Okno zamknięte. Trenerze Stolarski, a może zacząć trenować?

„Nie wymienię obecnych zawodników na innych, ponieważ okno transferowe jest zamknięte”. Trener Stolarski powiedział to po kolejnym nieudanym meczu Widzewa i trudno przejść obok tego zdania obojętnie. Jasne, później dodał, że musi pracować z piłkarzami, których ma, że w nich wierzy i chce ich rozwijać. Tylko pierwsza część wybrzmiała, jak wybrzmiała. Bo co właściwie oznacza takie zdanie? Że gdyby okno było otwarte, najprostszym rozwiązaniem byłoby wymienić zawodników? Że obecni są niewystarczający? Że problemem jest materiał, a nie sposób jego wykorzystania? A może właśnie tutaj zaczyna się największy problem części polskich trenerów: kiedy drużyna nie działa, pierwszym odruchem jest szukanie nowych piłkarzy, zamiast znalezienia sposobu na tych, których już się ma.
Bo przecież właśnie od tego jest trener i jego sztab. Nie od prowadzenia zespołu złożonego wyłącznie z piłkarzy idealnych. Taką drużynę chciałby prowadzić każdy. Trener ma dostać dwudziestu kilku różnych ludzi, z różnymi cechami, wadami, charakterami i ograniczeniami, a później zrobić z nich coś, co funkcjonuje. Jeden jest szybki, ale gorzej broni. Drugi świetnie czyta grę, lecz nie ma dynamiki. Trzeci potrzebuje więcej miejsca, czwarty najlepiej wygląda przy napastniku, piąty nie może zostać sam w środku pola. I właśnie wtedy zaczyna się fach. Dobry trener nie pyta bez końca, jakich zawodników jeszcze potrzebuje. Najpierw pyta, jak najlepiej wykorzystać tych, których już posiada.
A Widzew tym bardziej nie może zasłaniać się brakiem jakości. To nie jest zespół zbudowany z przypadkowych piłkarzy wyciągniętych latem z II ligi, bo budżet na nic więcej nie pozwolił. Tam są nazwiska, doświadczenie, reprezentanci, zawodnicy po zagranicznych ligach i piłkarze, za których klub zapłacił poważne pieniądze i którzy poważne pieniądze zarabiają. Nawet bardzo poważne. Oczywiście można dyskutować, czy wszystkie transfery były trafione. Można mieć pretensje do pionu sportowego, że niektóre profile zawodników nie pasują do siebie. Można powiedzieć, że kadra jest nierówna. Ale nie można wmawiać, że jest tak słaba, żeby bilans jednego zwycięstwa na 13 spotkań był jej naturalnym poziomem.
W polskiej piłce za łatwo przyjęliśmy pewien schemat. Trener przychodzi. Po kilku meczach mówi, że potrzebuje czasu. Po kilku miesiącach okazuje się, że potrzebuje swoich zawodników. Dostaje okno transferowe. Przychodzi pięciu nowych. Trzech nie pasuje, dwóch potrzebuje pół roku. Wyników dalej nie ma. I wtedy okazuje się, że potrzebne jest kolejne okno. Za chwilę zmienia się trener i nowy szkoleniowiec mówi dokładnie to samo: kadry nie budowałem, potrzebuję własnych piłkarzy. W ten sposób można przebudowywać zespół przez pięć lat i ani razu nie zadać najprostszego pytania: a może ktoś powinien wreszcie zacząć dobrze trenować tych, którzy są?
Widzew wygląda dziś momentami jak zespół, w którym zawodnicy sami próbują znaleźć odpowiedzi. Są fragmenty dobrej gry, są sytuacje, jest czasami kontrola, ale kiedy przychodzi trudny moment, wszystko się rozpada. Jeden błąd, drugi błąd, stracona bramka i nagle drużyna przestaje przypominać zespół. To właśnie powinno być pole do pracy trenera. Organizacja po stracie. Ustawienie w obronie. Reakcja po straconej bramce. Hierarchia w szatni. Pewność siebie. Jeżeli problem występuje zbiorowo, odpowiedź również musi być zbiorowa. Nie da się wymienić jedenastu zawodników za każdym razem, kiedy zespół zaczyna źle bronić.
I nie chodzi o to, żeby całą odpowiedzialność zwalić na trenera Stolarskiego. Pion sportowy Widzewa również odpowiada za to, jak tę kadrę zbudowano. Właściciel odpowiada za tempo, w jakim próbował przyspieszyć rozwój klubu. Zawodnicy odpowiadają za swoje błędy, formę i decyzje na boisku. Ale trener jest właśnie człowiekiem, który ma te wszystkie elementy poskładać. Jeśli stoperzy popełniają błędy, trzeba zmienić sposób zabezpieczenia. Jeśli środek pola nie daje kontroli, trzeba inaczej ustawić pomocników. Jeśli napastnik nie dostaje piłek, trzeba stworzyć mu inne warunki. Jeśli zawodnicy są mentalnie rozbici, trener musi znaleźć ludzi, którzy pociągną resztę.
Najbardziej niebezpieczna w takich słowach jest jeszcze jedna rzecz – szatnia słucha. Piłkarze też czytają, oglądają konferencje i doskonale wiedzą, co trener mówi publicznie. A kto zwalnia trenerów? Odpowiedź jest prosta: SZATNIA. I nawet jeśli intencją Stolarskiego było powiedzenie: „nie mogę nic zmienić personalnie, więc musimy pracować”, można to odebrać zupełnie inaczej. „Gdybym mógł, wymieniłbym was”. A to już bardzo cienki lód. Trener potrzebuje szatni szczególnie wtedy, kiedy zespół jest w kryzysie. Potrzebuje piłkarzy przekonanych, że wie, jak ich z tego wyciągnąć. Jeżeli zawodnik zacznie podejrzewać, że szkoleniowiec najchętniej zamieniłby go na kogoś innego, trudno coś trwałego zbudować.
Może więc właśnie od takich zdań trzeba zacząć dyskusję o polskich trenerach. Nie o licencjach, nie o konferencjach i nie o liczbie zagranicznych staży. O mentalności. Czy trener, widząc problem, najpierw próbuje go rozwiązać, czy szuka nowego zawodnika? Czy potrafi zmienić system pod piłkarzy, czy uważa, że piłkarze mają idealnie pasować do jego systemu? Czy rozwija ludzi, czy ich selekcjonuje? Czy potrafi wyciągnąć maksimum ze średniego zawodnika, czy potrzebuje jedenastu gotowych produktów? Bo jeśli trenerowi do działania zawsze potrzeba kolejnego okna transferowego, to być może problemem nie jest zamknięte okno.
W Widzewie najbliższe tygodnie powinny być właśnie testem dla Stolarskiego. Ma jakościowych zawodników, ma dość szeroką kadrę jak na polskie warunki i ma problem, którego nie rozwiąże dziś przelew. Teraz trzeba ustawić tych ludzi tak, żeby zaczęli wyglądać jak drużyna. Wyciągnąć ich z dołka, znaleźć liderów, poprawić organizację gry i przekonać ich, że potrafią wygrywać. Jeśli to się uda, trener udowodni swoją wartość znacznie bardziej niż jakimkolwiek transferem. A jeśli się nie uda, zimą można oczywiście znowu kupić kilku piłkarzy. Tylko może wcześniej pan Dobrzycki powinien zastanowić się, czy rzeczywiście to zawodników trzeba wymieniać.
FAQ – najczęściej zadawane pytania
1. Dlaczego trener Stolarski mówił o zamkniętym oknie transferowym?
Trener Stolarski po kolejnym nieudanym meczu Widzewa zwrócił uwagę, że nie może wymienić obecnych zawodników ze względu na zamknięte okno transferowe. Jednocześnie podkreślił, że wierzy w swoich piłkarzy i chce ich rozwijać. Jego wypowiedź rodzi jednak pytania o sposób zarządzania drużyną w kryzysie.
2. Czy Widzew ma wystarczająco dobrą kadrę, aby osiągać lepsze wyniki?
Widzew dysponuje zawodnikami z doświadczeniem reprezentacyjnym i zagranicznym oraz piłkarzami pozyskanymi za znaczące kwoty. Choć nie wszystkie transfery musiały być trafione, potencjał kadry daje podstawy, aby oczekiwać znacznie lepszych wyników i bardziej stabilnej gry zespołu.
3. Czy trener Stolarski może poprawić grę Widzewa bez nowych transferów?
Tak. Poprawa organizacji defensywnej, ustawienia pomocników, reakcji zespołu po stracie bramki i pewności siebie zawodników nie musi wymagać nowych transferów. To obszary, w których istotną rolę odgrywają codzienna praca trenera, przygotowanie taktyczne oraz zarządzanie szatnią.
4. Kto odpowiada za słabe wyniki Widzewa?
Odpowiedzialność za wyniki Widzewa jest podzielona między trenera, zawodników, pion sportowy i właściciela klubu. Szkoleniowiec odpowiada przede wszystkim za organizację gry, przygotowanie zespołu i wykorzystywanie potencjału dostępnych piłkarzy. Zarząd i pion sportowy odpowiadają natomiast za budowę kadry oraz strategię rozwoju klubu.
Kto jest lepszy?
Wybierz jedną kartę i zobacz wynik głosowania.






