Al Nassr zagra w finale AFC Champions League Two. W półfinale zespół Cristiano Ronaldo pokonał Al Ahli Doha aż 5-1, choć początek wcale nie zapowiadał tak jednostronnego widowiska. Rywale objęli prowadzenie już w 10. minucie po trafieniu Sekou Yansané, ale później na boisku praktycznie rządziła już tylko drużyna z Arabii Saudyjskiej.
Job done ✅
— AlNassr FC (@AlNassrFC_EN) April 22, 2026
Through to the final ⚔️💛 pic.twitter.com/p9VDKp8syw
Kluczowy okazał się sposób, w jaki Al Nassr zareagował po straconym golu. Gospodarze podkręcili pressing, zaczęli szybciej doskakiwać do przeciwnika i odcinali Al Ahli od spokojnego rozegrania. Z czasem było widać coraz większą przewagę w środku pola, a do tego Al Nassr bardzo dobrze wykorzystywał wolne przestrzenie po bokach. To właśnie tam rodziło się najwięcej groźnych akcji.
Największym bohaterem spotkania został Kingsley Coman, który skompletował hat-tricka i był najgroźniejszym zawodnikiem ofensywy. Francuz świetnie wchodził w tempo akcji, dobrze ustawiał się w polu karnym i bezlitośnie wykorzystywał błędy defensywy Al Ahli. Bardzo duży udział w zwycięstwie miał też Angelo, który nie tylko wpisał się na listę strzelców, ale też napędzał ataki i był jednym z tych piłkarzy, którzy najmocniej rozrywali szyki rywala. Piątego gola dorzucił Abdullah Al-Hamdan, pieczętując efektowny awans.
Liczby tylko potwierdzają przewagę Al Nassr. Gospodarze mieli 62 procent posiadania piłki, oddali 15 strzałów przy 8 rywali i stworzyli aż 8 okazji wobec zaledwie 2 po stronie Al Ahli Doha. Do tego wykonali 592 podania, podczas gdy przeciwnicy zanotowali 353, co dobrze pokazuje, kto przez większość meczu kontrolował tempo gry. Obie drużyny miały po 4 rzuty rożne, a bramkarze zaliczyli po 3 interwencje, ale w ofensywie Al Nassr było znacznie konkretniejsze i zdecydowanie lepiej wykorzystywało swoje momenty.
Cristiano Ronaldo tym razem nie był główną postacią meczu. Portugalczyk nie zdobył bramki i nie rozegrał wielkiego spotkania pod względem liczb, ale nie można powiedzieć, że był całkowicie poza grą. Swoim ruchem absorbował obrońców i robił miejsce partnerom, którzy mieli więcej swobody w ataku. To nie był wieczór Ronaldo w roli kata, tylko raczej elementu dobrze funkcjonującej ofensywnej układanki.
Ostatecznie Al Nassr wygrał zasłużenie i w bardzo przekonującym stylu zameldował się w finale AFC Champions League Two. Po takim występie saudyjski zespół wysłał wyraźny sygnał, że naprawdę celuje w trofeum. Szczególnie że w półfinale pokazał nie tylko skuteczność, ale też intensywność, dobre przygotowanie taktyczne i dużą jakość w ofensywie.
Autor
-
Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.















