ARTYKULY

To nie może być przypadek – Jaga kręcona na oczach całej Polski

Jest taka fajna piosenka: „To nie może być przypadek”. Tam akurat chodzi o miłość. O spotkanie dwóch osób, o coś, co zdarza się zbyt idealnie, żeby było wyłącznie dziełem losu. W Białymstoku ostatnio też można nucić ten tytuł, tylko romantyzmu jest zdecydowanie mniej. Bo jeden dziwny gwizdek może być przypadkiem. Drugi można jeszcze wytłumaczyć słabszym dniem arbitra, bo akurat sędziów mamy dramatycznych. Przy trzecim zaczynasz unosić brew. Przy czwartym przestajesz pytać, czy coś się wydarzyło, a zaczynasz pytać, dlaczego to ciągle wydarza się temu samemu klubowi. I właśnie w takim miejscu znalazła się dziś Jaga.

Od razu zaznaczę jedną rzecz. Nie ma dowodu – jeszcze? – na żaden „rozkaz z góry”, telefon przed meczem ani polecenie: sędziujemy zawsze pod przeciwnika Jagiellonii. I dopóki takich dowodów nie ma, nie będę pisał, że istnieje zorganizowany spisek. Ale po ostatnich tygodniach każdy kibic w Białymstoku ma prawo pytać, czy naprawdę wszystko da się już zamknąć słowem „przypadek”. Bo możliwości są właściwie dwie. Pierwsza jest dla polskiego sędziowania kompromitująca: arbitrzy są obecnie tak słabi, niespójni i pogubieni w interpretacjach, że potrafią seryjnie podejmować decyzje wpływające na wyniki spotkań. Druga jest znacznie poważniejsza i właśnie dlatego wymaga dowodów: czy istnieją jakiekolwiek naciski wewnątrz środowiska?

Przypomnijmy, że wszystko zaczęło się od tzw. „afery SMS-owej”. Trener Siemieniec zrobił rzecz niedopuszczalną – skontaktował się z sędzią w sprawie dotyczącej prowadzenia meczu i dostał za to sześć spotkań dyskwalifikacji oraz 100 tys. zł kary. Twór zwany Komisją Ligi jednocześnie wyraźnie stwierdził coś bardzo ważnego: nie ustalono korupcji ani nieuczciwego działania mogącego wpłynąć na wynik tamtego spotkania. I właśnie dlatego wszystko, co stało się później, powinno być maksymalnie czyste. Tymczasem chronologia całej sprawy wygląda fatalnie wizerunkowo. O SMS-ach w środowisku wiedziano dużo wcześniej, niż poznała je opinia publiczna. Według ujawnionych później informacji sprawa przez tygodnie funkcjonowała za kulisami, a publicznie eksplodowała dopiero przy okazji konfliktu sędziego A.K. Wójcika z ludźmi związku i jego działań wobec prokuratury. Wójcik oskarżał przedstawicieli PZPN o działania mobbingowe, zaś sam związek oczywiście temu zaprzeczył.

A potem zaczęły się mecze. Legia – Jagiellonia. W polu karnym Imaz oddaje strzał i jest popychany. Gra dalej. Później Agbonifo wchodzi w drybling, zostaje podcięty, sędzia początkowo wskazuje na jedenasty metr, ale po interwencji VAR zmienia decyzję. Jagiellonia oficjalnie poprosiła później PZPN o wyjaśnienie pięciu spornych decyzji z meczów z Legią i Górnikiem. Można oczywiście analizować każdą sytuację przez pół godziny i znaleźć argument za jedną albo drugą interpretacją. Tylko kiedy w jednym spotkaniu dwie takie decyzje idą w tę samą stronę, człowiek zaczyna zapamiętywać…

Potem Górnik. I tutaj robi się jeszcze ciekawiej. Gol Imaza anulowany po dziwnej interwencji VAR. W tym samym meczu Rafał Janicki nadepnął Imaza w polu karnym. Karny? Dla wielu obserwatorów oczywisty. Nie został podyktowany. Do tego doszła sytuacja z celowym podaniem do bramkarza Górnika, po którym ten złapał piłkę rękami – bez konsekwencji, co również wzbudziło ogromne zdziwienie. Tu nie chodzi już o jedną rękę, centymetr spalonego czy subiektywną ocenę intensywności kontaktu.

Później Zagłębie Lubin. Decydujący rzut karny dla gospodarzy po interwencji VAR. Kolegium Sędziów później uznało, że decyzja była prawidłowa, bo zawodnik Zagłębia pierwszy zagrał piłkę, a następnie został kopnięty przez obrońcę Jagiellonii. Tylko właśnie tutaj zaczyna się problem z polskim sędziowaniem: bardzo wiele takich sytuacji kończy się zupełnie inaczej. W jednym meczu słyszymy, że napastnik pierwszy dotknął piłki i został trafiony – karny. W innym, przy podobnym kontakcie, że obrońca nie miał możliwości uniknięcia starcia, kontakt był naturalną konsekwencją akcji albo po prostu „za mało na jedenastkę”. Wszystko zależy od interpretacji. I właśnie ta interpretacja zaczyna być najbardziej niebezpiecznym słowem w polskiej piłce, bo potrafi wyjaśnić właściwie każdą decyzję. Nie twierdzę, że karny w Lubinie był absurdem. Twierdzę, że przy obecnej niespójności sędziowania bez większego problemu wyobrażam sobie identyczną sytuację w innym meczu zakończoną gestem: „grać dalej”. A kiedy akurat przeciwko Jagiellonii interpretacja kolejny raz idzie w tę bardziej surową stronę, trudno dziwić się kibicom, że przestają wierzyć w przypadek.

I dochodzimy do Wisły Płock. Ręka w polu karnym. Sędzia Kos wskazuje na jedenasty metr. Wydaje się, że sytuacja jest właściwie zakończona. VAR jednak – tuż przed wykonaniem jedenastki! – zaprasza go do monitora, arbiter ogląda powtórki i… karnego anuluje. Jagiellonia chwilę później i tak strzela gola i wygrywa, więc łatwo temat zamknąć: przecież trzy punkty zostały w Białymstoku. Nie. Właśnie takich sytuacji nie wolno zapominać tylko dlatego, że drużyna sama naprawiła wynik. Bo gdyby Sow nie strzelił kilka minut później, dyskusja wyglądałaby dziś zupełnie inaczej. A kibic Jagiellonii znowu widzi ten sam obraz: gwizdek korzystny dla Jagi, VAR, monitor i cofnięcie decyzji. I spróbuj mu teraz powiedzieć po raz czwarty, że absolutnie nie ma żadnego powodu, żeby zaczynał być podejrzliwy.

Problem w tym, że to wszystko wydarzyło się akurat po najbardziej burzliwym konflikcie na linii Jagiellonia – struktury sędziowskie – PZPN od wielu lat. Siemieniec dostał dotkliwą karę. Wójcik został zdyskwalifikowany, ale odnalazł fuchę w Weszło – przypadek? W tle mamy jego zarzuty wobec ludzi związku, stanowcze zaprzeczenia federacji, spory w środowisku sędziowskim, walkę o pozycje i wzajemne oskarżenia. I teraz w kolejnych meczach Jagi pojawia się seria decyzji, z których kilka naprawdę trudno obronić.

Zaufanie do sędziego nie bierze się z tego, że po meczu Kolegium Sędziów napisze trzy zdania o „naturalnym ułożeniu ręki”. Zaufanie buduje się konsekwencją. Jeżeli taka sama ręka w sobotę jest karnym, a w niedzielę nie jest – mamy problem. Jeżeli podobne nadepnięcie w jednym meczu oznacza jedenastkę, a w drugim „kontakt niewystarczający” – mamy problem. Jeżeli VAR ma interweniować tylko przy oczywistym błędzie, a później raz wzywa arbitra do sytuacji 50 na 50, a innym razem milczy przy czymś znacznie mocniejszym – mamy problem. A gdy te problemy kilka razy z rzędu dotykają klubu, który właśnie jest skonfliktowany ze strukturami piłkarskimi, to naprawdę nie trzeba być człowiekiem widzącym wszędzie spiski, żeby zacząć zadawać niewygodne pytania.

I nie potrzebuję do tego teorii, że ktoś dzwoni pięć minut przed meczem i mówi sędziemu, komu ma pomóc. Taki obrazek jest zbyt prosty. Współczesny system jest znacznie bardziej subtelny. Obsady, oceny, możliwość awansu, kontrakty zawodowe, liczba meczów, nominacje międzynarodowe – arbiter funkcjonuje wewnątrz struktury, która ma ogromny wpływ na jego zawodowe życie. I właśnie dlatego ta struktura musi być odporna nie tylko na rzeczywiste naciski, ale nawet na podejrzenie nacisku.

Polska piłka już raz przeszła przez czasy, kiedy o wyniku meczu nie zawsze decydowało wyłącznie boisko. Symbolem tamtej epoki stał się „Fryzjer”, prawomocnie skazywany za udział w korupcyjnym procederze związanym z ustawianiem spotkań. Z tego powodu historia powinna nauczyć PZPN jednej rzeczy: przy sędziowaniu nie może zostać nawet cień podejrzenia, że ktoś zza biurka może wpływać na to, co wydarzy się na murawie. Dziś technologia pozwala ingerować w mecz bez schodzenia do szatni, bez koperty i bez spotkania na parkingu. Wystarczy błędnie zastosowany VAR, błędna interpretacja albo brak reakcji. Dlatego potrzebujemy jawności większej niż kiedykolwiek. Bo inaczej kibic zacznie dochodzić do najbardziej brutalnej puenty sam: w biały dzień można skręcić mecz również bez „Fryzjera”.

FAQ

Dlaczego kibice Jagiellonii Białystok krytykują ostatnie decyzje sędziowskie?

Kontrowersje dotyczą kilku kolejnych spotkań Jagiellonii, w których dyskutowano m.in. o rzutach karnych, interwencjach VAR, anulowanych bramkach oraz sytuacjach w polu karnym. Największe emocje budzi nie tylko pojedyncza decyzja, lecz seria zdarzeń i brak jednolitych interpretacji podobnych sytuacji.

Czy istnieją dowody na spisek przeciwko Jagiellonii?

Nie. Nie przedstawiono dowodów potwierdzających istnienie zorganizowanego działania mającego na celu krzywdzenie Jagiellonii. Tekst zwraca jednak uwagę na serię kontrowersyjnych decyzji oraz na problem zaufania do systemu sędziowskiego i VAR.

O co chodziło w aferze SMS-owej związanej z Jagiellonią?

Sprawa dotyczyła kontaktu trenera Adriana Siemieńca z sędzią w kwestii związanej z prowadzeniem meczu. Szkoleniowiec został ukarany sześcioma meczami dyskwalifikacji i karą finansową w wysokości 100 tys. zł. Jednocześnie Komisja Ligi nie stwierdziła korupcji ani działania, którego celem byłoby nieuczciwe wpłynięcie na rezultat spotkania.

Jakie mecze Jagiellonii wzbudziły największe kontrowersje sędziowskie?

W tekście opisano spotkania z Legią Warszawa, Górnikiem Zabrze, Zagłębiem Lubin oraz Wisłą Płock. W każdym z nich pojawiły się sytuacje sędziowskie lub interwencje VAR, które wywołały dyskusję wśród kibiców i obserwatorów.

Dlaczego VAR budzi tak duże emocje?

VAR miał służyć przede wszystkim eliminowaniu oczywistych błędów sędziowskich. Problem pojawia się wtedy, gdy podobne sytuacje są interpretowane inaczej w różnych meczach. Brak konsekwencji sprawia, że kibice zaczynają kwestionować nie tylko pojedyncze decyzje, ale również sposób funkcjonowania całego systemu.

Czy Jagiellonia zwróciła się do PZPN w sprawie decyzji sędziowskich?

Tak. Jagiellonia zwróciła się o wyjaśnienie kilku kontrowersyjnych decyzji dotyczących jej spotkań. Sprawa dodatkowo podgrzała dyskusję dotyczącą standardów sędziowania i stosowania systemu VAR w Ekstraklasie.

Autor

  • Redaktor Dziennika Piłkarskiego Tomasz Rusaczyk, pisze przede wszystkim o EA Sports FC - dawniej FIFA

    Trener piłki nożnej i pasjonat futbolu, który od lat łączy boiskowe spojrzenie z zamiłowaniem do wirtualnej rywalizacji. W FIFĘ, a obecnie EA Sports FC, gra od kilkunastu lat, więc dobrze pamięta czasy, gdy dobra karta w Ultimate Team naprawdę potrafiła cieszyć dłużej niż jeden weekend. Najbliższa jest mu oczywiście piłka nożna, ale chętnie śledzi również inne dyscypliny sportu i lubi patrzeć na sport szerzej – od emocji kibicowskich po taktykę, rywalizację i mentalność zawodników. W swoich tekstach stara się pisać konkretnie, bez sztucznego zachwytu, za to z perspektywy gracza, trenera i człowieka, który niejedną Ligę Weekendową już przeżył 🙂

PIŁKARSKI POJEDYNEK

Kto jest lepszy?

Wybierz jedną kartę i zobacz wynik głosowania.

NA BIEŻĄCO

Najnowsze publikacje

Zobacz wszystkie →