Liga Narodów ruszyła na dobre. Wyniki, statystyki i podsumowanie pierwszych meczów

Liga Narodów 2026/27 wystartowała bez długiego rozbiegu. Po dwóch pierwszych dniach mamy już 16 zakończonych spotkań, kilka wyników, których trudno było się spodziewać, świetny występ Erlinga Haalanda, powrót Grecji w Belgradzie, brutalnie skuteczną Belgię w Rzymie, zwycięstwo Ukrainy mimo przewagi Węgrów i bezbramkowy początek reprezentacji Polski. Kolejne mecze odbędą się już dzisiaj 26.09.2026.
Statystyki są po tej pierwszej serii wyjątkowo ciekawe. W kilku spotkaniach wynik niemal idealnie odzwierciedlał to, co działo się na boisku. W innych, jak w Amsterdamie, Budapeszcie czy Tbilisi, statystyki i rezultat opowiadają dwie zupełnie różne historie.
Dywizja A: wielkie nazwiska, sporo jakości i kilka pierwszych ostrzeżeń
Holandia – Niemcy 1:1. Oranje powinni wygrać ten mecz kilka razy
Niemcy prowadzili w Amsterdamie od 32. minuty po bramce Felixa Nmechy i przez bardzo długi czas wyglądało na to, że wywiozą komplet punktów. Problem w tym, że po przerwie właściwie przestali atakować. Holandia naciskała coraz mocniej, aż w 92. minucie Cody Gakpo doprowadził do remisu. Statystyki są dla Niemców bezlitosne: gospodarze mieli 54 procent posiadania piłki, oddali 22 strzały przy 10 rywali i aż 10 razy trafili w światło bramki, podczas gdy Niemcy zrobili to tylko dwukrotnie. Nasza ulubiona Sofascore podaje, że przewaga Oranje wyniosła aż około 3,12 do 1,50 xG. To remis, w którym drużyna zdobywająca punkt może mieć znacznie więcej powodów do zadowolenia niż ta, która go straciła. Bramkarz Niemców długo ratował sytuację, ale przy ostatnim naporze Holendrów skapitulował.
Serbia – Grecja 1:2. Grecy zabrali Belgrad w ostatniej chwili
Serbowie zaczęli idealnie. Andrija Zivković trafił już w 4. minucie, ale potem mecz coraz mocniej przechodził pod kontrolę Grecji. Goście mieli 61 procent posiadania, oddali aż 26 strzałów przy zaledwie dziewięciu Serbów, a dziewięć ich uderzeń było celnych. Przewaga xG Grecji około 2,49 do 1,32, więc końcowy wynik nie był przypadkiem, nawet jeśli decydujący gol padł dopiero w doliczonym czasie. Christos Tzolis wyrównał w 74. minucie, a Anastasios Douvikas w 90+4 dobił gospodarzy. Serbia przez długi czas żyła z szybko zdobytego prowadzenia, ale nie potrafiła odzyskać kontroli nad spotkaniem. Grecy pokazali coś bardzo cennego w futbolu reprezentacyjnym. To cierpliwość. Nie spanikowali po stracie bramki, nie zaczęli grać chaotycznie i konsekwentnie zwiększali presję, aż w końcu wynik zaczął odpowiadać obrazowi gry.
Portugalia – Walia 1:0. Tylko jedna bramka, ale różnica była znacznie większa
Wynik sugeruje mecz na styku. Statystyki mówią coś zupełnie innego. Portugalia miała 61 procent piłki i oddała 23 strzały przy zaledwie pięciu Walijczyków. Gospodarze prowadzili już od 22. minuty po golu João Félixa, a w pierwszej połowie przewaga w strzałach wynosiła aż 13:1. Portugalczycy stworzyli około 2,36 xG, Walia około 0,90. Mimo to drugiej bramki nie było. Cristiano Ronaldo miał swoje okazje, ale tym razem nie wpisał się na listę strzelców, a goście długo pozostawali w meczu właśnie dlatego, że Portugalczycy nie zamknęli go wcześniej. Walia po przerwie potrafiła nawet stworzyć kilka groźniejszych sytuacji, ale ogólny obraz był jasny: Portugalczycy kontrolowali terytorium, liczbę wejść w pole karne i tempo gry. 1:0 wygląda skromnie, lecz był to jeden z bardziej jednostronnych występów pierwszego dnia.
Norwegia – Dania 3:2. Haaland zrobił swoje, a skandynawski hit nie zawiódł
Jeżeli ktoś szukał najlepszego meczu pierwszego wieczoru, Oslo było dobrym adresem. Norwegia wygrała z Danią 3:2, a Erling Haaland zdobył dwie bramki. Oscar Bobb otworzył wynik już w 14. minucie, cztery minuty później trafił Haaland, Mikkel Damsgaard szybko odpowiedział na 2:1, po przerwie Rasmus Højlund wyrównał, ale ostatnie słowo należało ponownie do norweskiej dziewiątki. To był jeden z najbardziej wyrównanych statystycznie meczów: posiadanie 49:51, strzały 13:13, celne 7:7. 1,63 do 1,23 xG. Różnica pojawiła się przede wszystkim w sposobie dochodzenia do pozycji strzeleckich bo Norwegowie częściej kończyli akcje z pola karnego. A kiedy w polu karnym znajduje się Haaland, niewielka przewaga jakości sytuacji potrafi bardzo szybko zamienić się w trzy punkty.
Turcja – Francja 0:1. Mbappe wystarczył, ale Francuzi wcale nie przejechali się po gospodarzach
Kylian Mbappe potrzebował jednej dobrej sytuacji w 54. minucie, by dać Francji zwycięstwo 1:0. Francuzi znacznie częściej utrzymywali się przy piłce – według pomeczowych danych około 64 procent do 36 – ale pod względem liczby strzałów nie zdominowali gospodarzy. Oba zespoły oddały po 12 uderzeń, Francja miała cztery celne, Turcja trzy. Również xG pokazuje, że nie był to francuski monolog: około 1,15 do 1,03 dla zwycięzców. Turcy potrafili przechodzić pod pole karne i stworzyć kilka naprawdę dobrych sytuacji, ale zabrakło im ostatniego zagrania. Arda Guler należał do najbardziej aktywnych zawodników na boisku i był jednym z najlepszych uczestników spotkania. Francja wygrała bardziej dzięki jakości pojedynczego momentu i większemu spokojowi niż dzięki całkowitej dominacji.
Włochy – Belgia 0:2. Rzym uciszony, a sam wynik nie pokazuje całej historii
To jeden z ciekawszych rezultatów pierwszej kolejki. Włosi mieli 56 procent posiadania, oddali 21 strzałów przy 19 Belgów i po przerwie przez długie fragmenty zamykali rywali pod ich polem karnym. Nic z tego. Mika Godts trafił w 20. minucie, Dodi Lukebakio podwyższył w 69., a Belgia wygrała 2:0. 2,70 xG dla Belgii przy 1,52 Włochów, co pokazuje, że choć Italia strzelała częściej, Belgowie dochodzili do lepszych pozycji. Jeszcze mocniej widać to po strzałach celnych: 8:6 dla gości. Senne Lammens zakończył mecz z sześcioma interwencjami i był jednym z głównych autorów zwycięstwa. Włosi mogą mówić o okresach przewagi, ale futbol nie premiuje czasu spędzonego przy piłce. Belgia była bardziej konkretna w obu polach karnych i właśnie dlatego wywiozła z Rzymu trzy punkty.
Dywizja B: tu naprawdę może wydarzyć się wszystko
Austria – Izrael 3:1. Wynik długo kłamał, potem wszystko wróciło na miejsce
Austria wygrała 3:1, ale jeszcze w 89. minucie było tylko 1:1. Romano Schmid wykorzystał rzut karny przed przerwą, Saied Abu Farchi wyrównał w 55. minucie, po czym chwilę później wyleciał z boiska. Austriacy długo bili głową w mur, aż w 90. minucie Phillipp Mwene zdobył bramkę na 2:1, a Sasza Kalajdzić w doliczonym czasie ustalił wynik. Liczby nie pozostawiają jednak wątpliwości, która drużyna zasłużyła na zwycięstwo. Austria miała 52 procent posiadania, wygrała w strzałach 19:5 i w celnych uderzeniach aż 9:1. xG około 2,68 do 0,21. Przewaga Austrii była ogromna. Gdyby gospodarze skończyli ten mecz trzydzieści minut wcześniej, też nikt nie miałby prawa powiedzieć, że wynik jest niesprawiedliwy.
Kosowo – Irlandia 1:0. Jeden gol, ale przepaść w liczbach
To prawdopodobnie najbardziej mylące 1:0 pierwszych dwóch dni. Kosowo wygrało po golu Vedata Muriqiego w 83. minucie, ale gdy spojrzymy na przebieg spotkania, Irlandia powinna być zadowolona, że tak długo utrzymywała bezbramkowy remis. Gospodarze mieli 57 procent posiadania, oddali aż 22 strzały przy trzech Irlandczyków, a w celnych próbach wygrali 8:1. xG 2,22 do 0,28. Kosowo dotykało piłki w polu karnym rywala ponad trzy razy częściej, trafiło też w obramowanie bramki. Muriqi w końcu zrobił więc tylko to, na co gospodarze pracowali właściwie przez całe spotkanie. Dla Irlandii największym problemem nie jest porażka jedną bramką, ale to, że przez 90 minut stworzyła praktycznie zero ciągłego zagrożenia.
Gruzja – Irlandia Północna 0:1. Kvaratskhelia nie strzela karnego, a kara przychodzi w 99. minucie
Jeżeli ktoś chciał zobaczyć, dlaczego futbol bywa kompletnie nielogiczny, powinien obejrzeć końcówkę w Tbilisi. Gruzja miała 62 procent posiadania, oddała 11 strzałów przy 12 Irlandii Północnej, a oba zespoły zanotowały po pięć prób celnych. xG 1,65 do 1,20 dla Gruzji. Najważniejsze wydarzenie nastąpiło jednak w 65. minucie, gdy Khvicha Kvaratskhelia nie wykorzystał rzutu karnego. Gdy wydawało się, że skończy się 0:0, w 90+9. minucie Shea Charles wykorzystał dośrodkowanie Traia Hume’a i dał gościom sensacyjne trzy punkty. To jest właśnie Liga Narodów w pigułce: możesz prowadzić grę, mieć więcej piłki, dziewięć rzutów rożnych przy jednym rywala i rzut karny, a i tak zejść z boiska z niczym.
Węgry – Ukraina 0:1. Gospodarze mieli wszystko poza golem
Jeszcze jeden mecz, w którym rezultat i przebieg nie chcą do siebie pasować. Danyło Sikan strzelił w 42. minucie i ten jeden gol wystarczył Ukrainie do zwycięstwa. Tymczasem Węgrzy mieli 57 procent posiadania, oddali 17 strzałów przy 10 Ukrainy, a ich xG wyniosło około 2,03 wobec 1,38 rywali. Cztery uderzenia gospodarzy były celne, jedno zakończyło się na obramowaniu bramki. W doliczonym czasie Ukraina straciła jeszcze zawodnika po drugiej żółtej kartce, ale rezultat się nie zmienił. To bardzo bolesna porażka z punktu widzenia Marco Rossiego, bo Węgrzy nie zostali zdominowani ani taktycznie, ani terytorialnie. Stworzyli wystarczająco dużo, żeby co najmniej zremisować, tylko Dmytro Riznyk bronił, a Sikan wykorzystał jedną z ważniejszych ukraińskich okazji. Czasami właśnie tak wygląda różnica między „dobrym meczem” a trzema punktami.
Polska – Bośnia i Hercegowina 0:0. Więcej z gry, za mało jakości na końcu
O tym meczu pisaliśmy już szerzej i liczby dobrze oddają podstawowy problem reprezentacji Jana Urbana. Polska miała 50 procent posiadania, oddała 14 strzałów przy dziewięciu Bośniaków, cztery były celne, podczas gdy rywale trafili w światło bramki tylko raz. xG wynosiło 0,73 do 0,31 dla Polski. Czyli przewaga była, ale nie była to przewaga zespołu tworzącego serię stuprocentowych okazji. Osiem polskich strzałów padło spoza pola karnego, Robert Lewandowski przez 87 minut nie oddał żadnego uderzenia, a największym pozytywem była poprawa gry po przerwie. To mecz, który można interpretować dwojako: Polska była lepsza i powinna zrobić więcej, ale jednocześnie zachowała czyste konto i nie dopuściła Bośni do wielu sytuacji. Problem w tym, że w grupie ze Szwecją takie „prawie dobre” mecze mogą bardzo szybko zacząć kosztować punkty.
Szwecja – Rumunia 2:1. Isak i Gyökeres od razu ustawili grupę
Szwecja zaczęła Ligę Narodów od zwycięstwa i zrobiła to dzięki dwóm nazwiskom, których Polska będzie obawiać się najbardziej. Alexander Isak trafił w 20. minucie, Dennis Man wyrównał dziewięć minut później, ale jeszcze przed przerwą Viktor Gyökeres zdobył bramkę na 2:1. Co ciekawe, statystycznie nie była to demolka. Szwedzi mieli 60 procent posiadania, oddali 11 strzałów wobec 10 Rumunów, a xG wyniosło około 0,95 do 0,83. Celnych uderzeń było 4:1. To pokazuje różnicę, którą mogą robić napastnicy najwyższej klasy – Szwecja nie musiała stworzyć 20 sytuacji, wystarczyło kilka dobrych momentów. Dla Polski jest to ważna informacja przed bezpośrednim spotkaniem: Szwedzi mogą przez długi czas nie wyglądać na zespół dominujący, ale Isakowi i Gyökeresowi nie potrzeba wiele.
Dywizja C: Armenia i Czarnogóra od razu na czele
Armenia – Łotwa 2:0. Spokojne, zasłużone zwycięstwo gospodarzy
Armenia nie potrzebowała wielkiego spektaklu, żeby bardzo pewnie rozpocząć rozgrywki. Georgij Harutyunyan zdobył pierwszą bramkę w 31. minucie, a Artur Gharibyan w 75. ustalił wynik na 2:0. Armenia miała około 56 procent posiadania, wygrała w strzałach 14:5 i w celnych próbach 4:1. xG wyniosło około 1,12 do 0,20. Łotysze mieli więc bardzo niewiele argumentów ofensywnych i nawet gdy dłużej utrzymywali się przy piłce w drugiej części spotkania, nie przekładało się to na realne zagrożenie. Armenia wygrała również rzuty rożne aż 10:2. Nie był to najbardziej efektowny mecz kolejki, ale właśnie takie spotkania budują pozycję w Dywizji C: przeciwnik dostaje niewiele, ty wykorzystujesz swoje momenty i po 90 minutach masz komplet punktów bez zbędnej nerwowości.
Czarnogóra – Cypr 2:1. Cypr prowadził, ale liczby od początku mówiły co innego
Cypr objął prowadzenie w 55. minucie po trafieniu Marcusa Edwardsa, ale to Czarnogóra przez większość meczu miała znacznie więcej z gry. Nikola Krstović wyrównał z rzutu karnego w 66. minucie, a Milutin Osmajić zdobył zwycięską bramkę cztery minuty przed końcem. Gospodarze mieli aż 64 procent posiadania piłki, oddali 19 strzałów przy 11 Cypru, choć celnych uderzeń było po cztery. xG wyniosło około 3,14 do 1,32 na korzyść Czarnogóry. Gospodarze wykonali osiem rzutów rożnych przy jednym rywali i aż 14 razy kończyli akcje strzałem z pola karnego. Wynik 2:1 jest więc znacznie bardziej logiczny, niż wyglądało to po godzinie gry. Cypr przez moment był bardzo blisko wyjazdowej niespodzianki, ale przez całe spotkanie pozwalał rywalowi na zbyt wiele wejść pod własną bramkę.
Dywizja D: Malta i Litwa zaczynają od zwycięstw
Andora – Malta 1:2. Jeden z najbardziej niezwykłych meczów pod względem xG
Andora trafiła pierwsza – Guillaume Lopez zdobył bramkę w 17. minucie – ale później Malta przejęła inicjatywę. Irvin Cardona wyrównał jeszcze przed przerwą, a Teddy Teuma w 81. minucie dał gościom zwycięstwo. Co ciekawe, oba zespoły oddały po 13 strzałów, lecz Malta miała osiem celnych prób przy pięciu Andory i 59 procent posiadania. Największa różnica pojawia się w jakości sytuacji: około 3,27 xG dla Malty przy 0,89 Andory. Goście zmarnowali nawet rzut karny w końcówce, więc 2:1 mogło być spokojnie wyższe. To dobry przykład, dlaczego sama liczba strzałów potrafi oszukiwać. Trzynaście prób Andory i trzynaście Malty wygląda identycznie, dopóki nie zobaczymy, skąd i w jakich warunkach te uderzenia były oddawane.
Liechtenstein – Litwa 0:2. Najbardziej jednostronny obraz pierwszych dwóch dni
Jeżeli szukać meczu, w którym jedna drużyna kontrolowała praktycznie wszystko, trudno przebić Litwę w Vaduz. Goście mieli około 72 procent posiadania piłki, oddali 16 strzałów przy czterech Liechtensteinu, a w celnych uderzeniach wygrali aż 7:0. xG wyniosło 1,61 do 0,11. Liechtenstein nie oddał więc ani jednego celnego strzału. Do przerwy utrzymywało się jeszcze 0:0, ale w 53. minucie Lukas Michelbrink wreszcie przełamał defensywę gospodarzy, a trzynaście minut później Artur Dolžnikov ustalił wynik. Litwini wykonali osiem rzutów rożnych przy zerowym dorobku Liechtensteinu i zanotowali ponad dwa razy więcej podań. 2:0 nie jest wynikiem, który robi wielkie wrażenie, ale sam przebieg był bardzo jednostronny.
Po dwóch dniach już widać kilka mocnych trendów
Największe wrażenie pozostawia chyba nie jedna konkretna reprezentacja, lecz różnica między samym wynikiem a tym, jak poszczególne mecze naprawdę wyglądały. Holandia potrzebowała gola w doliczonym czasie, choć stworzyła sytuacje warte około trzech oczekiwanych bramek. Kosowo wygrało tylko 1:0, mimo 22 strzałów przy trzech Irlandii. Węgry przegrały 0:1, chociaż miały 17 uderzeń i wyższe xG. Gruzja zmarnowała rzut karny i dostała gola w dziewiątej minucie doliczonego czasu.
Z drugiej strony mamy drużyny, które pokazały coś bardzo ważnego na poziomie reprezentacyjnym czyli skuteczność. Belgia, Ukraina i Szwecja nie musiały przygniatać przeciwników, by zdobyć po trzy punkty. Szczególnie Szwedzi powinni interesować polskich kibiców. Isak i Gyökeres wykorzystali swoje momenty, a właśnie z takim przeciwnikiem trudno gra się najbardziej: nie musisz być od niego dużo słabszy, żeby przegrać.
W Dywizji A najmocniejsze liczby ofensywne zanotowały na razie Holandia, Grecja i Portugalia. Holendrzy oddali 22 strzały, Grecy aż 26, Portugalczycy 23. Paradoksalnie tylko Grecja z tej trójki zdobyła komplet punktów. Z kolei Norwegia pokazała, jak bezcenne jest posiadanie napastnika, który z niewielkiej liczby sytuacji potrafi zrobić różnicę. Haaland zaczyna tę edycję od dubletu.
Dla Polski kluczowa wiadomość jest znacznie prostsza. Szwecja ma już trzy punkty, Polska i Bośnia po jednym, Rumunia pozostaje z zerem. Remis na Narodowym nie przekreśla więc niczego, ale oznacza, że spotkanie ze Szwecją natychmiast nabiera dużego znaczenia. Biało-Czerwoni stworzyli przeciwko Bośni więcej niż rywal, ale nie mieli skuteczności, którą kilka godzin później pokazali Isak i Gyokeres.
Pierwsze dwa dni Ligi Narodów przypomniały również, dlaczego te rozgrywki bywają ciekawsze, niż sugerowałaby ich reputacja. Nie ma długiego wejścia w sezon reprezentacyjny. Piłkarze zjeżdżają się z klubów, mają kilka treningów i od razu grają o punkty. Jedna niewykorzystana jedenastka, jeden stały fragment albo jedna akcja Haalanda potrafią kompletnie zmienić tabelę.
A to dopiero początek.
W sobotę do gry wchodzą kolejne grupy, między innymi Anglia, Hiszpania, Chorwacja i Czechy, więc pierwsza kolejka jeszcze się nie zakończyła.
FAQ
Ile meczów Ligi Narodów rozegrano do tej pory?
Do poranka 26 września 2026 roku zakończono 16 spotkań nowej edycji Ligi Narodów. Mecze rozegrano 24 i 25 września w Dywizjach A, B, C i D.
Jak zakończył się mecz Polski z Bośnią i Hercegowiną?
Polska zremisowała z Bośnią i Hercegowiną 0:0. Biało-Czerwoni oddali 14 strzałów wobec dziewięciu rywali, a cztery z nich były celne.
Kto najlepiej rozpoczął Ligę Narodów wśród największych gwiazd?
Erling Haaland zdobył dwie bramki w wygranym przez Norwegię 3:2 meczu z Danią. Dla Szwecji trafili Alexander Isak i Viktor Gyökeres, natomiast Kylian Mbappé zapewnił Francji zwycięstwo 1:0 nad Turcją.
Który mecz był najbardziej jednostronny statystycznie?
Bardzo duże przewagi zanotowały między innymi Kosowo przeciwko Irlandii, Austria z Izraelem oraz Litwa przeciwko Liechtensteinowi. Kosowo wygrało w strzałach 22:3, Austria 19:5, a Litwa 16:4.
Jak wygląda sytuacja Polski w grupie?
Po pierwszej kolejce Szwecja ma trzy punkty po zwycięstwie 2:1 nad Rumunią. Polska i Bośnia i Hercegowina mają po jednym punkcie po remisie 0:0, a Rumunia pozostaje bez punktu.
Kto jest lepszy?
Wybierz jedną kartę i zobacz wynik głosowania.






