Piłkarze FK Bodø/Glimt ustawieni do zdjęcia przed meczem Ligi Mistrzów na stadionie Aspmyra
Piłkarze FK Bodø/Glimt przed meczem UEFA Champions League na stadionie Aspmyra w Bodø / IMAGO / NTB

Bodø/Glimt – Jak klub zza koła podbiegunowego rzucił wyzwanie piłkarskiej Europie


Kiedy w listopadzie 2021 roku José Mourinho, jeden z najbardziej utytułowanych trenerów w historii futbolu, patrzył na tablicę wyników na skromnym Aspmyra Stadion, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jego naszpikowana gwiazdami AS Roma właśnie przegrywała 1:6 z drużyną Bodø/Glimt, o której większość kibiców w Europie jeszcze kilka lat wcześniej nigdy nie słyszała. Wiatr zacinał, temperatura zbliżała się do zera, a sztuczna murawa przypominała lód. Tamtego wieczoru piłkarski świat usłyszał, że na północy Norwegii narodził się piłkarski potwór.

Bodø/Glimt to jednak coś więcej niż tylko futbolowy fenomen, sprawiający sensację za sensacją w europejskich pucharach. To futbolowa historia o buncie, walce z systemową dyskryminacją, upadku na samo dno i ostatecznym odrodzeniu. To opowieść o tym, jak garstka ludzi w 40-tysiecznym mieście, w którym słońce zimą nie wstaje przez cały grudzień, zbudowała prawdopodobnie najlepiej zarządzany klub piłkarski na świecie.

Grafika przedstawiająca żółto-czarne logo norweskiej druzyny Bodø/Glimt.
Fot. Logo Bodø/Glimt / Dziennik Piłkarski

Afera, przemytnicy i duma Północy. Historyczne korzenie Bodø

Aby zrozumieć fenomen Bodø/Glimt, trzeba najpierw zrozumieć miejsce, z którego ten klub się wywodzi. Bodø leży ponad 800 kilometrów na północ od Oslo, tuż za kołem podbiegunowym. Samolotem z Oslo podróz trwa ponad półtorej godziny. Bilety są drogie i nierzadko kosztują tyle co lot z Oslo na wschodnie wybrzeże USA. To terytorium surowe i nieprzewidywalne. Zimą przez cały grudzień i częśc stycznia panują tu ciemności nocy polarnej, przerywane jedynie tańczącymi na niebie zorzami i tak zwanymi niebieskimi godzinami. Latem z kolei przez ponad miesiąc słońce nie chowa się za horyzont. W tym klimacie wszystko wymaga innego trybu, zapewne też gra w piłkę nożną.

Charakterystycznym dla Bodø jest także lotnisko. Jest ono niewielkie i korzystają z niego nie tylko prywatne linie lotnicze, ale także armia. Pamiętam jak pracując przez około 10 miesięcy w delegacji w Bodø, musieliśmy przerywać dyskusję na dłuższą chwilę bo huk startujących myśliwców był tak duży, że nikt nic nie słyszał. W okolicach Bodø znajduję się także jedna z największych atrakcji turystycznych Norwegii czyli Saltstraumen. Są to silne prądy morskie które podczas napływania i wypływania w tym samym momencie do zatoki tworzą ogromne wiry. Ciekawe jest to, że pojawiają się co 6 godzin z dokładnością co do kilku minut. Przy wejściu na znajdujący się tam most znajduje się rozkład jak na przystanku autobusowym, na którym turyści mogą sprawdzić o której wiry się pojawią. W Bodø i jego okolicach mieszka niemała, kilkutysięczna Polonia. Dumnie reprezentują nasz kraj, często pełniąc kluczowe role na projektach budowlanych czy w administracji.

Wracajmy jednak do sedna tej części artykułu. Zanim Bodø zasłynęło z futbolu, na kartach norweskiej historii zapisało się za sprawą dyplomatycznego skandalu z 1818 roku, znanego jako „Afera w Bodø” (Bodø-saken). W tamtym czasie Norwegia znajdowała się w wymuszonej unii personalnej ze Szwecją, a wszelka polityka zagraniczna była prowadzona ze Sztokholmu. Gdy w Bodø norweskie władze aresztowały brytyjskich przemytników i skonfiskowały ich nielegalny ładunek, Wielka Brytania stanowczo zaprotestowała. Szwedzki rząd, bojąc się konfliktu z potężnym sąsiadem, ugiął się pod presją. Norweskich urzędników w Bodø zmuszono do uwolnienia przemytników, oddania im towaru, a na dodatek… wypłacenia ogromnego odszkodowania z norweskiej kasy państwowej. To wydarzenie było narodowym upokorzeniem i ugruntowało chyba w mieszkańcach Północy poczucie buntu, niesprawiedliwości oraz głębokiej nieufności wobec decydentów z odległego Południa. Przez kolejne 200 lat to właśnie ta afera definiowała tożsamość Bodø – miasta ludzi, którzy muszą liczyć tylko na siebie, bo rządzący i tak ich zignorują lub zdradzą.

Ta sama mieszanka dumy i poczucia odrzucenia stała się fundamentem klubu piłkarskiego, który narodził się niemal sto lat później. W 1916 roku w mieście powstał klub o nazwie Fotballklubben Glimt („Glimt” po norwesku oznacza „Błyskawicę”). Ponieważ jednak na południu kraju istniał już zespół o takiej samej nazwie, z czasem, by móc rywalizować w oficjalnych rozgrywkach państwowych, do nazwy dodano człon wskazujący na miasto. Tak
powstało Bodø/Glimt.

W pierwszych dekadach swojego istnienia Glimt dominowało w lokalnych rozgrywkach hrabstwa Nordland. Pierwsze mistrzostwo zdobyli już w 1919 roku. Był to jednak sukces zamknięty w geograficznej izolacji, ponieważ reszta kraju skutecznie odmawiała Północy prawa do udziału w wielkim sporcie.

Odrzucenie przez elitę, narodziny „Żółtej Hordy” i symbol Żółtej szczoteczki do zębów

Przez długie dziesięciolecia piłkarska mapa Norwegii kończyła się daleko przed kołem podbiegunowym. NFF czyli Norweski Związek Piłki Nożnej, zdominowany przez działaczy z Oslo i okolic, uważał zespoły z północy za sportowo i organizacyjnie zacofane. Panowało przekonanie, że drużyny z Nordlandu, Troms i Finnmarku nie prezentują poziomu uprawniającego ich do gry z „poważnymi” zespołami z południa.
Ciężko uwierzyć, że 1963 roku kluby z północnej Norwegii miały całkowity zakaz udziału w Pucharze Norwegii. Rywalizowały jedynie o Puchar Północy, który w oczach elit z południa miał status co najwyżej ciekawostki. Zmiana nadeszła, gdy mur dyskryminacji zaczął pękać pod naporem zmian mentalności Norwegów a także wyników sportowych. Gdy w 1963 roku wreszcie dopuszczono zespoły z północy do rozgrywek pucharowych, Bodø/Glimt zszokowało Norwegów, docierając do czwartej rundy i eliminując po drodze 4-2 potężny Rosenborg Trondheim.

Nawet gdy w 1972 roku dopuszczono drużyny z północy do gry w ogólnokrajowych ligach, system był skrajnie niesprawiedliwy. Mistrz z północy musiał grać dodatkowe baraże o awans. Rok 1975 był momentem, w którym Bodø/Glimt swoją postawą zmiotło ostatecznie te uprzedzenia, a przy okazji na zawsze zmieniło norweską kulturę kibicowską.

Bodø/Glimt jako pierwszy klub z północnej Norwegii dotarli do finału Pucharu Kraju. 26 października 1975 roku na stadionie Ullevaal w Oslo zmierzyli się z Vard Haugesund. Tego dnia Bodø/Glimt ściągnęło do stolicy chyba wszystkich mieszkańców północy. Tysiące kibiców ubranych na żółto i czarno zorganizowało wielki przemarsz główną ulicą Karl Johan, śpiewając pieśni, które niosły się echem po całym mieście. Komentator telewizji z zachwytem stwierdził na antenie NRK: „Atmosfera jest jak na wielkich stadionach w wielkim świecie„.
To właśnie wtedy narodziła się słynna Żółta Horda (Den Gule Horde), która zmieniła kibicowanie w Norwegii. Kibice z Bodø odrzucili dotychczasową, piknikową atmosferę na boiskach. Zaczęli układać własne piosenki i głośno dopingować drużynę.

Kibice Bodø/Glimt podczas wygranego 3-0 meczu ze Sportingiem Lizbona w 1/8 Finału Ligi Mistrzów. Kibice trzymają w górze żółto-czarne szaliki klubowe.
Fot. Kibice Bodø/Glimt podczas meczu 1/8 Finału Ligi Mistrzów ze Sportingiem Lizbona / IMAGO / NTB

Ten niezwykły i niespotykany wcześniej w Norwegii doping niósł drużynę. Glimt wygrało tamten finał 2-0, a po meczu liderzy kibiców, w tym Arnulf Bendixen oraz muzyk Halvdan Sivertsen, wynieśli z szatni na rękach
legendę klubu, Haralda Berga, śpiewając pieśń o dalekiej Północy.
W tym samym 1975 roku Błyskawica z Bodø wygrała swoją grupę drugiej ligi z absolutnym kompletem
zwycięstw (14 wygranych w 14 meczach), ale przez krzywdzący system baraży nie awansowało wyżej. Dopiero rok później, w sezonie 1976, ponownie wygrywając ligę, przebrnęli przez sito i zameldowali się w elicie. Ich debiutancki sezon 1977 zamknął usta wszystkim krytykom z Oslo, grając radosny, odważny futbol. Zdobyli
wicemistrzostwo Norwegii. Błyskawica udowodniła, że niemożliwe nie istnieje. Jednak, jak to często bywa, po spektakularnym locie ku słońcu nadszedł bardzo bolesny upadek.

Ale zanim o upadku… Z tamtym okresem wiąże się też jedna z najbardziej niesamowitych anegdot, która dała klubowi jego najbardziej rozpoznawalny symbol czyli żółtą szczoteczkę do zębów.
Członkowie fanklubu często spotykali się przed meczami na długich melanżach, często trwających do następnego dnia. Aby zadbać o higienę przed pójściem na stadion prosto z imprezy, niektórzy w kieszeniach kurtek nosili zwykłe szczoteczki do zębów. Wkrótce lider kibiców, Arnulf Bendixen, zaczął spontanicznie używać swojej małej szczoteczki jako batuty do dyrygowania stadionowym chórem! Zauważył to przedstawiciel norweskiego producenta szczoteczek, firmy Jordan, i wpadł na genialny pomysł. Wyprodukował dla kibiców gigantyczną, żółtą szczoteczkę. Ten absurdalny z pozoru przedmiot stał się talizmanem. Do dziś przed każdym domowym meczem Bodø/Glimt na Aspmyra Stadion kapitan drużyny gości otrzymuje w prezencie żółtą szczoteczkę do zębów.

Zdjęcie żółtej szczoteczki do zębów norweskiej firmy Jordan. To legendarny symbol kibiców Bodø/Glimt
Żółta szczoteczka do zębów firmy Jordan

Architekt z Bergen. Kjetil Knutsen i zmiana paradygmatu

W 2015 roku stery w drużynie przejął Aasmund Bjørkan, „locals” bez reszty oddany klubowi. Po kolejnym, bolesnym spadku z ligi w 2016 roku, Bjørkan zrozumiał, że w pojedynkę nie dźwignie ciężaru odbudowy. Na początku 2017 roku zadzwonił do Kjetila Knutsena, oferując mu posadę swojego asystenta. Ta decyzja na zawsze zmieniła bieg historii współczesnego norweskiego futbolu.

Trener Bodø/Glimt Kjetil Knutsen oklaskuje kibiców po zwycięstwie nad Sturm Graz w kwalifikacjach Ligi Mistrzów
Fot. Trener FK Bodø/Glimt, Kjetil Knutsen / Lukasegseer / Wikimedia Commons (CC BY 4.0)

Kjetil Knutsen nie był postacią z pierwszych stron gazet. Nigdy nie grał profesjonalnie w piłkę. Pochodził z Bergen i przez 9 lat trenował piątoligowy zespół, a zaledwie dwa miesiące przed telefonem od Bjørkana został zwolniony z posady trenera w drugoligowym Åsane. Mimo to, miał w głowie wizję, która idealnie pasowała do buntowniczych genów Bodø/Glimt. Wspólnie z Bjørkanem awansowali do Eliteserien, a w 2018 roku doszło do kluczowej roszady. Bjørkan objął stanowisko dyrektora sportowego, oddając stery pierwszej drużyny Knutsenowi.

Knutsen natychmiast rozpoczął rewolucję, która wstrząsnęła klubem. Opierała się ona na dwóch filarach: ekstremalnym przygotowaniu fizycznym oraz całkowitej zmianie mentalności. Knutsen odrzucił przestarzałe nawyki. Bodø/Glimt słynęło z gry z kontrataku. Głęboka obrona i długa piła do przodu. Knutsen zachował ideę szybkiego ataku, ale przesunął cały zespół o 30 metrów wyżej. Wprowadził morderczy wręcz, wysoki pressing, który zaczynał się od napastników. Celem było odebranie piłki przeciwnikowi tak blisko jego bramki, by oddać strzał po maksymalnie dwóch, trzech podaniach.

Aby to zrealizować, piłkarze musieli biegać więcej i szybciej niż ktokolwiek inny w lidze. Treningi Knutsena zaczęto porównywać do słynnego „murderballu” Marcelo Bielsy. Były krótkie, ale toczone w niewyobrażalnie wysokiej intensywności, często na zmniejszonym placu gry, by wymusić szybsze myślenie i natychmiastową reakcję po stracie piłki. W nowoczesnym futbolu powszechna jest paranoja na punkcie unikania kontuzji, prowadząca
do ostrożnego dozowania obciążeń. W Bodø odrzucono to podejście. Sztab szkoleniowy uznał, że urazy są wliczone w koszty grania na granicy. Zamiast zwalniać tempo z obawy przed kontuzją mięśniową, woleli docisnąć pedał gazu, wierząc, że korzyści z lepszej kondycji przewyższą straty kadrowe.

Drugim filarem, była głowa. Knutsen i zarząd zatrudnili Bjørna Mannsverka, byłego pilota myśliwców F-16 z norweskich sił powietrznych jako trenera od mentalu. Mannsverk wpoił piłkarzom wojskową wręcz zasadę eliminacji „szumu”. Zakazano myślenia o wynikach, miejscach w tabeli czy awansach. Koniec z presją. Liczył się wyłącznie proces, ciągłe podnoszenie własnych umiejętności i stuprocentowa koncentracja na najbliższym treningu.

Eksplozja. Najlepsza drużyna w historii kraju

Efekty przyszły szybko. Po utrzymaniu się w lidze w 2018 roku, sezon 2019 przyniósł Glimt sensacyjne wicemistrzostwo. Grali najbardziej widowiskową piłkę w Norwegii, tracili sporo goli, ale strzelali ich jeszcze więcej. Była to tylko zapowiedź tego, co miało wydarzyć się rok później.

Sezon 2020 opóźniony przez pandemię COVID-19 na zawsze zapisał się złotymi zgłoskami w annałach europejskiej piłki. Bodø/Glimt nie zdobyło po prostu mistrzostwa. Oni zmiażdżyli i zdemolowali ligę w sposób, jakiego nie widział nikt, nawet w czasach największej dominacji Rosenborga w latach 90. Drużyna zza koła podbiegunowego rozegrała 30 meczów. Wygrała… 26 z nich. Zdobyli 81 na 90 możliwych punktów. Zakończyli sezon z 19-punktową przewagą nad drugim w tabeli Molde. Najbardziej szokujące były jednak statystyki ofensywne: Bodø/Glimt strzeliło w 30 meczach aż 103 gole co dawało średnią blisko 3,5 bramki na mecz. Zdobyli swój pierwszy, historyczny tytuł mistrzowski w stylu, który wprawił w osłupienie nie tylko Skandynawię, ale też piłkarską Europę.

Sukces miał jednak swoją cenę. Zaraz po sezonie, piłkarscy potentaci wykupili atak Glimt. Najlepszy strzelec Kasper Junker (27 goli w 25 meczach) odszedł do Japonii. Skrzydłowy Philip Zinckernagel trafił do Watfordu, a wychowanek i ulubieniec trybun, Jens Petter Hauge, został kupiony za rekordowe blisko 5 milionów euro przez AC Milan, któremu zresztą wcześniej zdążył strzelić pięknego gola w kwalifikacjach do Ligi Europy.
Dla każdego innego klubu utrata całego magicznego trio oznaczałaby powrót do przeciętności. Wieszczono im szybki upadek. Tymczasem Kjetil Knutsen potraktował to jako szansę na kolejną ewolucję. Pozbawiony szybkości Hauge i skuteczności Junkera, przebudował Glimt w zespół dominujący poprzez posiadanie piłki, cierpliwie rozbijający niskie bloki defensywne rywali. Efekt? W 2021 roku ponownie zdobyli mistrzostwo Norwegii,
udowadniając, że sezon 2020 nie był przypadkiem, a początkiem nowej ery norweskiego futbolu. A to, co wkrótce miało spotkać wielkie europejskie marki na sztucznej murawie w Bodø, przeszło najśmielsze oczekiwania ekspertów.

Arktyczna Twierdza. Bodø/Glimt straszy Europę

Wraz z dominacją na krajowym podwórku (kolejne mistrzostwa w 2023 i 2024 roku), Bodø/Glimt musiało zmierzyć się z zupełnie nowym wyzwaniem – europejskimi pucharami. Zespół prowadzony przez Kjetila Knutsena, który w lidze norweskiej grał atakiem pozycyjnym, w Europie musiał na nowo założyć szaty underdoga. I, o ironio, piłkarze z Północy poczuli się w tej roli wybornie. Mogli wrócić do swoich korzeni, czyli głębokiej defensywy, żelaznej dyscypliny i skutecznych, błyskawicznych kontrataków.

Kluczem do europejskich sukcesów stał się jednak dom Glimt – Aspmyra Stadion. Obiekt, który otwarto w 1966 roku, daleki jest od nowoczesnych europejskich aren. Może pomieścić zaledwie nieco ponad 8 tysięcy widzów, jest mozaiką dobudowywanych na przestrzeni lat trybun, a w jedną z nich wkomponowano nawet lokalny supermarket. Nie wygrałby żadnego konkursu architektonicznego piękna, ale stał się absolutnym koszmarem
dla największych europejskich klubów.

Klub genialnie przekuł swoje największe przekleństwo, brutalny klimat w najgroźniejszą broń. Kiedy zamożne drużyny z południa Europy, przyzwyczajone do idealnie przystrzyżonych trawników i 20-stopniowego ciepła, przylatują za koło podbiegunowe, zderzają się ze ścianą. Lodowaty wiatr znad Morza Norweskiego, zacinający deszcz ze śniegiem i specyficzna, szybka sztuczna murawa sprawiają, że gwiazdy futbolu tracą swoje skille.
Bodø/Glimt trenuje w tych warunkach codziennie. Dla nich to środowisko naturalne. Najdobitniej przekonała się o tym AS Roma. 21 października 2021 roku drużyna prowadzona przez legendarnego José Mourinho przyjechała do Bodø w ramach fazy grupowej Ligi Konferencji Europy. Włosi zostali zdemolowani, przegrywając 1:6. Była to
najwyższa i najbardziej upokarzająca porażka w całej trenerskiej karierze słynnego Portugalczyka.

Skalp na Romie nie był dziełem przypadku. Bodø/Glimt pod wodzą Knutsena przygotowuje się do meczów z maniakalną wręcz precyzją, stosując tzw. taktyczną periodyzację. Doskonałym przykładem jest dwumecz ze szkockim Celtikiem Glasgow. Analizując grę Szkotów, sztab Knutsena zauważył, że Celtic stosuje agresywny, wysoki pressing. Zamiast ćwiczyć ucieczkę spod presji na pełnowymiarowym boisku, Knutsen kazał drastycznie zmniejszyć pole gry na treningach. Stłoczył swoich piłkarzy na części boiska, zmuszając ich do gry pod sztucznie wykreowaną presją. Presją większą niż ta, z którą mieli do czynienia w rzeczywistości. Efekt? W dniu meczu piłkarze Glimt z chirurgiczną precyzją rozmontowali pressing Celticu, wygrywając w dwumeczu aż 5:1.
Lista europejskich ofiar padających na murawę w Bodø stale rośnie. Glimt odprawiało z kwitkiem takie futbolowe firmy jak AZ Alkmaar, Beşiktaş, FC Porto czy SC Braga, stając się pierwszą norweską drużyną, która tak regularnie i bez kompleksów dociera do faz pucharowych rozgrywek UEFA. W tym sezonie Ligi Mistrzów Błyskawica nie zwalnia i coraz większa liczba ekspertów widzi ich nawet w finale Ligi Mistrzów. Wygrane z Manchesterem City, Atletico Madryt, wyeliminowanie Interu Mediolan czy wysoka wygrana nad Sportingiem Lizbona spowodowały, że z Bodø musi liczyć się dziś każdy.

Bodo/Glimt miażdży 3-0 Sporting na Aspmyra Stadion Akcja z meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów Bodo/Glimt - Sporting Lizbona. Przy piłce Kasper Hogh w zółtej koszulce mijający obrońców Sportingu w biało-zielonych trykotach

„Model Glimt” – Lekcja dla całego futbolu

Sukcesy na boisku to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwy fenomen Bodø/Glimt kryje się w gabinetach dyrektorskich. W dobie futbolu zdominowanego przez algorytmy, petrodolary szejków i fundusze inwestycyjne, Glimt wypracowało unikalny model funkcjonowania, oparty na ludziach, zrównoważonym rozwoju i twardym stąpaniu po ziemi.

Zaczyna się od rekrutacji. Podczas gdy bogate kluby wydają miliony na analizę danych i kupują „skrojonych” graczy, Bodø/Glimt szuka piłkarzy odrzuconych, przeoczonych lub grających poniżej swojego potencjału. Ich proces skautingowy opiera się na trzech filarach:

Żelazne zdrowie: Zawodnik musi być w stanie fizycznie przetrwać morderczy reżim treningowy Knutsena. Piłkarze z historią przewlekłych kontuzji są natychmiast odrzucani.

Mentalność i chęć nauki: Gracz musi w pełni zaakceptować filozofię klubu. Brak wystrzelonego w kosmos ego, pełne poświęcenie dla grupy i obsesja na punkcie codziennego rozwoju.

„X-Factor”: Sztab nie szuka piłkarzy idealnych. Zamiast skupiać się na naprawianiu słabości zawodnika (co robi większość klubów, by stworzyć gracza uniwersalnego), Glimt szuka u niego jednej, wybitnej cechy. Następnie tak ustawia taktykę, by tę unikalną zaletę zmaksymalizować, a wady zamaskować systemem gry.


Co niezwykłe, Bodø/Glimt nie obraża się na rzeczywistość i wie, że jest klubem w małym mieście. Gdy piłkarze się wybijają i dostają oferty z najlepszych lig Europy to klub pozwala im odejść. Jednak specyficzne, niemal rodzinne środowisko pracy w Bodø sprawia, że zawodnikom bardzo trudno odnaleźć się w bezdusznych realiach wielkiego futbolu. Dlatego klub stał się mistrzem w odkupywaniu swoich byłych gwiazd na wielkich promocjach. Gdy Patrick Berg, kapitan zespołu, nie poradził sobie we francuskim RC Lens, Glimt odkupiło go pół roku później o pół miliona euro taniej. Podobnie było w przypadku Jensa Pettera Hauge czy Håkona Evjena, którzy po latach wrócili do domu za mniejsze kwoty, niż te, za które z niego odeszli i natychmiast odzyskali dawną formę.


Klub jest również pionierem w łączeniu profesjonalnego sportu ze zrównoważonym biznesem. W ramach inicjatywy Action Now, opartej na 17 Celach Zrównoważonego Rozwoju ONZ, Bodø/Glimt udowadnia, że piłka nożna może realnie zmieniać społeczeństwo. Ich wyjazdowe koszulki, wyprodukowane w 100% z plastiku wyłowionego z oceanów (kampania „Hołd dla oceanu”), stały się absolutnym hitem sprzedażowym. Klub zatrudnia byłych narkomanów, pomagając im w rehabilitacji i powrocie do społeczeństwa.
Stworzył również darmowe centrum sportowe i miejsce spotkań dla trudnej młodzieży z regionu.
Dyrektor generalny klubu otwarcie mówi, że ich filozofia to: „Planeta, Ludzie i Zysk”. Udowadniają sponsorom, że inwestowanie w zrównoważony rozwój opłaca się także finansowo.

Norweska baśń, która pisze się na naszych oczach

W zaledwie kilkanaście lat Bodø/Glimt przebyło drogę od zrujnowanej finansowo, półamatorskiej drużyny, w której dyrektor sportowy musiał samodzielnie prać przepocone stroje, do wielokrotnego mistrza Norwegii i postrachu w europejskich pucharach.

Nie osiągnęli tego dzięki tajemniczemu inwestorowi z Bliskiego Wschodu ani amerykańskim miliarderom. Zbudowali swoje imperium na organicznej pracy u podstaw, lojalności wobec własnych ludzi (Knutsen wielokrotnie odrzucał lukratywne oferty z silniejszych lig) i genialnemu planowaniu.
Dziś Bodø/Glimt generuje rekordowe w historii norweskiej piłki przychody (same premie z Ligi Konferencji potrafiły przewyższać budżety połowy ligi) i planuje budowę nowoczesnego, w pełni ekologicznego stadionu o nazwie Arctic Arena.

To historia o tym, jak garstka ludzi w małym mieście za kołem podbiegunowym, targanym mroźnymi wiatrami i spowitym polarną nocą, rzuciła wyzwanie piłkarskiemu establishmentowi. I wygrała. Bodø/Glimt udowadnia, że we współczesnym, cynicznym i skomercjalizowanym futbolu wciąż jest miejsce na magię, ciężką pracę i innowacyjność. A to czyni ich nie tylko chlubą Norwegii, ale prawdopodobnie najlepiej zarządzanym klubem
piłkarskim na naszej planecie.

Na koniec warto dodać, że za plecami Bodø/Glimt w Norwegii wyrasta kolejny klub budowany w bardzo zrównoważony sposób. To Viking FK ze Stavanger. Klub, w zakończonym w grudniu ubiegłym sezonie, zdobył mistrzostwo wyprzedzając Glimt o jeden punkt. System zarządzania klubem jest podobny do tego z Bodø. Gwiazdami są Zlatko Tripić, Joe Bell i młody „Messi z Jåttåvågen” czyli Edvin Austbo. Klub ma już zapewnioną grę w Lidze Europy i będzie grał w ostatniej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. Zapamiętajcie te nazwiska.

autor: Tomasz Sawczak

Autor

  • Portret założyciela i współwłaściciela DziennikPiłkarski.pl. Tomasz Sawczak w czarnej czapce i białej koszulce siedzi z telefonem w dłoniach, za jego głową duże logo Dziennika Piłkarskiego.

    Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.

Czytaj więcej