Brak hitowych spotkań na ten moment.
Brak hitowych spotkań na ten moment.
Norwegia – Anglia 1:2 po dogrywce w ćwierćfinale MŚ 2026 – grafika ze statystykami meczu
Norwegia przegrała z Anglią 1:2 po dogrywce. Dwa gole Jude’a Bellinghama dały Anglikom awans do półfinału mistrzostw świata.

Norwegia – Anglia 1:2. Dramat Norwegii i bezlitosny Bellingham

Analizy statystyczne meczów piłkarskich

Norwegia żegna się z mistrzostwami świata, ale wynik 1:2 po dogrywce nie opowiada nawet połowy historii tego spotkania. Drużyna Ståle Solbakkena prowadziła, miała doskonałą okazję na drugiego gola, trafiła w poprzeczkę, zdobyła bramkę anulowaną po interwencji VAR i do końca zmuszała Anglików do rozpaczliwej obrony.

O awansie Anglii przesądził Jude Bellingham. Pomocnik Realu Madryt najpierw wyrównał tuż przed przerwą, a następnie w 93. minucie wykorzystał zamieszanie w norweskim polu karnym. Anglia nie zdominowała rywala, nie stworzyła wielu dogodnych sytuacji i – co przyznał sam Thomas Tuchel – momentami miała sporo szczęścia. Była jednak skuteczniejsza w najważniejszych momentach.

Przy 64 478 widzach na Hard Rock Stadium Norwegowie rozegrali jedno z najważniejszych spotkań w swojej historii. Zabrakło im bardzo niewiele, by po raz pierwszy awansować do półfinału mistrzostw świata.

Norwegia przetrwała trudny początek i zaczęła dyktować warunki

Pierwsze minuty należały do Anglików. Zespół Tuchela dłużej utrzymywał się przy piłce, spokojnie budował akcje i próbował rozciągać norweską defensywę. Norwegia początkowo miała problemy z wyjściem spod pressingu, ale po pierwszej przerwie na uzupełnienie płynów obraz meczu zaczął się zmieniać.

Martin Ødegaard coraz częściej znajdował przestrzeń między liniami, Sander Berge przejmował kontrolę w środku pola, a Patrick Berg skutecznie utrudniał Anglikom rozgrywanie piłki. Norwegowie przestali tylko reagować na grę rywala. Zaczęli narzucać własne tempo.

Nagroda przyszła w 36. minucie.

Akcję rozpoczął Berge, Ødegaard dostrzegł dobrze ustawionego Andreasa Schjelderupa, a ten lewą nogą pokonał Jordana Pickforda. Strzał młodego skrzydłowego był precyzyjny i zaskakujący. Angielski bramkarz mógł jedynie obserwować, jak piłka wpada do siatki.

Norwegia prowadziła 1:0 i przez kilka minut wydawało się, że może zadać kolejny cios.

Sytuacja Sørlotha, która może śnić się Norwegom przez lata

Jedna z najważniejszych akcji całego ćwierćfinału wydarzyła się w 44. minucie. Ødegaard uruchomił Alexandra Sørlotha, który ruszył w kierunku angielskiej bramki. Po jego lewej stronie biegł Erling Haaland. Przed napastnikami znajdował się tylko John Stones, a pozostali Anglicy desperacko próbowali wrócić za akcją.

Sørloth miał kilka możliwości. Mógł wcześniej zagrać do Haalanda, spróbować wymusić reakcję Stonesa albo samemu przyspieszyć i wejść w pole karne. Zawahał się jednak, zwolnił, wykonał dodatkowy kontakt z piłką i ostatecznie uderzył prosto w angielskiego obrońcę.

Alan Shearer nie miał wątpliwości, że Norweg powinien wcześniej podać do Haalanda. Podobnie ocenił tę sytuację Gary Neville, który stwierdził, że Sørloth miał obok siebie jednego z najlepszych napastników świata i powinien był zagrać piłkę w poprzek.

Sam zawodnik przyznał po meczu, że próbował znaleźć odpowiedni moment na podanie, ale Stones zamknął linię zagrania. Pierwszy kontakt Sørlotha był dobry, kolejny już znacznie gorszy. Zamiast sprowokować obrońcę do ruchu, Norweg czekał na jego decyzję. W efekcie akcja straciła tempo.

– To ciężkie. To jedna z tych sytuacji, które chciałoby się rozegrać lepiej. Szczególnie na takiej scenie, kiedy walczymy o półfinał mistrzostw świata – mówił później Sørloth.

Ta niewykorzystana okazja okazała się jeszcze boleśniejsza, ponieważ kilka minut później Anglia wyrównała.

Gol Bellinghama i kontrowersja z przewodem kamerowym

W doliczonym czasie pierwszej połowy Anthony Gordon dograł piłkę w pole karne, a Jude Bellingham znakomicie odnalazł się między norweskimi obrońcami. Pomocnik Anglii uderzył lewą nogą w górny róg bramki i doprowadził do remisu.

Norwegowie natychmiast zaczęli jednak protestować.

Chwilę przed rozpoczęciem akcji Ørjan Nyland wybił piłkę daleko od własnej bramki. Według norweskiego bramkarza i kilku zawodników futbolówka w trakcie lotu dotknęła przewodu podtrzymującego kamerę nad boiskiem. Piłka miała nagle stracić prędkość i spaść znacznie wcześniej, niż wskazywałaby siła wybicia.

Nyland od razu wskazywał sędziemu Clémentowi Turpinowi, że wydarzyło się coś nietypowego. Protestowali również członkowie norweskiego sztabu. Arbiter nie przerwał jednak gry, a akcja zakończyła się golem Bellinghama.

FIFA po meczu opublikowała dane z czujnika znajdującego się wewnątrz piłki. Według federacji nie zarejestrowano żadnego dodatkowego kontaktu ani charakterystycznego skoku na wykresie. W oficjalnym komunikacie stwierdzono więc, że nie ma dowodów na to, iż piłka dotknęła przewodu.

Norwegowie pozostali przy swoim zdaniu.

– Piłka uderzyła w coś i nagle spadła z nieba. Cała ławka i Ørjan zareagowali natychmiast – mówił Solbakken.

Trener nie chciał jednak sprowadzać całego spotkania do jednej kontrowersji. Przyznał, że Norwegia miała wystarczająco dużo okazji, aby sama rozstrzygnąć losy rywalizacji.

Niskie xG, ale ogromne napięcie

Statystyka goli oczekiwanych pokazuje, że nie był to mecz pełen klarownych sytuacji. Anglia zakończyła spotkanie z wynikiem 0,96 xG, natomiast Norwegia osiągnęła 0,77. Łącznie obie drużyny stworzyły więc okazje o wartości niespełna dwóch spodziewanych bramek, choć ostatecznie zobaczyliśmy trzy gole.

Anglia oddała 14 strzałów, Norwegia 13. Różnicę widać jednak w liczbie uderzeń celnych. Anglicy trafiali w światło bramki osiem razy, a Norwegowie cztery.

Nie oznacza to jednak, że drużyna Solbakkena została zepchnięta do obrony. Norwegia oddała więcej strzałów z pola karnego – 10 przy ośmiu próbach Anglii. Liczba kontaktów z piłką w szesnastce była identyczna: po 31.

Norwegia 1-2 Anglia / Statystyki / Dziennik Piłkarski

Posiadanie piłki również pozostawało niemal wyrównane. Anglia miała ją przez 52 procent czasu, Norwegia przez 48 procent. Nie był to zatem mecz, w którym faworyt przez 120 minut zamykał rywala na jego połowie. Norwegowie mieli swoje okresy wyraźnej przewagi, potrafili wymieniać podania pod presją i długo zmuszali Anglię do biegania bez piłki.

Najlepiej pokazują to liczby Sander Bergego. Pomocnik wykonał 107 podań, z których aż 102 dotarły do adresata. To ponad 95 procent skuteczności w meczu o najwyższej intensywności. Berge przesunął także piłkę prowadzeniem o ponad 360 metrów.

Ødegaard zanotował 80 celnych podań na 93 próby, dwa kluczowe zagrania i asystę przy bramce Schjelderupa. Kapitan reprezentacji Norwegii z każdą minutą miał coraz większy wpływ na wydarzenia na boisku.

Anglia wygrała mecz na skrzydłach

Największą różnicę pomiędzy zespołami widać było w grze bocznymi sektorami. Anglicy wykonali 21 dośrodkowań, z których dziewięć było celnych. Daje to skuteczność na poziomie 43 procent. Norwegowie trafili do partnerów tylko po trzech z 19 prób, osiągając 16 procent.

Ta przewaga nie zawsze prowadziła bezpośrednio do strzałów, ale zmuszała norweskich obrońców do ciągłego odwracania się w kierunku własnej bramki. Anglia znacznie częściej wprowadzała piłkę w niebezpieczne sektory, a po przerwie dodatkową energię na skrzydle wniósł Bukayo Saka.

Jeszcze większa różnica pojawiła się w dryblingach. Anglicy wygrali 17 z 28 pojedynków, osiągając 61 procent skuteczności. Norwegowie zakończyli powodzeniem tylko pięć z 14 prób.

Saka po wejściu na boisko wykonał pięć dośrodkowań, stworzył dwie sytuacje strzeleckie, oddał dwa celne strzały i zanotował trzy odbiory. Eberechi Eze dołożył dwa kluczowe podania i pięć odzyskanych piłek. Zmiany Tuchela nie odmieniły meczu natychmiast, ale stopniowo zwiększały przewagę Anglii w pojedynkach jeden na jednego.

Anglia zanotowała również 72 wejścia w ostatnią tercję boiska. Norwegia miała ich 61. Różnica nie była ogromna, lecz w dogrywce zaczęła mieć znaczenie.

Norwegia naciskała, Anglia wybijała

Norwegowie wykonywali siedem rzutów rożnych, Anglicy tylko cztery. Drużyna Solbakkena oddała więcej strzałów z pola karnego i regularnie dostarczała piłkę w okolice bramki Pickforda.

Anglia została zmuszona do aż 35 wybić. Norwegowie mieli ich 21. To jedna z najbardziej wymownych statystyk spotkania. Pokazuje, że zespół Tuchela przez długie fragmenty nie kontrolował wydarzeń tak spokojnie, jak mógłby sugerować sam wynik.

Norwegia zanotowała też 24 odbiory przy 15 Anglii. Gospodarze europejskiego futbolu musieli walczyć o każdą drugą piłkę, a przewaga fizyczna Haalanda, Sørlotha i Kristoffera Ajera regularnie tworzyła problemy w polu karnym.

Najbliżej drugiego gola Norwegowie byli po uderzeniu Ajera, które zatrzymało się na poprzeczce. Środkowy obrońca rozgrywał kapitalny mecz, wygrywał pojedynki i dawał zespołowi ogromną pewność w wyprowadzaniu piłki.

Norwegia zdołała również ponownie umieścić futbolówkę w bramce. Torbjørn Heggem trafił do siatki po stałym fragmencie, ale po interwencji VAR sędzia dopatrzył się wcześniejszego pchnięcia Erlinga Haalanda na Elliocie Andersonie. Gol został anulowany.

Była to kolejna sytuacja, po której Norwegowie mogli czuć ogromny niedosyt. W polu karnym przy stałych fragmentach podobnych kontaktów jest wiele. Tym razem analiza wideo uznała jednak, że przewinienie miało wpływ na przebieg akcji.

Nyland bohaterem mimo błędu w dogrywce

Ørjan Nyland zakończył spotkanie z sześcioma obronami. Według modelu Sofascore zapobiegł utracie 0,90 gola. Przez większość turnieju był jednym z najważniejszych zawodników norweskiej reprezentacji i również przeciwko Anglii długo utrzymywał swój zespół w grze.

W 93. minucie popełnił jednak błąd, który okazał się decydujący.

Akcję rozpoczęło dośrodkowanie Saki i walka o drugą piłkę. W zamieszaniu uczestniczyli Marc Guéhi oraz Eze, a najszybciej zareagował Bellingham. Anglik wbiegł w odpowiednie miejsce i po raz drugi pokonał Nylanda.

Norweski bramkarz mógł zachować się lepiej, podobnie jak Leo Østigård, który nie zdołał odpowiednio wcześnie odczytać intencji Bellinghama. W spotkaniu rozgrywanym na takim poziomie jedna spóźniona reakcja wystarczyła, aby zmienić wynik.

Po końcowym gwizdku Nyland nie krył łez. Koledzy oraz członkowie rodziny natychmiast ruszyli, aby go pocieszyć. Jeden błąd nie powinien jednak przysłonić jego całego turnieju. Bez znakomitej postawy bramkarza Norwegii prawdopodobnie nie byłoby ani zwycięstwa nad Brazylią, ani ćwierćfinału z Anglią.

Bellingham zdecydował w dwóch najważniejszych momentach

Jude Bellingham otrzymał od Sofascore ocenę 8,4 i został najlepszym zawodnikiem spotkania. Trudno podważyć ten wybór.

Pomocnik zdobył obie bramki Anglii, oddał pięć strzałów, z których dwa były celne, wygrał osiem pojedynków i czterokrotnie był faulowany. Jego próby miały łącznie wartość 0,52 xG, ale wskaźnik xGOT, uwzględniający jakość uderzeń już po ich oddaniu, wyniósł aż 1,09.

To oznacza, że Bellingham wycisnął ze swoich sytuacji niemal maksimum.

Nie dominował przez całe 120 minut. Miał okresy, w których Norwegowie ograniczali jego wpływ na grę. Pojawił się jednak dokładnie tam, gdzie powinien, i zrobił to dwa razy: tuż przed przerwą oraz na początku dogrywki.

W piłce reprezentacyjnej często właśnie to oddziela wielkich zawodników od bardzo dobrych. Nie trzeba być najlepszym na boisku przez każdą minutę. Trzeba potrafić zdecydować o wyniku, kiedy nadchodzi odpowiedni moment.

Haaland zniknął, gdy Norwegia potrzebowała go najbardziej

Erling Haaland zakończył spotkanie bez gola, a w 106. minucie został zmieniony przez Jørgena Stranda Larsena. Norweski napastnik długo walczył ze Stonesem i Guéhim, przyciągał uwagę obrońców i tworzył miejsce dla partnerów, ale rzadko otrzymywał podania w dogodnych pozycjach.

Najlepsza możliwość pojawiła się właśnie w akcji Sørlotha z końcówki pierwszej połowy. Haaland był gotowy do przyjęcia piłki, ale podanie nigdy do niego nie dotarło.

W ekstremalnej temperaturze i wilgotności jego organizm stopniowo tracił energię. Podobnie wyglądała sytuacja kilku innych norweskich zawodników. Obaj boczni obrońcy oraz Heggem musieli opuścić boisko, a w dogrywce zespół Solbakkena nie miał już tej samej intensywności.

Zmiana Haalanda była wymownym obrazem końcówki. Norwegia nadal próbowała atakować, ale straciła najważniejszy punkt odniesienia w polu karnym.

Tuchel krytykuje, Bellingham odpowiada

Po meczu Thomas Tuchel zaskoczył niezwykle ostrą oceną występu swojej drużyny.

– Nie jestem zadowolony z naszej gry. Byliśmy niedokładni, popełnialiśmy proste błędy, brakowało tempa i płynności. Mieliśmy szczęście – powiedział selekcjoner Anglii.

Gdy Bellingham został skonfrontowany ze słowami trenera, początkowo odpowiedział krótko: „nieważne”. Później zaznaczył, że Tuchel może nie zdawać sobie sprawy, jak trudno gra się przeciwko Haalandowi, Ødegaardowi, Nusie i Sørlothowi.

Nie była to otwarta krytyka selekcjonera, ale różnica w ocenie spotkania była wyraźna. Tuchel patrzył na jakość gry i liczbę popełnionych błędów. Bellingham koncentrował się na wysiłku, charakterze i kolejnym zwycięstwie odniesionym w trudnych okolicznościach.

Obaj mieli częściowo rację.

Anglia nie zagrała dobrego meczu. Przez długie fragmenty miała problemy z norweskim pressingiem, pozwoliła rywalom oddać 10 strzałów z własnego pola karnego i była zmuszona do 35 wybić. Jednocześnie pokazała doświadczenie, którego Norwegii jeszcze brakowało. Nie spanikowała po stracie gola, przetrwała trudne okresy i wykorzystała dwa najważniejsze momenty.

Koniec turnieju, ale początek czegoś większego

Norwegia nie awansowała do półfinału, lecz jej występ na mistrzostwach świata trudno oceniać wyłącznie przez pryzmat porażki z Anglią.

Zespół Solbakkena pokazał, że potrafi rywalizować jak równy z równym z najlepszymi reprezentacjami świata. Norwegowie nie ograniczali się do obrony i kontrataków. Potrafili przejąć piłkę, cierpliwie konstruować akcje, zakładać pressing i spychać faworytów pod ich własną bramkę.

W ćwierćfinale zabrakło im skuteczniejszej decyzji Sørlotha, kilku centymetrów przy uderzeniu Ajera, większej precyzji przy dośrodkowaniach oraz chłodnej głowy na początku dogrywki. Różnica pomiędzy zwycięstwem a porażką była minimalna.

Anglia awansowała, ponieważ była lepsza w tych elementach, które w fazie pucharowej ważą najwięcej. Oddała dwa razy więcej celnych strzałów, znacznie skuteczniej dośrodkowywała i wygrała dużo więcej pojedynków jeden na jednego. Przede wszystkim miała Bellinghama – zawodnika, który w najważniejszym momencie potrafił znaleźć się o pół kroku przed rywalem.

Norwegowie wracają do domu bez medalu, lecz jako jedna z największych rewelacji turnieju. Porażka w Miami będzie bolała jeszcze długo. Z czasem pozostanie jednak także świadomość, że tego lata narodziła się reprezentacja zdolna rzucić wyzwanie każdemu.

Norwegia – Anglia 1:2 po dogrywce

Bramki: Andreas Schjelderup 36’ – Jude Bellingham 45+2’, 93’
Stadion: Hard Rock Stadium, Miami Gardens
Widzów: 64 478
Sędzia: Clément Turpin

Autor

  • Portret założyciela i współwłaściciela DziennikPiłkarski.pl. Tomasz Sawczak w czarnej czapce i białej koszulce siedzi z telefonem w dłoniach, za jego głową duże logo Dziennika Piłkarskiego.

    Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.