Klątwa Haalanda trwa. 11 finałów Manchesteru City i ZERO goli Norwega

Erling Haaland strzela właściwie wszędzie. Premier League, Liga Mistrzów, reprezentacja Norwegii – lista rekordów napastnika Manchesteru City jest coraz dłuższa. Jest jednak jedna statystyka, która zupełnie nie pasuje do wizerunku bezlitosnego snajpera. Haaland rozegrał już 11 finałów w barwach City i w żadnym z nich nie zdobył bramki.
Temat powrócił po niedzielnym Community Shield. Manchester City przegrał z Arsenalem 0:3, a Norweg ponownie zakończył mecz o trofeum bez trafienia. Dla piłkarza, który od momentu przyjazdu do Anglii regularnie bije rekordy strzeleckie, zaczyna być to seria naprawdę trudna do wytłumaczenia.
W zestawieniu znajdują się mecze o największą stawkę. Haaland grał w finałach Ligi Mistrzów, Pucharu Anglii, Pucharu Ligi, Superpucharu Europy i Community Shield. Manchester City część z tych spotkań wygrał, część przegrał, ale jedno pozostaje niezmienne – nazwiska Norwega nadal brakuje na liście strzelców.
Oczywiście trudno powiedzieć, że Haaland w wielkich meczach znika całkowicie. Sama jego obecność zmusza obrońców do głębszego ustawienia, otwiera przestrzeń dla partnerów i często absorbuje dwóch defensorów naraz. Problem w tym, że w przypadku napastnika tego kalibru zawsze na końcu patrzy się na gole.
A tych w finałach po prostu nie ma. Jedenaście występów i zero trafień brzmi tym bardziej niewiarygodnie, gdy zestawi się tę liczbę z jego regularnymi seriami w lidze czy fazach wcześniejszych europejskich rozgrywek. Haaland potrafi zdobywać hat-tricki, seryjnie przekraczać kolejne granice i demolować rywali, ale w finałach bramka wciąż mu ucieka.
Przy każdym kolejnym meczu o trofeum presja będzie tylko większa. Tego typu statystyki żyją własnym życiem i wracają za każdym razem, gdy zawodnik zbliża się do kolejnego finału. Jedno trafienie może zakończyć całą dyskusję, ale dopóki ono nie nadejdzie, „klątwa finałów” będzie wracać.
Haaland ma jeszcze mnóstwo czasu, żeby tę serię przełamać. Patrząc na tempo, w jakim Manchester City dociera do decydujących spotkań, kolejna okazja prawdopodobnie pojawi się szybko. Na razie jednak liczby są bezlitosne: 11 finałów, zero goli. Jak na jednego z najlepszych napastników świata – statystyka naprawdę zaskakująca.






