Francja pokonała Maroko 2:0 i awansowała do półfinału mistrzostw świata, choć przez większą część spotkania nie próbowała całkowicie zdominować rywala. Zespół Didiera Deschampsa oddał Marokańczykom nieco więcej posiadania piłki, zachował cierpliwość, a po przerwie bezlitośnie wykorzystał przewagę jakości w polu karnym. Bramki Kyliana Mbappé i Ousmane’a Dembélé zamknęły mecz, w którym wynik znacznie lepiej oddaje różnicę między drużynami niż statystyka posiadania.

Maroko zakończyło spotkanie z 52-procentowym posiadaniem piłki i większą liczbą podań – 524 przy 485 Francji. Była to jednak przewaga przede wszystkim terytorialna i organizacyjna. Drużyna Walida Regraguiego potrafiła utrzymać się przy piłce, wymieniała podania w środkowej strefie, ale rzadko przedostawała się w miejsca, z których można było realnie zagrozić francuskiej bramce. Zaledwie pięć strzałów, tylko jeden celny i około 0,1 oczekiwanego gola pokazują, jak skutecznie Francuzi odcięli rywala od pola karnego.
Francja funkcjonowała zupełnie inaczej. Nie potrzebowała długiego budowania akcji ani seryjnego wymieniania podań, żeby stwarzać sytuacje. Oddała aż 22 strzały, osiem z nich skierowała w światło bramki i osiągnęła około 3,0 xG. Sam bilans uderzeń z pola karnego – 12:1 – najlepiej pokazuje, gdzie rozstrzygnęło się to spotkanie. Francuzi regularnie wchodzili w najgroźniejsze sektory, natomiast Maroko w większości kończyło ataki przed linią defensywy przeciwnika.
Kluczowa okazała się druga połowa. W 60. minucie wynik otworzył Mbappé, który po raz kolejny udowodnił, że w najważniejszych momentach potrafi zamienić niewielką przestrzeń w sytuację bramkową. Sześć minut później Dembélé podwyższył na 2:0. Skrzydłowy Paris Saint-Germain był jednym z najlepszych zawodników meczu, a jego nota 9,0 dobrze oddaje wpływ, jaki miał na ofensywę Francji. Jego szybkość, zmiany kierunku oraz umiejętność atakowania wolnej przestrzeni sprawiały Marokańczykom ogromne problemy.
Wynik mógł być jeszcze wyższy. Yassine Bounou zanotował sześć interwencji i obronił rzut karny wykonywany przez Mbappé. Marokański bramkarz ponownie potwierdził, że należy do najlepszych specjalistów od jedenastek w historii mundiali. Bez jego interwencji spotkanie mogło zakończyć się zdecydowanie bardziej dotkliwą porażką reprezentacji Maroka.
Francuzi mieli również wyraźną przewagę w odbiorze drugich piłek i pojedynkach powietrznych. Wygrali 12 z 13 takich starć, podczas gdy Maroko tylko jedno. To pozwalało mistrzom świata szybko odzyskiwać kontrolę po długich podaniach i nie dopuszczać do rozwinięcia kontrataków. Marokańczycy częściej odzyskiwali piłkę w defensywie, ale bardzo rzadko potrafili przekuć te przechwyty w płynne przejście do ataku.
Maroko nie zagrało fatalnie. Zespół był zdyscyplinowany, dobrze ustawiony i przez godzinę utrzymywał bezbramkowy remis. Problem polegał na tym, że sama organizacja nie wystarczyła przeciwko drużynie dysponującej taką jakością indywidualną. Ounahi i El Khannouss próbowali nadawać akcjom tempo, Hakimi regularnie podłączał się prawą stroną, lecz w pobliżu francuskiej bramki brakowało dokładności, ruchu bez piłki oraz zawodnika zdolnego wygrać pojedynek jeden na jednego.
Francja wygrała przede wszystkim kontrolą przestrzeni i jakością sytuacji, a nie kontrolą piłki. Pozwoliła Maroku rozgrywać, lecz nie pozwoliła mu atakować. Sama cierpliwie czekała na swoje momenty, a kiedy się pojawiły, wykorzystała je jak drużyna przyzwyczajona do najważniejszych meczów. Wynik 2:0 był powtórzeniem półfinału mundialu z 2022 roku, ale tym razem przewaga Francuzów była jeszcze wyraźniej widoczna w liczbie i jakości stworzonych okazji.
Dla Maroka turniej kończy się kolejnym miejscem wśród ośmiu najlepszych drużyn świata. To potwierdzenie, że sukces sprzed czterech lat nie był przypadkiem. Jednocześnie spotkanie z Francją pokazało granicę, którą reprezentacja nadal musi przekroczyć: potrafi zatrzymywać wielkich rywali, lecz przeciwko absolutnej elicie potrzebuje więcej odwagi, jakości i konkretów w ofensywie.
Autor
-
Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.



