Messi jak zwykle. Dwa gole i Inter Miami wróciło z Denver z trzema punktami.
🚨FT: Inter Miami 3-2 Colorado
— Inter Miami News Hub (@Intermiamicfhub) April 18, 2026
A poor performance overall from the Herons—outplayed for large stretches—but a brace from Lionel Messi and the winner from Germán Berterame seal the victory in front of a record away crowd.
+3 points. First win under Guillermo Hoyos.
Thoughts? pic.twitter.com/1b72YjlzL2
Colorado miało 62 procent posiadania, więcej strzałów, wyższe xG i przez sporą część meczu wyglądało jak drużyna, która za chwilę wygra. Miało jedną rzecz za mało, Messiego po drugiej stronie.
„Czaple” wygrały w Denver 2-3 i nikt nie powie, że było to oczywiste. Rapids grało dobrze. Naprawdę dobrze. 474 podania, 88 procent celności rozegrania, cierpliwe budowanie od tyłu, pressing po każdej stracie. To nie był przypadkowy styl bo Colorado wiedziało, co robić. Przez długie fragmenty drużyna z Denver wyglądała jak po prostu lepiej to właśnie ona dyktowała warunki.

Pierwsza połowa potoczyła się jednak inaczej niż Rapids mogło planować. Messi wykorzystał rzut karny na 0-1, a chwilę przed przerwą Berterame dorzucił drugiego po dośrodkowaniu Silvettiego. Dwa gole, sześć strzałów, 38 procent posiadania. Inter Miami grało mecz na kontrach i grało go dobrze.
Po przerwie Colorado wróciło zupełnie inne. Najpierw kontaktowy gol Navarro, potem wyrównanie Yapiego i nagle zrobiło się 2-2, a atmosfera na stadionie i rytm gry sugerowały, że Rapids mogą to wygrać. Inter Miami miało wyraźne problemy w obronie i traciło kontrolę nad przestrzenią między liniami. Przez kilkanaście minut mecz był zdecydowanie pod kontrolą gospodarzy.
I wtedy, 79 minuta.
MESSI MAGIC AT MILE HIGH! 🤩 pic.twitter.com/cJaO56dDhI
— Major League Soccer (@MLS) April 18, 2026
Lionel Messi dostał piłkę po prawej stronie. Jeden krok do środka, zero wahania, lewa noga. Strzał, który wyglądał jak coś prostego, a w praktyce wymaga kombinacji talentu, doświadczenia i zimnej krwi, której nikt na tej planecie nie ma w takiej ilości co on. Bramkarz Colorado nie miał szans. Piękne uderzenie, 2-3 i Inter Miami znów prowadziło.
To był kolejny mecz, w którym statystyki Argentyńczyka nie oddają w pełni jego wpływu. Dwa gole, trzy strzały, xGOT 1.59, jedno kluczowe podanie, dwa udane dryblingi i ocena 8.2. Liczby mówią, że był dobry. Prawda jest taka, że był decydujący. Nie dominował przez 90 minut, nie kręcił się po całym boisku, nie zbierał każdej piłki. Czekał. I w najważniejszym momencie, był tam gdzie trzeba i zrobił to co trzeba.
Końcówka była jeszcze bardziej nerwowa, niż mogłaby być. Yannick Bright zobaczył czerwoną kartkę i Inter Miami musiało bronić jednej bramki przewagi w osłabieniu przez ostatnie minuty meczu. Colorado naciskało, szukało każdego dośrodkowania, każdego rzutu rożnego, każdej sytuacji. Nie zdołało doprowadzić do remisu.
Trzy punkty pojechały do Miami.
Taki jest Inter Miami w tym sezonie. Nie zawsze ładny, nie zawsze kontrolujący grę, nie zawsze lepszy statystycznie od rywala. Ale konkretny w momentach, które liczą się najbardziej, i z człowiekiem, który potrafi rozstrzygnąć mecz jednym uderzeniem lewą nogą w 79 minucie. Rapids miały 62 procent posiadania, 14 strzałów i wyższe xG. Miami miało Messiego.
I jak zwykle to wystarczyło. Zespół powinien rozważyć zmianę nazwy na Inter-Messi Miami.
Autor
-
Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.















