Dominik Szoboszlai w koszulce Liverpoolu podczas meczu z Galatasaray na Anfield (Liga Mistrzów)
Dominik Szoboszlai podczas rewanżu Liverpool – Galatasaray. Fot. IMAGO / News Images

Liverpool 4-0 Galatasaray. The Reds w ćwierćfinale LM

Po porażce 0-1 w Stambule Liverpool potrzebował bardzo dobrego meczu. Tak też się stało. Dominacja od pierwszych minut, cierpliwe dociskanie rywala i kiedy już Galatasaray się mocno cofnął dostał cztery ciosy. 4-0 na Anfield, 4-1 w dwumeczu, a w rolach głównych Szoboszlai, odrodzony po przerwie Salah, skuteczny Ekitike i reżyserujący tempo Wirtz. Zawodnikiem meczu został bramkarz gości Ugurcan Cakır bo bez niego Galatasaray mogło zostać rozbite nawet 8-0.

Arne Slot ustawił Liverpool w 4-3-1-2, co od razu narzuciło meczowi obraz wąskiego korytarza przez środek. Dwójka z przodu (Salah-Ekitike) pracowała na stoperach, a Florian Wirtz krążył jako dziesiątka między liniami, raz schodząc po piłkę, raz wchodząc w pole karne jako trzeci napastnik. Z kolei Galatasaray w 4-2-3-1 próbował przetrwać, rozciągając akcje na boki i szukając dłuższych wyjść, ale te wyjścia zwykle kończyły się na agresywnym doskoku gospodarzy i natychmiastowym odbiorem. Fajnie się to oglądało.

W liczbach to był mecz do jednej bramki. 32-4 w strzałach, 16-1 w celnych, posiadanie 62%-38%, a przede wszystkim xG 4.9 do 0.2. Liverpool dotykał piłki w polu karnym rywala aż 58 razy, Galatasaray zaledwie 5 i to najlepiej streszcza różnicę w różnicy jakości akcji. Cakır dwoił się i troił. Miał 11 interwencji i dodatnie powstrzymane gole (+0.85) mówią, że bronił ponad standard, a nie tylko łapał to, co leciało w jego stronę.

Statystyki 1/8 Finału Ligi Mistrzów Liverpool 4-0 Galatasaray
Liverpool 4-0 Galatasaray / Statystyki / Dziennik Piłkarski

Pierwszy przełom meczu przyszedł po stałym fragmencie. W 25 minucie Liverpool rozegrał rzut rożny inaczej niż zwykle. Wciągnął obrońców w pole bramkowe a Dominik Szoboszlai dopadł do piłki na skraju szesnastki i uderzył bez przyjęcia. To był bardzo efektowny, ale i strategiczny gol bo wyrównał dwumecz i jeszcze bardziej podkręcił intensywność pressingu The Reds.

Do przerwy goście trzymali się jednak przy życiu właśnie dzięki Cakirowi. Symboliczna była sytuacja z doliczonego czasu pierwszej połowy. Liverpool dostał rzut karny, a Salah spudłował w najgorszy możliwy sposób, uderzając zbyt czytelnie. Cakır obronił, a Galatasaray schodził do szatni z poczuciem, że ma jeszcze szanse,

Po przerwie Liverpool jeszcze bardziej podkręcił to, co działało. Nacisk na bocznych obrońców Galaty i błyskawiczne wejścia w pole karne po odbiorze. W 51 minucie Ekitike zamknął akcję po podaniu Salaha. Dwie minuty później było praktycznie po dwumeczu. Kolejna fala, strzał Salaha odbity przez Cakıra i bardzo ładna dobitka od ziemi Gravenbercha. W ciągu kilkunastu minut Galatasaray stracił organizację, odległości między formacjami zniknęły, a Liverpool zaczął wbiegać w pole karne tak jak chciał.

Na tle tej dominacji bardzo ważny był Wirtz. Nie musi mieć w takim meczu bramki, żeby być widoczny. Jego rola polegała na tym, by łączyć atak z drugą linią, neutralizować pressing rywala jednym podaniem i wystawiać Salaha do jego ulubionego ruchu czyli zejścia do środka. Właśnie po takiej akcji w 62 minucie Salah dostał piłkę od Wirtza i zrobił swój znak firmowy. Lewa noga, precyzja, okienko. Gol na 4-0 zamknął temat.

Liverpool mógł strzelić więcej bo jedno trafienie zostało anulowane, a Cakır jeszcze kilkukrotnie ratował gości przed rozmiarem katastrofy. Spotkanie sędziował Paweł Raczkowski, który przejął obsadę arbitra (w miejsce wskazywanego wcześniej Szymona Marciniaka), i w meczu o dużym ładunku emocji nie pozwolił, by rytm rozjechał się przez przepychanki i długie przerwy.

To była noc, w której Liverpool nie tylko przeszedł dalej, ale też wysłał sygnał, że gdy gra w takim ustawieniu i z taką intensywnością, potrafi dusić rywala seriami jak w klasycznych europejskich wieczorach Anfieldz ostatnich lat. A Galatasaray? Przy takiej różnicy w jakości sytuacji i statystykach nawet bramkarz w formie życia nie jest w stanie wygrać dwumeczu sam.

Autor

  • Portret założyciela i współwłaściciela DziennikPiłkarski.pl. Tomasz Sawczak w czarnej czapce i białej koszulce siedzi z telefonem w dłoniach, za jego głową duże logo Dziennika Piłkarskiego.

    Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.