ARTYKULY

A może trener nie zawsze jest winny?

W piłce dziecięco-młodzieżowej bardzo łatwo znaleźć winnego. Dziecko mało gra? Trener. Gra w drugiej drużynie? Trener. Nie jest kapitanem? Trener. Nie wykonuje stałych fragmentów? Trener. Ma problem z kolegami w szatni? Znowu trener. Trener zwróci uwagę – za ostry. Podniesie głos – krzyczy na dzieci. Nie podniesie – nie ma charakteru. Wymaga – przesadza. Odpuści – nie rozwija zawodników. Zmieni pozycję – eksperymentuje. Nie zmieni – zaszufladkował. Doszliśmy do miejsca, w którym trener drużyny dziecięco-młodzieżowej ma odpowiadać już właściwie za wszystko poza pogodą. A może warto czasem dopuścić do siebie bardzo niewygodną myśl: trener nie zawsze jest winny.

Najczęstszy problem? „Moje dziecko za mało gra”. I oczywiście są sytuacje, w których rodzic ma prawo zapytać dlaczego. Zwłaszcza w młodszych rocznikach trener powinien szukać minut dla wszystkich, bo bez gry trudno mówić o rozwoju. Ale wraz z wiekiem pojawia się również rywalizacja. Ktoś trenuje cztery razy w tygodniu, ktoś dwa. Ktoś jest punktualny, skoncentrowany i wykonuje zadania, ktoś na treningu funkcjonuje wtedy, kiedy ma ochotę. Ktoś przez miesiąc robi ogromny postęp, ktoś stoi w miejscu. I później przychodzi sobota, a rodzic widzi tylko 10 minut swojego syna. Nie widzi poprzednich trzech tygodni. Nie widzi treningów. Nie widzi spóźnień, reakcji po stracie piłki, zachowania po przegranym pojedynku, podejścia do kolegów. Minuty w meczu są ostatnim elementem całego tygodnia, a rodzic bardzo często ocenia cały tydzień wyłącznie przez minuty.

Jeszcze gorzej brzmi dla wielu rodziców zdanie: „na razie druga drużyna”. Jakby trener właśnie przekazał wyrok. Tymczasem druga drużyna nie powinna być więzieniem ani grupą dzieci niepotrzebnych. Czasami jest dokładnie tym, czego młody zawodnik potrzebuje. Zamiast siedzieć na ławce pierwszego zespołu, prawie cały mecz. Zamiast być dwunastym czy piętnastym zawodnikiem, staje się jednym z liderów. Ma więcej piłki, więcej decyzji, więcej pojedynków i większą odpowiedzialność. Tylko rodzic często widzi przede wszystkim cyfrę: jedynka albo dwójka. I zaczyna się porównywanie. „Dlaczego on jest w pierwszej, skoro mój jest lepszy?”. „Przecież mój strzelił mu dwie bramki na treningu”. „Na turnieju pół roku temu był najlepszy”. Trener natomiast musi patrzeć nie na jeden mecz czy jedną akcję, tylko na zawodnika w znacznie szerszym kontekście. Czasami cofnięcie o jeden szczebel jest najlepszym sposobem, żeby za kilka miesięcy zrobić dwa kroki do przodu.

Kolejna rzecz: problemy w grupie. Dziecko wraca do domu i mówi, że ktoś go nie podał, ktoś coś powiedział, ktoś się śmiał, z kimś ma konflikt. I tu oczywiście trener ma obowiązek reagować na przemoc, wykluczanie, poniżanie czy regularne dokuczanie. Nie ma żadnej dyskusji. Ale nie każdy konflikt między dwunastolatkami wymaga zebrania rodziców, rozmowy z Prezesem i natychmiastowej interwencji klubu. Dzieci również muszą nauczyć się funkcjonować w grupie. Pogodzić się. Pokłócić i za chwilę razem zagrać. Usłyszeć od kolegi coś niemiłego i nauczyć się odpowiedzieć bez wojny dorosłych.

Nie trzeba być psychologiem aby stwierdzić, że dzisiejsze dzieci są dużo mniej odporne psychicznie na zwykłą krytykę, żarty czy drobne uszczypliwości. Jedno zdanie trenera czy kolegi potrafi być przeżywane przez kilka dni, a czasem staje się nawet początkiem myślenia o rezygnacji z piłki. Oczywiście trzeba pilnować granicy i odróżniać żart od poniżania, ale równie ważne jest nauczenie dziecka, że nie każde niemiłe słowo jest tragedią. Tego też często brakuje w domu. Uczymy dzieci, żeby nikt ich nie uraził, ale dużo rzadziej uczymy, jak reagować, kiedy ktoś jednak zażartuje, skrytykuje, nie poda ręki po przegranym pojedynku czy powie coś głupiego. A przecież w sporcie (w życiu!) takie sytuacje będą się zdarzały cały czas. Trener może pomagać, tłumaczyć i reagować tam, gdzie rzeczywiście dzieje się coś złego, ale nie powinien rozwiązywać za dzieci każdej drobnej sprzeczki.

Drużyna sportowa jest również szkołą relacji, charakteru i odporności. A relacji nie da się nauczyć, jeśli dorośli będą usuwać z drogi każdą niewygodną sytuację, zanim dziecko w ogóle spróbuje sobie z nią poradzić. Trener może pomagać, tłumaczyć i reagować tam, gdzie rzeczywiście dzieje się coś złego, ale nie powinien rozwiązywać za dzieci każdej drobnej sprzeczki. Tym bardziej że trener też nie widzi wszystkiego. Nie usłyszy każdego komentarza w szatni, nie zauważy każdej miny, każdego żartu i każdej małej zaczepki. Sam też czasem może powiedzieć coś niefortunnie, źle dobrać słowa albo zwyczajnie strzelić gafę. I właśnie dlatego takie problemy powinno się rozwiązywać na bieżąco, normalną rozmową, zanim urosną do rozmiaru wielkiego konfliktu. Dziecko powinno umieć powiedzieć trenerowi, że coś mu przeszkadza, trener powinien umieć wysłuchać, a rodzic nie powinien czekać miesiąc, zbierać pretensji (też od innych rodziców) i dopiero potem robić z tego wielką sprawę. Drużyna sportowa jest również szkołą relacji, charakteru i odporności. A relacji nie da się nauczyć, jeśli dorośli będą usuwać z drogi każdą niewygodną sytuację, zanim dziecko w ogóle spróbuje sobie z nią poradzić.

„Trener za dużo wymaga”. To kolejny klasyk. Wymaga powrotu po stracie. Wymaga koncentracji. Wymaga wykonywania ćwiczenia dokładnie, a nie na zasadzie jakoś to wychodzi. Zwraca uwagę drugi, trzeci, czwarty raz. I nagle słyszymy, że może powinien być bardziej wyrozumiały, bo przecież to tylko dzieci. Oczywiście, że dzieci. I właśnie dlatego trener powinien umieć dobrać język, poziom wymagań oraz sposób przekazywania uwag do wieku. Ale szkolenie bez wymagań jest po prostu rekreacją. Jeśli trzynastolatek marzy o graniu w piłkę na dobrym musi słyszeć, że coś robi źle. Musi poprawić ustawienie. Musi nauczyć się, że koncentracja nie jest opcjonalna. Musi też kiedyś usłyszeć: DZISIAJ zagrałeś slabiej. Nie: jesteś słaby. To ogromna różnica. Krytyka zachowania czy wykonania zadania nie jest atakiem na dziecko. Dobrze przekazana krytyka jest częścią nauki.

Najwięcej emocji budzi jednak krzyk. „Trener krzyczy”. Tylko najpierw ustalmy, co nazywamy krzykiem. Jeżeli trener obraża dzieci, poniża je, wyzywa, straszy, ośmiesza przy grupie albo odreagowuje na nich własne emocje – to jest problem. I tutaj rodzic ma pełne prawo reagować. Ale trener stojący przy bocznej linii podczas meczu czasami musi powiedzieć coś głośno. Boisko ma sześćdziesiąt metrów, wokół stoją rodzice, gra druga drużyna, wiatr wieje, a zawodnik znajduje się po przeciwnej stronie. „Przesuń!”, „wróć!”, „szerzej!”, „brawo!”, „szybciej!” wypowiedziane głośno nie są przemocą psychiczną. Tak samo żywiołowe prowadzenie meczu nie oznacza automatycznie, że trener jest agresywny. Można być głośnym i wspierającym. Można też mówić cicho i niszczyć zawodnika jednym zdaniem. Decyduje treść, intencja i sposób, a nie liczba decybeli.

Są jeszcze rzeczy mniejsze, które potrafią urosnąć do rozmiaru kryzysu. Dlaczego moje dziecko gra na obronie, skoro jest napastnikiem? Dlaczego nie wykonuje karnego? Dlaczego nie zaczyna w pierwszym składzie? Dlaczego został zmieniony jako pierwszy? Dlaczego trener nie pochwalił go po meczu? Dlaczego tamten dostał szansę w starszym roczniku? Dlaczego mój nie został powołany na turniej? Dlaczego trening jest taki ciężki? Dlaczego wczoraj był za lekki? Dlaczego trener nie zrobił indywidualnej rozmowy? Dlaczego zrobił rozmowę i powiedział coś, czego rodzic nie chciał usłyszeć? Trener młodzieży podejmuje tygodniowo dziesiątki takich decyzji. Każda z nich dotyczy czyjegoś dziecka. I właśnie dlatego praktycznie niemożliwe jest prowadzenie drużyny tak, żeby trzydziestu zawodników i sześćdziesięciu rodziców uważało każdą decyzję za sprawiedliwą.

Największym problemem staje się moment, w którym rodzic zaczyna budować z dzieckiem wspólny front przeciwko trenerowi. Samochód po meczu zamienia się wtedy w studio eksperckie. „Nie wiem, dlaczego cię zmienił”. „On chyba cię nie lubi”. „Przecież byłeś lepszy od niego”. „Nie powinieneś grać na tej pozycji”. Dziecko słucha. I za miesiąc trener może mówić mu cokolwiek, bo w jego głowie pojawiło się już przekonanie, że człowiek stojący przed nim nie podejmuje decyzji szkoleniowych, tylko prowadzi jakąś prywatną wojnę. Rodzic oczywiście ma prawo nie zgadzać się z trenerem. Ma prawo zapytać, porozmawiać, nawet zmienić klub. Ale jeśli po każdym meczu podważa jego decyzje przy dziecku, to później trudno oczekiwać, że młody zawodnik będzie tego trenera szanował. Nie trzeba kochać trenera swojego dziecka. Wystarczy nie odbierać mu autorytetu każdego weekendu w drodze do domu.

I żeby nie było: trenerzy również popełniają masę błędów. Są tacy, którzy za bardzo żyją wynikiem. Są tacy, którzy mają swoich ulubieńców. Są tacy, którzy nie potrafią rozmawiać z dziećmi, nie tłumaczą decyzji, krzyczą bez sensu, zawstydzają zawodników albo zwyczajnie nie mają kompetencji. Trener nie dostaje immunitetu tylko dlatego, że założył dres i powiesił gwizdek na szyi. Powinien być oceniany. Powinien się rozwijać. Powinien potrafić przyznać się do błędu. Ale dokładnie tego samego oczekujmy od rodziców i zawodników. Bo bardzo wygodny jest świat, w którym każda trudność dziecka ma zewnętrznego winnego. Znacznie trudniej powiedzieć: może tym razem trener miał rację. Może moje dziecko musi więcej pracować. Może nie jest jeszcze gotowe. Może potrzebuje cierpliwości.

Bo w szkoleniu dzieci trener nie jest od tego, żeby każde dziecko było codziennie zadowolone. Jest od tego, żeby pomóc mu być za kilka lat lepszym zawodnikiem i lepszym dojrzalszym człowiekiem. Czasami będzie to oznaczało pochwałę. Czasami ławkę. Czasami pierwszą drużynę. Czasami drugą. Czasami rękę na ramieniu, a czasami zdanie, którego młody piłkarz bardzo nie chce usłyszeć. Dobry trener nie powinien krzywdzić dziecka, ale też nie może przez cały czas chronić go przed dyskomfortem. Bo jeśli każda trudna decyzja trenera kończy się pretensją rodzica, to za chwilę nie będziemy wychowywać zawodników odpornych na presję. Będziemy wychowywać zawodników, którym zawsze ktoś będzie musiał znaleźć winnego. I najłatwiej znowu będzie powiedzieć: TRENER.

FAQ

Czy trener piłki młodzieżowej powinien zapewniać każdemu dziecku tyle samo minut?

W młodszych rocznikach trener powinien szukać możliwości gry dla wszystkich zawodników, ponieważ regularna gra jest ważnym elementem rozwoju. Wraz z wiekiem coraz większe znaczenie mają jednak rywalizacja, frekwencja, zaangażowanie na treningach, postępy oraz realizowanie zadań.

Czy gra w drugiej drużynie oznacza, że zawodnik jest gorszy?

Nie. Gra w drugiej drużynie może dać młodemu piłkarzowi więcej minut, kontaktów z piłką, decyzji i odpowiedzialności. Zamiast pozostawać rezerwowym pierwszego zespołu, może stać się jednym z liderów i dzięki temu szybciej się rozwijać.

Kiedy rodzic powinien interweniować w konflikt między dziećmi?

Trener i rodzice powinni reagować na przemoc, wykluczanie, poniżanie oraz regularne dokuczanie. Nie każda sprzeczka między młodymi zawodnikami wymaga jednak natychmiastowej interwencji dorosłych. Sport jest również miejscem nauki relacji, rozwiązywania konfliktów i odporności psychicznej.

Czy trener może krytykować młodego zawodnika?

Tak, jeśli krytyka dotyczy zachowania, wykonania zadania lub konkretnego elementu gry, a nie wartości dziecka jako człowieka. Dobrze przekazana informacja zwrotna jest częścią procesu szkoleniowego i pomaga zawodnikowi się rozwijać.

Czy trener krzyczący podczas meczu zachowuje się niewłaściwie?

Nie zawsze. Głośne przekazywanie instrukcji na boisku nie jest tym samym co obrażanie, poniżanie czy zastraszanie zawodników. Najważniejsze są treść komunikatu, intencja oraz sposób, w jaki trener zwraca się do dziecka.

Jak rodzic powinien reagować, gdy nie zgadza się z decyzją trenera?

Rodzic ma prawo zapytać o decyzję, porozmawiać z trenerem i przedstawić swoje wątpliwości. Powinien jednak unikać regularnego podważania autorytetu trenera przy dziecku, ponieważ może to negatywnie wpływać na relację zawodnika ze szkoleniowcem.

Czy trener zawsze ma rację?

Nie. Trenerzy również popełniają błędy, mogą niewłaściwie komunikować swoje decyzje, mieć problem z emocjami lub podejmować niesprawiedliwe decyzje. Powinni być oceniani, rozwijać swoje kompetencje i potrafić przyznać się do błędu. Nie oznacza to jednak, że trener odpowiada za każdą trudność młodego zawodnika.

Autor

  • Redaktor Dziennika Piłkarskiego Tomasz Rusaczyk, pisze przede wszystkim o EA Sports FC - dawniej FIFA

    Trener piłki nożnej i pasjonat futbolu, który od lat łączy boiskowe spojrzenie z zamiłowaniem do wirtualnej rywalizacji. W FIFĘ, a obecnie EA Sports FC, gra od kilkunastu lat, więc dobrze pamięta czasy, gdy dobra karta w Ultimate Team naprawdę potrafiła cieszyć dłużej niż jeden weekend. Najbliższa jest mu oczywiście piłka nożna, ale chętnie śledzi również inne dyscypliny sportu i lubi patrzeć na sport szerzej – od emocji kibicowskich po taktykę, rywalizację i mentalność zawodników. W swoich tekstach stara się pisać konkretnie, bez sztucznego zachwytu, za to z perspektywy gracza, trenera i człowieka, który niejedną Ligę Weekendową już przeżył 🙂

PIŁKARSKI POJEDYNEK

Kto jest lepszy?

Wybierz jedną kartę i zobacz wynik głosowania.

NA BIEŻĄCO

Najnowsze publikacje

Zobacz wszystkie →