FC26 jeszcze żyje, grafika główna do artykułu o grze piłkarskiej
FC26 jeszcze żyje, ale jest już duże zmęczenie sezonem.

FC 26 jeszcze żyje, ale gracze już patrzą na FC 27. Czy Festival of Football przykryje zmęczenie sezonem?

FC 26 formalnie jeszcze trwa, ale wielu graczy Ultimate Team mentalnie jest już jedną nogą w FC 27. To ten moment sezonu, w którym EA nadal wypuszcza content, paczki, SBC, zadania i kolejne karty, ale część społeczności bardziej interesuje się przeciekami dotyczącymi następnej edycji niż tym, co dziś świeci się w sklepie. Z jednej strony trudno się dziwić, bo końcówka UT zawsze była czasem przesady, zabawy i mocnych kart. Z drugiej strony w FC 26 ten etap przyszedł po sezonie pełnym zmęczenia, inflacji kart i poczucia, że gra zbyt szybko pożerała własny kontent (pisaliśmy o tym wcześniej). Festival of Football ma być jeszcze jednym sposobem na utrzymanie uwagi graczy, ale pytanie brzmi, czy to naprawdę wystarczy. Bo problem nie polega na tym, że w grze brakuje kart. Problem polega na tym, że wielu graczy ma już dość gonienia za kolejną kartą, która za kilka dni może przestać robić wrażenie.

Droga kart w FC 26 dobrze pokazuje skalę tego zmęczenia. Na początku sezonu zwykły złoty Mbappé, Haaland, Salah, Vinícius Junior, Bellingham, Van Dijk czy Theo Hernández naprawdę potrafili ustawić skład i dać odczuwalną przewagę. Potem przyszły kolejne promocje, SBC, ewolucje, TOTY i TOTS, a gra bardzo szybko przesunęła granicę tego, co uznajemy za mocną kartę. Mbappé, Haaland, Dembélé, Pedri, Van Dijk czy Saliba w wersjach TOTY wywindowali oczekiwania już w połowie sezonu, a późniejsze karty TOTS, takie jak Bellingham, Lamine Yamal, Pedri, Vinícius Junior, Raphinha czy Lewandowski, trafiły do środowiska, które i tak było już przeładowane jakością. W efekcie nawet wielkie nazwiska nie zawsze budziły efekt „muszę go mieć”. Gracze coraz częściej pytali nie o nazwisko i ocenę ogólną, ale o PlayStyle+, weak foot, body type, animacje i realne działanie w mecie. To najlepiej pokazuje problem FC 26: nie brakowało świetnych kart, brakowało poczucia, że one naprawdę są wyjątkowe.

Festival of Football wchodzi więc w bardzo trudnym momencie. EA może powiedzieć: mamy live karty, mamy międzynarodową rywalizację, mamy emocje prawdziwego futbolu i aktualizacje zależne od wyników reprezentacji. Na papierze to zawsze działało, bo karty live mają w sobie element, którego zwykłe promocje często nie mają – oczekiwanie. Jeśli trafiasz zawodnika Path to Glory albo podobnego typu kartę turniejową, to nie patrzysz tylko na jego obecne statystyki. Zaczynasz śledzić terminarz, potencjalnych rywali, szanse reprezentacji i możliwe upgrade’y. Nagle karta nie jest zamkniętym produktem, tylko historią, która może się rozwijać. To jest dokładnie ten typ contentu, który kiedyś potrafił przywrócić emocje na końcówce sezonu.

Tyle że w FC 26 nawet taki pomysł musi przebić się przez zmęczenie społeczności. Jeśli przez cały rok gracz gonił TOTY Mbappé, później składał SBC pod kolejną specjalną wersję Saki, Griezmanna, Dybali czy Bruno Fernandesa, następnie próbował nadążyć za TOTS Bellinghamem, Lewandowskim, Musialą, Lautaro Martínezem albo Frimpongiem, to trudno oczekiwać, że kolejna fala kolorowych kart z automatu zrobi na nim ogromne wrażenie. Ultimate Team przyzwyczaił graczy do przesytu. Każda kolejna promocja musi być mocniejsza, ciekawsza albo bardziej opłacalna, bo inaczej znika w tłumie poprzednich eventów. Nawet jeśli Festival of Football da świetne karty, część graczy i tak potraktuje je jak ostatni przystanek przed nową edycją. Nie jako coś, na czym warto budować klub, tylko jako chwilową zabawkę do przetestowania przed końcem sezonu.

Festival of Football w FC26

Największą siłą kart live jest potencjał historii, ale największą słabością FC 26 jest to, że gracze coraz mniej wierzą w długie historie. Jeśli pojawi się karta reprezentanta Francji, Anglii, Hiszpanii, Portugalii, Argentyny, Brazylii czy Niemiec, od razu zacznie się kalkulacja. Czy Francja ma łatwą drabinkę? Czy Portugalia dowiezie upgrade? Czy Anglia znowu będzie świetna na papierze, ale nerwowa na boisku? Czy karta z Brazylii będzie grywalna nawet bez pełnych ulepszeń? Czy zawodnik z mniej oczywistej reprezentacji może być tanią perełką, jeśli jego kraj przejdzie dalej? To potrafi być świetne, bo łączy Ultimate Team z prawdziwym futbolem. Ale jednocześnie pokazuje, że wielu graczy nie ocenia już karty przez pryzmat sympatii do piłkarza, tylko przez szanse na upgrade i użyteczność w mecie.

Właśnie dlatego przykłady kart są tu tak ważne. Gdyby w takim evencie pojawił się Mbappé, od razu byłby traktowany jak karta luksusowa, nawet jeśli połowa społeczności miałaby już dość grania przeciwko niemu. Gdyby pojawił się Jude Bellingham, gracze analizowaliby, czy jego body type i wszechstronność nadal dają przewagę w środku pola. Gdyby EA wypuściło Lamine Yamala, pytanie brzmiałoby, czy karta będzie wystarczająco mocna fizycznie i czy faktycznie przebije inne opcje na skrzydle. W przypadku Pedriego liczyłaby się zwrotność, podanie i płynność ruchu, przy Van Dijku automatyzmy w obronie, a przy Frimpongu tempo i dominacja na boku. Nawet Lewandowski, mimo wielkiego nazwiska, byłby oceniany brutalnie: czy jest wystarczająco mobilny, czy tylko świetnie wygląda w statystykach? To nie jest już gra, w której samo nazwisko rozwiązuje temat. To gra, w której każda karta musi zdać egzamin z mety.

Dobrym przykładem tego myślenia była Claudia Pina, która w poprzednich miesiącach stała się symbolem karty działającej lepiej, niż sugerowałby sam medialny rozgłos nazwiska. Gracze nie używali jej dlatego, że była największą gwiazdą okładek, tylko dlatego, że karta po prostu robiła robotę. Zwrotność, strzał, styl gry, wygoda prowadzenia piłki i skuteczność w konkretnych sytuacjach dawały więcej niż sama ocena ogólna. Podobnie bywało z wieloma kartami, które nie były najdroższe i najbardziej efektowne na papierze, ale idealnie pasowały do gameplayu. W FC 26 często bardziej opłacało się mieć kartę „działającą” niż kartę „ładną”. I to jest kolejny problem dla Festival of Football. Nawet jeśli EA pokaże mocne nazwiska, społeczność bardzo szybko zweryfikuje, czy są one naprawdę grywalne, czy tylko mają sprzedać paczki.

Letni content może więc jeszcze ożywić FC 26, ale tylko pod pewnymi warunkami. Same wysokie oceny już nie wystarczą. Karta 95 albo 96 nie robi dziś takiego wrażenia jak kiedyś, jeśli nie ma odpowiedniego zestawu przewag, pozycji, linków i zachowania na boisku. Gracze potrzebują czegoś, co da im powód do eksperymentowania: nietypowych pozycji, ciekawych hybryd, sensownych SBC, kart z mniejszych reprezentacji, które faktycznie mogą urosnąć, albo zawodników pozwalających oderwać się od tych samych składów. Jeśli Festival of Football skończy się na kolejnej wersji tych samych nazwisk, zmieni się grafika, ale nie zmieni się doświadczenie. A doświadczenie wielu graczy w FC 26 było proste: ciągle gonię, ciągle wymieniam, ciągle jestem spóźniony.

Problem w tym, że FC 26 samo nauczyło społeczność braku przywiązania. Kiedyś trafiona karta potrafiła zostać w składzie na tygodnie, a czasem nawet miesiące. Dziś nawet świetny zawodnik bywa testowany przez kilka meczów i wyrzucany, jeśli nie daje natychmiastowego efektu. Gracze traktują klub jak magazyn zasobów: tu fodder, tu karta do SBC, tu inwestycja, tu zawodnik do sprzedania przed spadkiem. W takim środowisku trudno budować emocję wokół kolejnej promocji, bo gracz z góry zakłada, że to wszystko jest tymczasowe. Festival of Football może dać fajne karty, ale nie cofnie całego sezonu, który oduczył ludzi cierpliwego budowania drużyny. A bez przywiązania nawet najlepszy content działa krócej.

Do tego dochodzi jeszcze zwykłe zmęczenie trybami. Rivals, Champions, zadania, friendly, SBC, evo, paczki, codzienne logowanie, sezonowe cele – to wszystko przez kilka miesięcy potrafi być angażujące, ale pod koniec edycji zaczyna przypominać listę obowiązków. Nawet jeśli nagrodą jest mocna karta, wielu graczy zadaje sobie pytanie: po co właściwie mam to robić? Żeby mieć kolejnego skrzydłowego? Kolejnego box-to-boxa? Kolejnego stopera z idealnym PlayStyle+? Jeśli ktoś ma już skład pełen kart 94-97, to każda następna nagroda musi być naprawdę wyjątkowa, żeby chciało się o nią walczyć. I tu FC 26 ma problem, bo samo doprowadziło do sytuacji, w której zwykła satysfakcja z progresu prawie zniknęła.

W tle tego wszystkiego coraz mocniej słychać już FC 27. Społeczność czeka na pierwsze konkrety, przecieki, zmiany w Web App, system SBC, ekonomię rynku, początek Ultimate Team i informację, czy EA wyciągnęło jakiekolwiek wnioski z FC 26. To jest naturalne, bo każda końcówka edycji ma w sobie ten dziwny moment przejścia. Gracze niby jeszcze odpalają obecny skład, niby robią zadania, niby testują nowe karty, ale emocjonalnie coraz częściej zaczynają planować start od zera. Kogo kupić na początku? Czy znowu iść w Premier League? Czy Serie A będzie tania i skuteczna? Czy pierwsze SBC będą opłacalne? Czy Web App znowu da przewagę tym, którzy siedzą na rynku od pierwszego dnia? To są pytania, które zaczynają wygrywać z pytaniem, jaka karta wyjdzie w piątek w FC 26.

I tu EA ma problem, którego nie da się przykryć samym Festival of Football. Jeśli FC 26 zostawiło po sobie zmęczenie, to FC 27 nie może wystartować tylko hasłem „tym razem będzie lepiej”. Gracze słyszeli to już wielokrotnie. Chcą zobaczyć realne zmiany: wolniejszą inflację kart, sensowniejsze nagrody, mniej agresywną presję na sklep, lepsze SBC, bardziej uczciwy system duplikatów, większy sens grania Rivals i Champions oraz gameplay, w którym nie każdy mecz wygląda jak kopia poprzedniego. Chcą też poczuć, że Ultimate Team znowu jest o budowaniu drużyny, a nie tylko o przetrwaniu kolejnego tygodnia contentu. Bo jeśli FC 27 zacznie się od tej samej spirali, to nawet najlepszy start szybko zamieni się w powtórkę z FC 26.

Największe pytanie brzmi więc nie: jakie karty dostaniemy jeszcze w FC 26, ale czy one w ogóle potrafią przywrócić sens tej edycji. Mbappé, Bellingham, Haaland, Dembélé, Van Dijk, Pedri, Lamine Yamal, Lewandowski, Vinícius, Raphinha, Salah, Musiala, Frimpong czy Lautaro Martínez to nazwiska, które zawsze sprzedają paczki, robią kliki i budzą zainteresowanie. Ale nawet najlepsze nazwiska nie zmienią faktu, że FC 26 przez wiele miesięcy przyzwyczajało graczy do nieustannego pośpiechu. Festival of Football może być przyjemnym dodatkiem, może dać kilka świetnych kart i może jeszcze na chwilę ożywić rynek. Nie przykryje jednak najważniejszego problemu: wielu graczy nie jest już głodnych kolejnej promocji, tylko świeżego startu. A świeży start nadejdzie dopiero w FC 27. I dlatego FC 26 jeszcze żyje, ale coraz więcej osób patrzy już nie na aktualne paczki, tylko na to, czy następna edycja wreszcie przestanie powtarzać te same błędy.

Autor

  • Redaktor Dziennika Piłkarskiego Tomasz Rusaczyk, pisze przede wszystkim o EA Sports FC - dawniej FIFA

    Trener piłki nożnej i pasjonat futbolu, który od lat łączy boiskowe spojrzenie z zamiłowaniem do wirtualnej rywalizacji. W FIFĘ, a obecnie EA Sports FC, gra od kilkunastu lat, więc dobrze pamięta czasy, gdy dobra karta w Ultimate Team naprawdę potrafiła cieszyć dłużej niż jeden weekend. Najbliższa jest mu oczywiście piłka nożna, ale chętnie śledzi również inne dyscypliny sportu i lubi patrzeć na sport szerzej – od emocji kibicowskich po taktykę, rywalizację i mentalność zawodników. W swoich tekstach stara się pisać konkretnie, bez sztucznego zachwytu, za to z perspektywy gracza, trenera i człowieka, który niejedną Ligę Weekendową już przeżył 🙂

Czytaj więcej