ARTYKULY

Lepiej już było. A myśleliśmy, że wtedy było źle

Po dwóch meczach Ligi Narodów Reprezentacja Polski ma punkcik. Jeden punkcik. Bezbramkowy remis z Bośnią na Narodowym i porażka 1:3 ze Szwecją w Solnej. Bilans bramek 1:3, trzecie miejsce w grupie i praktycznie brak powodów do optymizmu. Z Bośniakami miało to być otwarcie nowego rozdziału przez Jana Urbana, a przez dużą część spotkania oglądaliśmy reprezentację nijaką. Ze Szwecją przez 25–30 minut można było nawet uwierzyć, że coś zaczyna działać. Po stracie gola Polacy odpowiedzieli, stworzyli kilka sytuacji, Szymański wyrównał i do przerwy było 1:1. Potem Szwedzi wrócili na boisko, strzelili dwa gole i pokazali nam mniej więcej, gdzie obecnie znajduje się różnica pomiędzy drużyną budowaną a drużyną już zbudowaną. Czy można było oczekiwać więcej? Każdy powie, że tak. Ale na jakiej podstawie?

Najbardziej brutalne jest jednak to, że jeszcze kilka lat temu narzekaliśmy na reprezentację znacznie mocniejszą. Narzekaliśmy na Glika, bo był za wolny. Na Krychowiaka, bo grał do tyłu. Na Błaszczykowskiego, bo najlepsze lata miał za sobą. Na Grosickiego, że jest tylko sprinterem. Na Szczęsnego, bo zdarzał mu się błąd w wielkim meczu. Dzisiaj część z tych zawodników pewnie przyjęlibyśmy z otwartymi ramionami. Pokolenie, które wraz z Lewandowskim pojechało na kilka wielkich turniejów, właściwie zeszło już ze sceny. Został Lewandowski, został Zieliński, są jeszcze zawodnicy pamiętający tamtą drużynę, ale jej kręgosłup już nie istnieje. I chyba dopiero teraz zaczynamy rozumieć, że reprezentacja Nawałki była czymś niezwykłym. Zorganizowanym. Ułożonym. Czasami nawet ciekawym.

Lewandowski jest zresztą najlepszym symbolem obecnego problemu. Po prostu nie ma go kto zastąpić. Świderski? Żukowski? Ktoś, kto dopiero za chwilę pojawi się w kadrze? Ligowi napastnicy? W Solnej Lewandowski nawet nie rozpoczął spotkania w podstawowym składzie, a Polska wyszła bez klasycznej dziewiątki tego formatu. I nagle zobaczyliśmy, jak wielkim luksusem było przez ponad dekadę wpisywanie jednego nazwiska do składu i zastanawianie się tylko, kto ma grać obok niego. Problem polskiej piłki polega na tym, że następców największego napastnika w naszej historii zaczęliśmy naprawdę szukać wtedy, kiedy zegar już praktycznie wybił północ. Za Lewandowskiego nie trzeba znaleźć drugiego Lewandowskiego, bo to nierealne. Trzeba było natomiast przez ostatnich dziesięć lat stworzyć system, który da nam przynajmniej pięciu bardzo dobrych napastników. Rodado, Nikolić, Ljuboja, Pululu… A czekaj, to nie Polacy.

I tu dochodzimy do szkolenia, czyli tematu najnudniejszego, dopóki nie trzeba wystawić reprezentacji. Nie jest prawdą, że w Polsce nie ma talentów. Są. Kadry młodzieżowe potrafią wysoko wygrywać z Czechami czy Słowacją. Jeżeli po kilkunastu latach dyskusji o Narodowym Modelu Gry, certyfikacjach, akademiach i reformach nadal nie mamy ludzi do grania, to naprawdę mamy PROBLEM.

Ekstraklasa też jest ciekawym przypadkiem, bo tutaj najłatwiej wpaść w tanią narrację, że „nasza liga jest beznadziejna”. Tak do końca wcale nie jest. Polskie kluby zrobiły w ostatnich sezonach ogromny postęp w Europie, trochę wykorzystując również system punktowania. Kluby są bogatsze, infrastruktura jest lepsza, coraz częściej potrafimy wygrywać w pucharach. Tylko że reprezentacja pyta o coś zupełnie innego: ilu zawodników ta liga przygotowuje do grania na najwyższej intensywności? Ilu osiemnastolatków wychodzi z Ekstraklasy gotowych nie tylko błyszczeć na tle ligi, ale natychmiast funkcjonować w Bundeslidze, Serie A czy Ligue 1? Jesteśmy z roku na rok coraz lepszą ligą klubową, a jednocześnie nadal nie jesteśmy wystarczająco dobrą fabryką piłkarzy dla reprezentacji.

Na to wszystko nakłada się jeszcze klimat wokół związku. I jasne — żadna afera w PZPN nie sprawiła, że Szwed wyskoczył wyżej przy rzucie rożnym albo Gyokeres został sam przed bramką. Niemniej jednak federacja, która ma prowadzić rozwój całej dyscypliny, powinna być instytucją emanującą stabilnością, przejrzystością i profesjonalizmem. Tymczasem w ostatnich tygodniach zamiast wyłącznie o piłce mówiło się o wiadomościach Adriana Siemieńca do sędziego czy nagrywaniu pijanego Kuleszy przez towarzysza Wachowskiego. Te sytuacje pokazują organizację, w której wewnętrzne problemy, zamiast być szybko i przejrzyście rozwiązywane, regularnie wybuchają publicznie. A potem dziwimy się, że kibic ma coraz mniejsze zaufanie do wszystkiego, co sygnowane jest literami PZPN.

Jan Urban dostał więc reprezentację w momencie wyjątkowo niewdzięcznym, trochę rozwaloną mentalnie przez kadencję Probierza. Z jednej strony oczekujemy wyniku natychmiast, bo Polska znalazła się przecież w Dywizji B i nie gramy z Francją, Hiszpanią czy Anglią. Z drugiej strony selekcjoner próbuje wymienić koła w jadącym samochodzie. Problem z bramkarzem, brak następcy Lewandowskiego, młodzi zawodnicy dopiero wchodzący do zespołu, bardzo nierówny poziom poszczególnych pozycji. Urban sam przed zgrupowaniem mówił momentami brutalnie o brakach personalnych. Sam też nie pomógł sobie rotowaniem formacją.

Dlatego po dwóch spotkaniach nie mam największego problemu z tym, że Polska ma jeden punkt. Wynik można jeszcze odrobić. Przed nami Rumunia, rewanż z Bośnią, później kolejne mecze i wszystko może się na koniec zgadzać. Większy problem mam z tym, że trudno wskazać element reprezentacji, o którym możemy powiedzieć: to już mamy, teraz dokładamy następne rzeczy. Bramkarz? Szukamy. Środkowy napastnik? Szukamy. Lider defensywy na następne sześć lat? Szukamy. Środek pola po Zielińskim? Szukamy, chociaż Nowak wygląda obiecująco. System gry? Wciąż budujemy. Młodzi? Sprawdzamy. To bardzo dużo znaków zapytania jak na drużynę, która jeszcze niedawno miała aspiracje, by regularnie grać na wielkich turniejach.

Lepiej niestety już było. A my wtedy naprawdę myśleliśmy, że było źle. Narzekaliśmy na styl reprezentacji za Brzęczka, Michniewicza, Sousy… Narzekaliśmy na zawodników, którzy grali w Dortmundzie, Monaco, Napoli, Juventusie, Bayernie czy Sevilli, bo oczekiwaliśmy od nich jeszcze więcej. Narzekaliśmy, że reprezentacja gra za defensywnie, choć przynajmniej wiedzieliśmy, kto jest bramkarzem, kto dowodzi obroną, kto odbiera piłkę, kto ciągnie skrzydło i kto ma strzelać gole. Dzisiaj wielu z tych ludzi już nie ma, a następców nie przygotowaliśmy w odpowiedniej liczbie, nie mówiąc już o jakości. Możemy zmienić selekcjonera jeszcze trzy razy — kolejka chętnych już się ustawia — zmienić model, wrócić do gry z kontry. To może dać jeden dobry mecz. Może dwa. Trzeba jednak pamiętać, że reprezentacja jest tylko ostatnim piętrem budynku. Jeśli fundamentem pozostają nierówne szkolenie, problemy z przejściem junior–senior, ligowa intensywność odstająca od najlepszych i federacja zajęta gaszeniem własnych pożarów, to selekcjoner może co najwyżej urządzić się w tym gów… A im dalej w las, tym będzie gorzej.

FAQ

Ile punktów ma Polska po dwóch meczach Ligi Narodów?

Po dwóch spotkaniach reprezentacja Polski ma jeden punkt. Biało-Czerwoni bezbramkowo zremisowali z Bośnią i Hercegowiną na Stadionie Narodowym, a następnie przegrali 1:3 ze Szwecją w Solnej.

Jaki jest bilans bramkowy reprezentacji Polski?

Po dwóch pierwszych spotkaniach bilans bramkowy Polski wynosi 1:3. Reprezentacja zdobyła jedną bramkę w meczu ze Szwecją, a przeciwko Bośni i Hercegowinie nie trafiła do siatki.

Co jest największym problemem reprezentacji Polski?

Problemem nie jest wyłącznie wynik dwóch pierwszych spotkań, ale liczba niewiadomych dotyczących praktycznie każdej formacji. Polska wciąż szuka stabilnego rozwiązania w bramce, następcy Roberta Lewandowskiego, lidera defensywy, przyszłego lidera środka pola oraz docelowego systemu gry.

Czy Polska ma następcę Roberta Lewandowskiego?

Obecnie trudno wskazać napastnika, który mógłby w dłuższej perspektywie przejąć rolę Lewandowskiego. Problemem nie jest jednak brak „drugiego Lewandowskiego”, lecz niewystarczająca liczba napastników przygotowanych do gry na najwyższym europejskim poziomie.

Czy Ekstraklasa rozwija się?

Polskie kluby w ostatnich sezonach osiągają lepsze wyniki w europejskich pucharach, poprawiła się infrastruktura, a kluby dysponują większymi budżetami. Nadal pozostaje jednak pytanie, czy Ekstraklasa wystarczająco dobrze przygotowuje młodych polskich zawodników do gry na najwyższym poziomie intensywności.

Czy Jan Urban jest odpowiedzialny za obecne problemy reprezentacji?

Jan Urban przejął reprezentację z wieloma problemami, które powstawały przez lata. Selekcjoner odpowiada za swoje decyzje personalne, ustawienie i sposób gry zespołu, ale problemy dotyczą również szkolenia młodzieży, jakości dostępnych zawodników, przejścia z futbolu juniorskiego do seniorskiego oraz funkcjonowania całego systemu polskiej piłki.

Autor

  • Redaktor Dziennika Piłkarskiego Tomasz Rusaczyk, pisze przede wszystkim o EA Sports FC - dawniej FIFA

    Trener piłki nożnej i pasjonat futbolu, który od lat łączy boiskowe spojrzenie z zamiłowaniem do wirtualnej rywalizacji. W FIFĘ, a obecnie EA Sports FC, gra od kilkunastu lat, więc dobrze pamięta czasy, gdy dobra karta w Ultimate Team naprawdę potrafiła cieszyć dłużej niż jeden weekend. Najbliższa jest mu oczywiście piłka nożna, ale chętnie śledzi również inne dyscypliny sportu i lubi patrzeć na sport szerzej – od emocji kibicowskich po taktykę, rywalizację i mentalność zawodników. W swoich tekstach stara się pisać konkretnie, bez sztucznego zachwytu, za to z perspektywy gracza, trenera i człowieka, który niejedną Ligę Weekendową już przeżył 🙂

PIŁKARSKI POJEDYNEK

Kto jest lepszy?

Wybierz jedną kartę i zobacz wynik głosowania.

NA BIEŻĄCO

Najnowsze publikacje

Zobacz wszystkie →