Azerowie grają w Lidze Mistrzów. Norwegowie mają w niej dwa zespoły. Swoich przedstawicieli mają Słowacy, Czesi czy Austriacy. A my? My po raz kolejny możemy włączyć telewizor, posłuchać hymnu Champions League i zastanawiać się, dlaczego znów nie ma tam mistrza Polski.
W fazie ligowej Ligi Mistrzów sezonu 2026/27 zagra Sabah z Azerbejdżanu. Z Norwegii są tam Bodø/Glimt i Viking. Tak – Norwegowie mają dwa kluby w najważniejszych klubowych rozgrywkach Europy, a Polska nie ma żadnego.
Ile jeszcze będziemy sobie tłumaczyć, że Ekstraklasa rośnie? Bo rośnie nam wszystko. Frekwencja. Stadiony. Pieniądze z telewizji. Budżety. Kwoty płacone za zawodników. Wynagrodzenia piłkarzy. Marketing. Zainteresowanie ligą. Tylko poziom sportowy jest, delikatnie mówiąc, słaby.
Polski klub ostatni raz awansował do Ligi Mistrzów w 2016 roku. Była to Legia Warszawa, która wyeliminowała Dundalk i po 21 latach przerwy wprowadziła polskiego przedstawiciela do tych rozgrywek. Minęła dekada. Dziesięć lat. W futbolu to cała epoka. W tym czasie zmienialiśmy przepisy, format Ekstraklasy, trenerów, dyrektorów sportowych, właścicieli klubów, strategie, akademie i hasła marketingowe. Co kilka lat słyszeliśmy, że „polska liga idzie do przodu”. A Liga Mistrzów jak była bez nas, tak jest bez nas.
Najbardziej bolesne jest jednak to, że coraz trudniej zrzucić wszystko na zły system kwalifikacji albo brak szczęścia w losowaniu. Bo tegoroczny mistrz Polski dostał szansę, o jakiej w eliminacjach Ligi Mistrzów można marzyć. Lech Poznań wygrał na wyjeździe z Aarhus 4:1. Ścieżka wymarzona. Apetyty ogromne. Trzy gole zaliczki. Rewanż u siebie. Pełny stadion. I co zrobił mistrz Polski? Przecież tego nie dało się przegrać w taki sposób.
Możemy oczywiście przekonywać, że przecież Lech rozbił Thun i awansował do Ligi Europy. Ale kurczę… miała być Liga Mistrzów i dużo, dużo większe pieniądze z tego tytułu.
Jagiellonia Białystok jest dzisiaj jednym z najlepszych przykładów dobrze prowadzonego projektu piłkarskiego w Polsce. Potrafi grać odważnie, nie boi się Europy, rozwija zawodników i w kolejnych sezonach pokazuje, że można zbudować coś więcej niż drużynę na jeden dobry rok. Tylko właśnie dlatego Jagiellonia jest ewenementem, a nie dowodem na siłę Ekstraklasy. Gdyby polska liga rzeczywiście była tak mocna, jak czasami próbujemy ją przedstawiać, podobnych historii mielibyśmy cztery albo pięć. Nie jedną. Jaga nie ciągnie się za poziomem Ekstraklasy. Jaga od tego poziomu coraz częściej odstaje w górę. I to jest zasadnicza różnica.
A reszta? I tutaj dochodzimy do rzeczy najważniejszej. Problemem jest to, co znajduje się za Lechem i Jagiellonią. Jeżeli dwie drużyny potrafią funkcjonować na określonym europejskim poziomie, ale za ich plecami kolejne zespoły odpadają, oznacza to po prostu, że Ekstraklasa nie ma odpowiedniej głębi jakości.
Górnikowi można oczywiście wybaczyć odpadnięcie z Monaco, ale Ferencváros był do ogrania. Raków? Hajduk Split jest wielką marką historycznie, ma fanatycznych kibiców i świetną atmosferę, ale przecież nie mówimy o drużynie z Premier League. To przeciętny zespół europejski. Znowu zabrakło. Znowu o krok. Znowu można znaleźć usprawiedliwienie. Jak zawsze.
Jaga i Lech mogą trafić na uznane europejskie firmy, na zespoły dysponujące budżetami i jakością, których na co dzień w Ekstraklasie nie oglądamy. I bardzo dobrze. Bo właśnie takich meczów potrzebujemy. Nie po to, żeby później świętować wygraną z mistrzem Mołdawii. Polscy kibice chcą zobaczyć, gdzie właściwie są Lech i Jaga.
Jagiellonia ma szansę po raz kolejny pokazać, że jej rozwój nie jest przypadkiem. Lech ma szansę częściowo odkupić kompromitację z Aarhus. Ale nawet świetne wyniki obu klubów nie powinny przykryć szerszego obrazu. Polska po eliminacjach została z dwoma przedstawicielami. A Norwegia ma dwa kluby w samej Lidze Mistrzów. Azerbejdżan ma Sabah. Jest jeszcze Slovan, są też Czesi.
To powinno boleć. A może dobrze, że boli? Bo być może wreszcie należałoby przestać zachwycać się tym, jak dobrze Ekstraklasa wygląda w telewizji, i zacząć zastanawiać się, dlaczego tak przeciętnie wygląda, kiedy trzeba wyjechać poza Polskę.
Na koniec napiszę, co mamy: mamy piękne stadiony. Mamy świetnych kibiców. Mamy efektowne transmisje. Mamy coraz większe kontrakty telewizyjne. Mamy zagranicznych piłkarzy. Mamy trenerów, analityków, dyrektorów sportowych, akademie. Mamy ligę opakowaną jak poważny europejski produkt.
A TAK NAPRAWDĘ NIE MAMY NIC.
Co roku Europa otwiera cukierek o nazwie Ekstraklasa. Opakowanie jest piękne, świeci się, ale po otwarciu smakołyku widać, że to coś zgniłego, ale jeszcze do zjedzenia.
FAQ
Kiedy polski klub ostatni raz grał w Lidze Mistrzów?
Ostatnim polskim klubem, który awansował do Ligi Mistrzów, była Legia Warszawa w 2016 roku.
Czy polski klub zagra w Lidze Mistrzów 2026/27?
Nie. Polska nie ma przedstawiciela w fazie ligowej Ligi Mistrzów sezonu 2026/27.
Ile klubów z Norwegii gra w Lidze Mistrzów 2026/27?
Norwegia ma dwóch przedstawicieli w fazie ligowej Ligi Mistrzów.
Dlaczego brak polskiego klubu w Lidze Mistrzów jest problemem?
Bo mimo rosnących budżetów, frekwencji, infrastruktury i zainteresowania ligą polskie kluby nadal nie potrafią regularnie potwierdzać swojej jakości na najwyższym poziomie europejskich pucharów.
Czy dobre wyniki Lecha i Jagiellonii świadczą o sile Ekstraklasy?
Nie do końca. Pokazują raczej, że pojedyncze polskie kluby potrafią funkcjonować na dobrym poziomie europejskim, ale całej lidze nadal brakuje odpowiedniej głębi jakości.
Dlaczego Ekstraklasa przegrywa z mniejszymi ligami?
Problemem jest przede wszystkim brak regularności w europejskich pucharach, słabsza jakość sportowa części czołowych klubów i częste niewykorzystywanie korzystnych sytuacji w eliminacjach.
Autor
-
Trener piłki nożnej i pasjonat futbolu, który od lat łączy boiskowe spojrzenie z zamiłowaniem do wirtualnej rywalizacji. W FIFĘ, a obecnie EA Sports FC, gra od kilkunastu lat, więc dobrze pamięta czasy, gdy dobra karta w Ultimate Team naprawdę potrafiła cieszyć dłużej niż jeden weekend. Najbliższa jest mu oczywiście piłka nożna, ale chętnie śledzi również inne dyscypliny sportu i lubi patrzeć na sport szerzej – od emocji kibicowskich po taktykę, rywalizację i mentalność zawodników. W swoich tekstach stara się pisać konkretnie, bez sztucznego zachwytu, za to z perspektywy gracza, trenera i człowieka, który niejedną Ligę Weekendową już przeżył 🙂









