Grafika protestacyjna kibiców Liverpoolu przeciw wieloletnim podwyżkom cen biletów na Anfield
Grafika wykorzystana w kampanii kibiców Liverpoolu przeciw polityce podwyżek cen biletów. Źródło: materiały kibicowskie / Spirit of Shankly.

Liverpool: protest fanów na Anfield przeciw podwyżkom biletów

Liverpool znów znalazł się pod presją własnych kibiców. Grupa Spirit of Shankly zapowiedziała protesty przeciw nowej polityce cenowej klubu, a pierwsze działania mają towarzyszyć ligowemu meczowi z Fulham. To początek szerszej kampanii wymierzonej w wieloletni plan podwyżek, który zdaniem organizatorów może stworzyć groźny precedens nie tylko dla Anfield, ale i dla całej Premier League.

W oficjalnym komunikacie Spirit of Shankly ogłosiło, że protesty odbędą się na stadionie i wokół niego, a akcja nie zakończy się na jednym meczu. Jednym z głównych elementów kampanii ma być hasło „not a pound in the ground”, czyli apel do kibiców, by w miarę możliwości nie wydawali pieniędzy na terenie Anfield i wspierali zamiast tego lokalne, niezależne biznesy działające w okolicach stadionu. Organizacja zachęca też posiadaczy karnetów, aby nie spieszyli się z ich odnawianiem i czekali do ostatniego możliwego terminu.

Źródłem konfliktu jest decyzja Liverpoolu z 26 marca. Klub potwierdził wtedy, że przez kolejne trzy sezony ceny biletów ogólnodostępnych będą rosły zgodnie z inflacją liczoną wskaźnikiem CPI, przy czym wzrost ma być ograniczony do maksymalnie 5 procent rocznie. W sezonie 2026/27 oznacza to podwyżkę o 1,25–1,75 funta w przypadku biletów meczowych oraz o 21,50–27 funtów dla posiadaczy karnetów. Liverpool zaznaczył jednocześnie, że ceny biletów juniorskich i lokalnych zostaną utrzymane na poziomie 9 funtów, a granica wieku dla ulg młodzieżowych ma zostać podniesiona z 21 do 24 lat.

To właśnie wieloletni charakter tej decyzji szczególnie rozsierdził środowiska kibicowskie. Spirit of Shankly przekonuje, że Liverpool jako pierwszy klub Premier League tak wyraźnie zapowiada politykę podwyżek na kilka sezonów do przodu. W ocenie protestujących brak zdecydowanej reakcji może sprawić, że podobny model zaczną wdrażać także inne kluby.

Liverpool broni swojej decyzji argumentem rosnących kosztów. Klub podał, że od sezonu 2016/17 koszty operacyjne dnia meczowego wzrosły o 85 procent, a dodatkową presję tworzą wyższe rachunki za energię, podatki lokalne i wydatki płacowe poza pierwszą drużyną. Z perspektywy władz klubu obecna korekta cen ma więc pomóc utrzymać stabilność finansową przy stale rosnących kosztach funkcjonowania stadionu i organizacji meczów.

Tyle że kibice patrzą na to inaczej. Protest wybucha w momencie, gdy Liverpool może pochwalić się rekordowymi przychodami. Reuters podał pod koniec lutego, że klub osiągnął 703 mln funtów przychodu, a wpływy z dnia meczowego wzrosły do około 116 mln funtów, między innymi dzięki pierwszemu pełnemu sezonowi po rozbudowie Anfield Road Stand. Właśnie dlatego przeciwnicy podwyżek argumentują, że dodatkowe pieniądze z biletów będą dla klubu raczej marginalnym zastrzykiem niż realną koniecznością. Według doniesień medialnych nowa polityka cenowa może przynieść około 1,2 mln funtów rocznie.

Dla kibiców Liverpool FC to zresztą temat znacznie szerszy niż sam cennik. Spirit of Shankly podkreśla, że gra toczy się o zachowanie dostępności futbolu dla zwykłych fanów oraz o to, by trybuny nie stawały się coraz bardziej elitarne i mniej różnorodne społecznie. W tle wraca pamięć o słynnym proteście z 2016 roku, kiedy sprzeciw wobec planowanych cen biletów zmusił klub do wycofania się z niepopularnych zmian. Obecna kampania ma być próbą powtórzenia tamtej presji, choć tym razem stawką jest także powstrzymanie modelu, który mógłby zostać skopiowany w całej lidze.

Na razie wszystko wskazuje na to, że starcie z Fulham będzie dopiero początkiem. Spirit of Shankly zapowiada bowiem, że protesty będą kontynuowane, a ich skala może rosnąć, jeśli klub nie zmieni stanowiska. Dla Liverpoolu to kolejny sygnał, że nawet sportowo i finansowo silna marka nie może sobie pozwolić na ignorowanie głosu własnej społeczności.

Autor

  • Portret założyciela i współwłaściciela DziennikPiłkarski.pl. Tomasz Sawczak w czarnej czapce i białej koszulce siedzi z telefonem w dłoniach, za jego głową duże logo Dziennika Piłkarskiego.

    Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.