To była jedna z tych mundialowych nocy, po których niby wszystko da się zamknąć w wynikach, ale same wyniki mówią tylko połowę historii. Holandia zrobiła swoje z Tunezją, Japonia i Szwecja podzieliły się punktami, Paragwaj przetrwał napór Australii, a Turcja i USA zagrały najbardziej szalony mecz tej serii spotkań.
Holandia wygrała z Tunezją 3:1 i przez większość meczu wyglądała jak zespół, który ma wszystko pod kontrolą. Oranje mieli aż 72% posiadania piłki, oddali 20 strzałów i nie dali Tunezyjczykom zbyt długo wierzyć w niespodziankę. Tunezja złapała kontakt po golu Hazema Mastouriego, ale odpowiedź Holendrów przyszła szybko. Bardzo dobre spotkanie rozegrał Jan Paul van Hecke, który nie tylko trafił do siatki, ale też był jednym z najpewniejszych zawodników na boisku. Holandia nie musiała grać wielkiego futbolu. Wystarczyło, że była spokojna, konkretna i dużo lepsza w jakości decyzji.

Japonia ze Szwecją zagrały zupełnie inny mecz. Tu było więcej walki, nerwów i przeciągania liny niż pełnej kontroli jednej drużyny. Japończycy prowadzili po bramce Daizena Maedy, ale Szwecja odpowiedziała po kilku minutach golem Anthony’ego Elangi. Japonia miała momentami więcej pomysłu w rozegraniu, Szwecja za to nadrabiała fizycznością, stałymi fragmentami i prostszą grą do przodu. Remis 1:1 jest wynikiem, z którym obie strony mogą jakoś żyć, choć Japonia po przebiegu meczu może czuć lekki niedosyt.

Najmniej bramek było w meczu Paragwaju z Australią, ale nie był to zupełnie pusty remis. Australia wyglądała dojrzalej, miała więcej piłki, więcej strzałów i lepiej budowała akcje. Paragwaj musiał momentami mocno pracować bez piłki, a jednym z bohaterów został Orlando Gill. Bramkarz Paragwaju zaliczył pięć interwencji i w praktyce utrzymał swojej drużynie punkt. Australia może żałować, bo z taką przewagą w organizacji i liczbie sytuacji powinna wycisnąć z tego meczu więcej niż 0:0.

Najwięcej działo się w Los Angeles, gdzie Turcja pokonała USA 3:2. Amerykanie zaczęli idealnie, bo Auston Trusty trafił już w 3. minucie, ale Turcja nie pękła. Arda Güler szybko wyrównał, później Barış Alper Yılmaz dał Turkom prowadzenie, a po przerwie Sebastian Berhalter doprowadził do remisu. Kiedy wydawało się, że skończy się podziałem punktów, w doliczonym czasie uderzył Kaan Ayhan i Turcja wygrała 3:2.

To był zdecydowanie mecz nocy. USA oddały aż 18 strzałów, Turcja tylko 9, ale to Turcy mieli lepsze sytuacje i większą jakość w kluczowych momentach. Kapitalnie wyglądał Arda Güler. Nie chodzi tylko o gola, ale o to, jak brał odpowiedzialność, jak prowadził piłkę, jak przyspieszał akcje i jak wyglądał na tle intensywnego meczu. To był występ lidera.
Po tej nocy najprościej powiedzieć tak: Holandia zrobiła robotę, Szwecja wywalczyła swoje, Australia wypuściła okazję, Paragwaj przetrwał, a Turcja dała mundialowi dokładnie taki mecz, dla jakich siedzi się po nocach.
Autor
-
Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.















