Brak hitowych spotkań na ten moment.
Brak hitowych spotkań na ten moment.
Europa bez złudzeń – realne szanse Jagiellonii, Lecha, Rakowa, GKS-u Katowice i Górnika Zabrze w europejskich pucharach
Jakie szanse mają polskie kluby w europejskich pucharach? Analizujemy sytuację Jagiellonii, Lecha, Rakowa, GKS-u Katowice i Górnika Zabrze.

Europa bez złudzeń. Realne szanse polskich klubów w pucharach

Po ostatnich dniach najłatwiej byłoby wpaść w jedną z dwóch skrajności. Albo powiedzieć, że polska piłka znów skompromitowała się w Europie i nic dobrego nas już nie czeka. Albo przeciwnie: przypomnieć ranking UEFA, punkty, kilka dobrych wyników i udawać, że jesteśmy o krok od regularnego grania w fazach ligowych. Prawda jest mniej efektowna, ale chyba uczciwsza. Polskie z roku na rok mają więcej doświadczenia, lepsze budżety, lepszą organizację i kilka drużyn, które potrafią grać w Europie dojrzalej niż jeszcze dekadę temu. Ale nie jesteśmy też w miejscu, w którym można pompować balonik bez patrzenia na realia. Chociaż pompowanie balonika lubi każdy polski dziennikarz.

Największy potencjał wydaje się mieć Jagiellonia. Nie dlatego, że jest klubem bez problemów – problemy ma każdy. Dzieje się tak dlatego, że Jaga ma coś, co w pucharach jest bardzo ważne: ciągłość pracy. Adrian Siemieniec nie musi od nowa uczyć zespołu podstaw własnego modelu gry. Jagiellonia ma styl, doświadczenie z poprzednich europejskich miesięcy i poczucie, że na tle rywali z mocniejszych lig nie musi już wychodzić na boisko z kompleksami. Zaczyna od trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy, a rywalem będzie Rangers FC. Pierwszy mecz zaplanowano na 6 sierpnia, rewanż 13 sierpnia. To rywal trudny, medialny, z mocną marką i zupełnie inną pucharową historią, ale jednocześnie taki, z którym Jagiellonia nie jest skazana na rolę tła.

Kluczowe pytanie przy Jadze dotyczy kadry. Klub w ostatnich miesiącach świetnie sprzedawał i budował swoją pozycję, ale europejskie eliminacje nie nagradzają księgowego zysku, tylko jakość na boisku. Odejście ważnych piłkarzy zawsze zostawia ślad, nawet jeśli w klubie wierzą, że system i trener potrafią przykryć ubytki. Białostoczanie mają jednak argumenty: rozegranie, odwagę, automatyzmy, mocny stadion i trenera, który nie wygląda na człowieka przestraszonego Europą. Ale z Rangersami trzeba będzie pokazać nie tylko efektowność, lecz także cierpliwość, organizację po stracie i dojrzałość w momentach, gdy rywal podkręci tempo. Realna ocena? Jagiellonia ma szanse, ale to będzie rywalizacja na granicy możliwości. Awans byłby dużym wynikiem, odpadnięcie po dobrej walce nie byłoby żadną kompromitacją.

Raków Częstochowa jeszcze rok temu wyglądał na najbardziej przewidywalny polski projekt w Europie. Nie zawsze efektowny, nie zawsze przyjemny dla oka, ale najbardziej oparty na powtarzalności. A teraz? Niby Raków zrobił z Vallettą to, co powinien zrobić polski klub z ambicjami: wygrał rewanż 4:0, zamknął dwumecz 7:1 i nie stworzył niepotrzebnego dramatu. Ale w lidze jest kiepsko, słabe wyniki, słaba gra. Niemniej jednak, największą siłą Rakowa jest to, że w pucharach może być zespołem niewygodnym. Dobrze zorganizowanym, fizycznym, zdyscyplinowanym, umiejącym grać na wynik i nieobrażającym się na mniej widowiskowe fragmenty meczu. Problem stanowi jednak skuteczność. Hammarby? To nie ogórki. Trochę podobny styl co częstochowianie. Będzie trudno, ale przeciwnik do ogrania.

Lech Poznań jest najtrudniejszy do oceny, na co wpłynął blamaż z Duńczykami. Kadrowo i finansowo powinien być jednym z najmocniejszych polskich kandydatów do dobrej kampanii w Europie. Ma stadion, markę, doświadczenie, pieniądze, zaplecze i piłkarzy, którzy na papierze powinni radzić sobie w eliminacjach. W przypadku Lecha pytanie nie brzmi więc tylko: czy ma jakość? Bo ma. Pytanie brzmi: czy potrafi ją powtórzyć w dwóch meczach, pod presją, bez rozsypania się po pierwszym ciosie? Europejskie granie wymaga zarządzania emocjami, przewagą, tempem i momentem. Lech potrafi wyglądać jak drużyna z dużym potencjałem, ale takie dwumecze jak z Aarhus przypominają, że potencjał bez kontroli jest tylko obietnicą. Jeżeli Kolejorz ma jeszcze swoją europejską drogę ratować przez spadek do niższych rozgrywek albo kolejną ścieżkę pucharową, musi najpierw odbudować wiarygodność. Nie w oczach mediów, tylko we własnej szatni. Realna ocena? Zespół jest w małej rozsypce, ale musi dać radę z Farerami.

GKS Katowice jest z kolei najciekawszą historią pod względem emocjonalnym. Klub po latach wrócił do Europy, trafił na Żylinę, przegrał pierwszy mecz 1:2, a potem u siebie wygrał 3:1 i odwrócił rywalizację. To trzeba docenić. Nie dlatego, że Żylina jest europejskim gigantem, tylko dlatego, że GKS znalazł się w sytuacji, w której mógł zostać zjedzony przez presję. Musiał odrabiać stratę, musiał grać konkretnie, musiał udźwignąć mecz przed własną publicznością. I zrobił to. Trzeba jednak zachować proporcje. GKS ma prawo cieszyć się z awansu i budować na nim energię, ale kolejne rundy sprawdzą głębię kadry, jakość pod presją i zdolność do grania co kilka dni. W Europie często nie odpada się dlatego, że pierwszy skład jest słaby. Odpada się dlatego, że po dwóch kontuzjach, jednym zawieszeniu i trzech meczach w osiem dni zaczyna brakować jakości na ławce. GKS może być pozytywną historią tego lata, ale nie powinien udawać, że już jest projektem gotowym na fazę ligową. Realna ocena? Awans z Żyliną to bardzo dobry sygnał, ale dalej każdy dwumecz będzie dla Katowic dużym testem.

Górnik Zabrze już zakończył swoją drogę w LM, ale jego przypadek też warto uczciwie ocenić. Z Fenerbahçe nie było wstydu, ale była widoczna różnica klasy. Zabrzanie nie zostali rozbici, nie wyglądali jak przypadkowy zespół, ale też przez większość rywalizacji było widać, kto ma większą kulturę gry, lepszych piłkarzy i większe doświadczenie. Właśnie takie dwumecze są ważne dla realistycznej oceny polskich klubów. Czasem porażka nie musi oznaczać kompromitacji. Górnik trafił na rywala z innego poziomu finansowego i jakościowego. Mógł marzyć, mógł walczyć, mógł próbować narzucić swoje momenty, ale w dłuższej perspektywie Fenerbahçe miało więcej narzędzi. To też jest część Europy bez złudzeń: nie każdą rywalizację da się wygrać charakterem. Charakter jest potrzebny, ale przy pewnej różnicy jakości staje się tylko warunkiem, a nie gwarancją.

Realnym celem polskich klubów powinno być regularne wprowadzanie drużyn do fazy ligowej Ligi Konferencji i, gdy drabinka pozwala, walka o Ligę Europy. Liga Mistrzów pozostaje dla nas bardzo trudnym poziomem, nie tylko sportowo, ale też ekonomicznie i organizacyjnie. Pokazał to Lech. Nowy format europejskich rozgrywek daje więcej meczów i więcej pieniędzy, ale zanim do niego wejdziesz, musisz przejść eliminacje. A eliminacje są brutalne właśnie dlatego, że nie wybaczają jednego słabego wieczoru. W lidze po złym meczu można powiedzieć: odbijemy za tydzień.

Przed nami w tym tygodniu rozegra się 5 rożnych historii. Nie jesteśmy już piłkarskim outsiderem, który przed każdym europejskim rywalem musi zdejmować czapkę. Ale nie jesteśmy też ligą, która może z góry zakładać awanse. Polska piłka jest dziś gdzieś pomiędzy: z lepszym rankingiem, większymi ambicjami, kilkoma sensownymi projektami i wciąż dużym problemem powtarzalności. Pojedynczy dobry sezon w Europie może poprawić nastrój. Regularność może dopiero zmienić status. I właśnie o tę regularność trzeba dziś grać, bez złudzeń, ale też bez kompleksów. Bo realne szanse istnieją. Trzeba tylko wreszcie traktować je jak zadanie do wykonania, a nie jak powód do przedwczesnej euforii.

Autor

  • Redaktor Dziennika Piłkarskiego Tomasz Rusaczyk, pisze przede wszystkim o EA Sports FC - dawniej FIFA

    Trener piłki nożnej i pasjonat futbolu, który od lat łączy boiskowe spojrzenie z zamiłowaniem do wirtualnej rywalizacji. W FIFĘ, a obecnie EA Sports FC, gra od kilkunastu lat, więc dobrze pamięta czasy, gdy dobra karta w Ultimate Team naprawdę potrafiła cieszyć dłużej niż jeden weekend. Najbliższa jest mu oczywiście piłka nożna, ale chętnie śledzi również inne dyscypliny sportu i lubi patrzeć na sport szerzej – od emocji kibicowskich po taktykę, rywalizację i mentalność zawodników. W swoich tekstach stara się pisać konkretnie, bez sztucznego zachwytu, za to z perspektywy gracza, trenera i człowieka, który niejedną Ligę Weekendową już przeżył 🙂

Czytaj więcej