Manchester City remisuje 2-2 z Nottingham Forest

Man City 2-2 Nottingham Forest

Analizy statystyczne meczów piłkarskich

Dominacja bez kropki nad „i”. City miało 70% piłki i xG 2.02, a Forest i tak zabiera punkt z Etihad

Manchester City dwukrotnie obejmował prowadzenie, dwukrotnie je tracił i w końcu musiał przełknąć remis 2:2 z Nottingham Forest. To był mecz, w którym statystyki niemal przez cały wieczór układały się pod gospodarzy (21–9 w strzałach, 7–4 w celnych, 44–14 w kontaktach w polu karnym rywala, xG 2.02–0.97), ale wynik uparcie nie chciał potwierdzić opowieści o dominacji. Forest przyjechało w ustawieniu 5-3-2, broniło głęboko, a kiedy nadarzał się moment – odpowiadało jakością w polu karnym i z dystansu.

https://twitter.com/NFFC/status/2029308427667722254

City cierpliwe, Forest gotowe na kontrę

Pep Guardiola rozpoczął w strukturze 4-1-3-2, z Rodrim jako osią w środku i dużą swobodą dla Cherkiego między liniami. Forest Vítora Pereiry ustawiło się nisko, z trójką środkowych obrońców, wahadłami i wąskim blokiem w centrum – z jasnym celem: przetrwać napór, nie dać się rozciągnąć w „półprzestrzeniach”, a piłkę oddawać w bezpieczne rejony.

To widać w suchych liczbach: City wykonało aż 773 podania (92% celności), Forest tylko 326 (ok. 82%). Mapa gry była typowa dla zespołu broniącego wyniku: więcej wybić (Forest 28), więcej wślizgów (19) i więcej żółtych kartek (aż 4 przy 0 City).

Pierwsza połowa: kontrola, ostrzeżenie i gol po „momentum” City

Od początku gospodarze budowali ataki cierpliwie, długo utrzymując piłkę, ale Nottingham Forest nie pękało – pierwsze 20 minut przetrwało bez poważnego wstrząsu, choć City potrafiło dochodzić do strzałów. W pewnym momencie to jednak goście wysłali sygnał ostrzegawczy: Gibbs-White miał sytuację, którą Donnarumma musiał „przeczytać” i zatrzymać.

Przełom przyszedł w 31. minucie. Cherki – najjaśniejsza kreatywna postać City tego wieczoru – dograł w pole karne, a Antoine Semenyo wykończył akcję efektownym wolejem. To był gol z kategorii „jakość w zatłoczonym polu karnym”, bo Forest broniło licznie, lecz na ułamek sekundy zgubiło krycie.

City mogło schodzić do szatni z czymś więcej niż 1:0. Haaland miał moment, w którym po minięciu bramkarza zabrakło mu już kąta i precyzji, a kilka dośrodkowań przeleciało przez „szóstkę” bez finalnego dotknięcia. I właśnie ta niedomknięta przewaga wróciła po przerwie jak bumerang.

Druga połowa: dwa ciosy Forest i ta sama odpowiedź City

Po zmianie stron obraz był na pozór podobny: City dalej prowadziło grę, a Forest czekało na swoje okno. I doczekało się w 56. minucie. Akcja zaczęła się z prawej strony – dośrodkowanie Ainy, zgranie Igora Jesusa i finał, który najlepiej streszcza cały wieczór gości: Morgan Gibbs-White uderzył sprytną piętką, przepuszczając piłkę między nogami Rubena Diasa. To była nie tylko fantazja, ale też perfekcyjne wykorzystanie minimalnej przestrzeni w polu karnym.

Reakcja Manchesteru City była natychmiastowa – i znów oparta o jakość, tylko w innym rejestrze. W 62. minucie Rodri wyskoczył najwyżej po dośrodkowaniu z rzutu rożnego (Aït-Nouri) i gospodarze ponownie prowadzili. W tym fragmencie City wyglądało jak drużyna, która „ustawia” mecz na nowo: tempo, pole gry, stały fragment jako narzędzie kontroli.

https://twitter.com/ManCity/status/2029302524742627402

Potem przyszedł najbardziej dyskutowany moment spotkania: starcie Haalanda z Matzem Selsem w polu karnym i brak „jedenastki” mimo głośnych protestów. Niezależnie od interpretacji, był to punkt zapalny – City na moment straciło płynność, a Forest złapało oddech.

I w 76. minucie dopięło plan. Elliot Anderson rozegrał szybkie „klepnięcie” z Hudson-Odoiem i uderzył z okolic 20 metrów tak, jak uderza się w meczach, w których liczy się odwaga: płasko, technicznie, w róg. 2:2 – i Etihad nagle usłyszało nie tylko własną frustrację, ale też szum meczu, który wymyka się spod kontroli.

Oblężenie i jedna interwencja, która waży punkt

Ostatnie minuty to był klasyczny napór City. Gospodarze mieli przewagę terytorialną i jeszcze mocniej „dokręcili” śrubę po wejściach Doku i Savinho. Zabrakło jednak tego jednego, czystego strzału z wnętrza pola karnego. Najbliżej był właśnie Savinho – jego próbę z ostatniej akcji meczu zablokował Murillo na linii. Forest, mimo że w całym spotkaniu wykonało tylko jeden rzut rożny, a w polu karnym rywala meldowało się sporadycznie (14 kontaktów), dowiozło remis dzięki odporności i detalom.

Jeśli potraktować xG jako bazę do prostego modelu Poissona, City w takim meczu powinno zdobywać średnio ok. 2.06 oczekiwanego gola, a Forest ok. 0.73. To nie jest wyrok, ale sugestia: remis bardziej „smakuje” jak strata faworyta niż wypracowany kompromis w równej walce.

Cherki napędzał, Rodri prowadził, Anderson ukłuł

W City najwięcej jakości w kreacji dał Rayan Cherki: asysta, wysoki wolumen gry kombinacyjnej i xA 0.61 przy trzech kluczowych podaniach – to profil zawodnika, który realnie podnosi „wartość posiadania”, bo zamienia kontrolę piłki w sytuacje. Rodri z kolei był metronomem (ponad setka podań przy bardzo wysokiej celności) i dołożył bramkę, ale w meczu, w którym City oddaje 70% posiadania, środkowy pomocnik wciąż może zostać zapamiętany przez pryzmat tego, czego zespół nie dowiózł.

W Forest „momentami” rządził duet: Gibbs-White za wykończenie z niczego (piętka w tłoku) i Elliot Anderson – wybrany zawodnikiem meczu – za trafienie, które wymagało i jakości, i chłodnej głowy w najgorętszym fragmencie. A gdy trzeba było postawić kropkę w obronie, pojawił się Murillo z blokiem na wagę remisu.

Kosztowny remis Man City

Dla Manchesteru City to wieczór, który boli podwójnie: z jednej strony przerwana seria zwycięstw, z drugiej – kolejne potwierdzenie, że w tej fazie sezonu sama dominacja nie wystarcza, jeśli mecz nie zostanie „zamknięty” drugim golem. Forest natomiast wywozi z Etihad punkt, który w walce o ligowe bezpieczeństwo może mieć znaczenie większe niż sugeruje tabela – bo to remis zrobiony konsekwencją, nie przypadkiem.

Manchester City – Nottingham Forest 2:2
Bramki: Semenyo 31’, Rodri 62’Gibbs-White 56’, Elliot Anderson 76’.

Autor

  • Portret założyciela i współwłaściciela DziennikPiłkarski.pl. Tomasz Sawczak w czarnej czapce i białej koszulce siedzi z telefonem w dłoniach, za jego głową duże logo Dziennika Piłkarskiego.

    Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.