowym materiałem publikowanym kilka dni później, gdy pożar już trwa.

Kibic powinien wiedzieć, dlaczego VAR interweniował w jednej sytuacji, a w niemal identycznej pięćdziesiąt minut później uznał, że próg „clear and obvious” nie został przekroczony. Powinniśmy również znać zasady dotyczące potencjalnych konfliktów interesów i obsad, bo zaufanie nie powstaje z komunikatu „proszę nam zaufać”. Powstaje wtedy, kiedy proces można zobaczyć.

Premier League sama wskazywała zwiększenie transparentności jako jeden z głównych kierunków poprawy VAR-u. I trudno się dziwić, skoro po przypadku Díaza dopiero publikacja nagrania pozwoliła naprawdę zrozumieć, że nie mieliśmy do czynienia z tajemniczą interpretacją, tylko zwykłym nieporozumieniem komunikacyjnym.

I tutaj dochodzimy do pytania, którego oficjele piłkarscy bardzo nie lubią: czy VAR-em można sterować? Nie mam żadnych dowodów, że ktoś sterował wynikiem derbów Manchesteru, meczem Arsenalu, Liverpoolem czy Nottingham Forest i sugerowanie czegoś takiego jako faktu byłoby nieuczciwe. Ale „sterowanie” nie musi oznaczać faceta z walizką pieniędzy mówiącego, jaki ma być wynik.

W systemie opartym częściowo na interpretacji wpływ zaczyna się znacznie wcześniej: ktoś decyduje, czy sytuacja w ogóle przekroczyła próg interwencji, ktoś wybiera moment i sposób komunikacji z arbitrem, ktoś mówi mu, co ma obejrzeć na monitorze, a ktoś inny może uznać identyczne zdarzenie za niewymagające żadnej reakcji.

Jedno zdanie „check complete” może zatwierdzić decyzję przeciwną do tego, co pokazuje obraz.

FAQ

Czy VAR eliminuje błędy sędziowskie?

Nie. VAR może znacząco ograniczyć liczbę błędnych decyzji, ale ostateczne oceny nadal podejmują ludzie. W sytuacjach wymagających interpretacji technologia dostarcza obraz, lecz nie podejmuje decyzji sama.

Dlaczego gol Luisa Díaza przeciwko Tottenhamowi nie został uznany?

VAR prawidłowo rozpoznał, że Díaz nie był na spalonym, ale doszło do błędu komunikacyjnego. Sędzia VAR błędnie założył, że decyzją na boisku było uznanie gola i komunikatem „check complete” zatwierdził decyzję przeciwną do zamierzonej.

Co oznacza „clear and obvious error” w VAR?

To zasada, według której VAR powinien ingerować przede wszystkim wtedy, gdy decyzja sędziego na boisku jest wyraźnie i oczywiście błędna. Problem polega na tym, że ocena, czy błąd rzeczywiście spełnia ten próg, również jest częściowo subiektywna.

Czy Premier League chciała zrezygnować z VAR-u?

W 2024 roku kluby Premier League głosowały nad propozycją rezygnacji z VAR-u, ale zdecydowana większość opowiedziała się za pozostawieniem technologii. Jednocześnie wskazano potrzebę poprawy działania systemu.

Czy VAR może być podatny na ludzkie błędy?

Tak. Obsługa VAR-u wymaga interpretacji obrazu, komunikacji między arbitrami i właściwego stosowania procedur. Błędy mogą więc wynikać nie tylko z oceny sytuacji, ale również z nieporozumień czy niewłaściwego procesu sprawdzania.

Czy można mówić o manipulowaniu wynikami przez VAR?

Bez konkretnych dowodów nie ma podstaw do twierdzenia, że VAR jest wykorzystywany do manipulowania wynikami spotkań. Można natomiast dyskutować o przejrzystości procedur, konfliktach interesów, jakości komunikacji i zakresie subiektywnej interpretacji.

Autor

  • Redaktor Dziennika Piłkarskiego Tomasz Rusaczyk, pisze przede wszystkim o EA Sports FC - dawniej FIFA

    Trener piłki nożnej i pasjonat futbolu, który od lat łączy boiskowe spojrzenie z zamiłowaniem do wirtualnej rywalizacji. W FIFĘ, a obecnie EA Sports FC, gra od kilkunastu lat, więc dobrze pamięta czasy, gdy dobra karta w Ultimate Team naprawdę potrafiła cieszyć dłużej niż jeden weekend. Najbliższa jest mu oczywiście piłka nożna, ale chętnie śledzi również inne dyscypliny sportu i lubi patrzeć na sport szerzej – od emocji kibicowskich po taktykę, rywalizację i mentalność zawodników. W swoich tekstach stara się pisać konkretnie, bez sztucznego zachwytu, za to z perspektywy gracza, trenera i człowieka, który niejedną Ligę Weekendową już przeżył 🙂

PIŁKARSKI POJEDYNEK

Kto jest lepszy?

Wybierz jedną kartę i zobacz wynik głosowania.

NA BIEŻĄCO

Najnowsze publikacje

Zobacz wszystkie →