Sezon, którego w Liverpoolu woleliby nie pamiętać, jeszcze się nie skończył a klub już musi myśleć o tym, co dalej. Piąte miejsce w Premier League, osiemnaście punktów straty do Arsenalu i odpadnięcie z Ligi Mistrzów w ćwierćfinale po dwumeczu z PSG. To nie jest bilans, który pozwala siedzieć spokojnie latem.
I nie będą siedzieć spokojnie.
Oficjalnie wiadomo już o dwóch odejściach. Mohamed Salah ogłosił, że po zakończeniu sezonu żegna się z klubem. Dziewięć lat, masa trofeów, dziesiątki rekordów i koniec. Andrew Robertson też kończy swoją przygodę z Anfield. Obaj byli filarami złotej ery Kloppa, obaj odchodzą w tym samym momencie. Trudno nie poczuć, że zamknęła się jakaś epoka.
Ale według „The Telegraph” to dopiero początek. Brytyjski dziennik wskazuje, że latem Liverpool może pożegnać łącznie nawet dziewięciu zawodników. Poza Salahem i Robertsonem w grę wchodzą: Federico Chiesa, Alexis Mac Allister, Curtis Jones, Joe Gomez, Harvey Elliott, Rhys Williams i Calvin Ramsay. Żadne z tych odejść nie jest jeszcze potwierdzone przez klub, ale to gracze łączeni ze sprzedażą lub odsunięciem w ramach przebudowy.
Część z tych nazwisk nie robi wrażenia. Ramsay, Rhys Williams, Elliott, który po wypożyczeniu do Aston Villi nie wybił się tak, jak liczono – ich ewentualne odejście byłoby porządkowaniem kadr, nie rewolucją. Ale Mac Allister? Jones? Tu zaczyna się rozmowa o czymś poważniejszym.
Mac Allister to środkowy pomocnik, którego Liverpool kupił jako jeden z kluczowych klocków nowego projektu. Jeśli klub jest gotowy go sprzedać po dwóch i pół roku (kupiony 19.12.2023 z Brighton), to znaczy, że coś nie gra. Jamie Carragher po marcowych meczach wprost mówił, że Argentyńczyk ma problem z utrzymaniem intensywności przez całe 90 minut. To niepokojący sygnał.
Logika finansowa za tymi ruchami jest prosta. Liverpool przepłacał latem, teraz chce odzyskać pieniądze i zmniejszyć fundusz płac. Plan jest czytelny. Pytanie, czy da się jednocześnie wyprzedać dziewięciu zawodników i zbudować drużynę zdolną do walki o tytuł bo przecież to jest cel, nie piąte miejsce.
Przed Richardem Hughesem i FSG najtrudniejsze lato od lat. Nie chodzi tylko o to, kogo sprowadzić. Chodzi o to, żeby przy tak dużej rotacji nie zgubić czegoś, czego nie da się już kupić – tożsamości drużyny. Bo kiedy odchodzą Salah, Robertson i potencjalnie Mac Allister, Liverpool przestaje być tym Liverpoolem, który znamy.
Co z tego wyjdzie, przekonamy się za kilka miesięcy. Na razie jedno jest pewne, Anfield czeka na bardzo pracowite lato.
Autor
-
Założyciel i współwłaściciel DziennikPiłkarski.pl. Łączy analityczne podejście z pasją do sportu. IT Project Manager, ekspert branży HVAC, mówi w pięciu językach. Mieszka w Stavanger (Norwegia). Fan Leo Messiego, kibic Liverpoolu, Viking FK i Legii Warszawa. Inwestor na rynku akcji i kryptowalut, związany z obszarem nowych technologii. Szczęśliwy ojciec i mąż.















