Porównanie Marka Papszuna i Dawida Kroczka jest dziś wyjątkowo ciekawe, bo obaj są ze sobą mocno związani, a jednocześnie znajdują się w zupełnie innych momentach kariery. Kroczek jeszcze w poprzednim sezonie był asystentem Papszuna w Rakowie. Sam później przyznawał, że zdecydował się na tę rolę właśnie ze względu na możliwość pracy z nim i że w ciągu pół roku bardzo dużo się nauczył.
Dziś Papszun buduje Legię, a Kroczek próbuje udowodnić, że potrafi samodzielnie poprowadzić klub, którego DNA w ogromnej mierze stworzył jego były przełożony. I właśnie dlatego ich przypadek świetnie nadaje się do postawienia znacznie szerszego pytania: ile tak naprawdę może trener?
Czy trener to człowiek od ustawienia jedenastu zawodników, przeprowadzenia treningu i dokonania trzech zmian, czy jednak ktoś, kto potrafi sprawić, że przeciętny na papierze piłkarz nagle zaczyna wyglądać jak bardzo solidny zawodnik Ekstraklasy?
Papszun jest idealnym przykładem szkoleniowca, przy którym bardzo trudno oddzielić warsztat od charakteru. To trener wymagający, drobiazgowy, czasami bezwzględny, mający bardzo konkretną wizję tego, jak jego drużyna ma funkcjonować.
Byli współpracownicy opowiadali, że już w niższych ligach cały mikrocykl potrafił przygotowywać pod słabszy punkt najbliższego przeciwnika, a zawodnik, który nie wykonywał założeń, mógł zejść z boiska po kilkunastu minutach. W „Rakowie Papszuna” ogromną wagę przywiązywano do pressingu, zachowania w konkretnych sektorach, stałych fragmentów i szczegółów, które dla kibica często pozostają niewidoczne.
To nie jest futbol oparty na zasadzie: „macie piłkę, jesteście dobrzy, coś wymyślicie”. Zawodnik ma wiedzieć, gdzie pobiec, kiedy doskoczyć, komu zamknąć linię podania i gdzie znaleźć się po odzyskaniu piłki.
I być może właśnie na tym polega prawdziwa trenerska charyzma. Charyzma w tym wypadku to zdolność przekonania dwudziestu kilku dorosłych, często dobrze zarabiających ludzi, że mają codziennie wykonywać setki powtarzalnych czynności dokładnie tak, jak wymaga trener.
Papszun potrafi zbudować wokół siebie przekonanie, że jeśli będziesz wykonywał plan, plan w końcu zacznie działać.
I teraz spójrzmy na Legię. Nie chodzi o to, żeby przedstawiać Rafała Adamskiego czy Łukasza Zjawińskiego jako piłkarzy słabych. To byłoby zwyczajnie niesprawiedliwe.
Adamski przed transferem do Warszawy miał świetną jesień w pierwszoligowej Pogoni Grodzisk Mazowiecki – 11 bramek i 10 asyst – ale jego wcześniejsza kariera absolutnie nie wskazywała, że za moment stanie się ważnym napastnikiem Legii. Zimą przyszedł do zespołu Papszuna i wiosną zdobył cztery ligowe bramki. W obecnym sezonie dołożył już dwa trafienia.
Zjawiński również nie jest człowiekiem znalezionym przypadkiem na boisku osiedlowym. W I lidze strzelał regularnie i przychodził jako wicekról strzelców, ale wcześniej na poziomie Ekstraklasy nie zbudował sobie pozycji napastnika, o którego biłyby się największe kluby. Tymczasem po pięciu kolejkach obecnego sezonu w Legii ma trzy gole.
Papszun nie zamienia więc słabych zawodników w reprezentantów Polski. Robi coś innego: bierze piłkarza z określonym zestawem cech i umieszcza go w systemie, który eksponuje jego mocne strony, a ogranicza sytuacje, w których wychodzą jego słabości. To być może najważniejsza umiejętność trenera klubowego.
Liczby Legii tylko wzmacniają tę dyskusję. Papszun przejął zespół w grudniu 2025 roku w bardzo trudnym momencie, a poprzedni sezon zakończył serią czterech zwycięstw w maju. Legia zdobyła wtedy komplet 12 punktów, strzeliła osiem goli i straciła jednego, a Papszun został trenerem miesiąca.
W obecnych rozgrywkach po pięciu kolejkach jego drużyna nadal nie przegrała: trzy zwycięstwa, dwa remisy i średnia 2,2 punktu na mecz. Można oczywiście powiedzieć, że to Legia, że ma pieniądze, nazwiska i możliwości. Wszystko prawda. Tylko Legia miała pieniądze, nazwiska i możliwości również wtedy, kiedy wyglądała znacznie gorzej.
I tu zaczyna się wartość trenera.
Dobry trener nie dodaje zawodnikowi umiejętności. Sprawia natomiast, że piłkarz rzadziej znajduje się tam, gdzie jest słaby, a częściej tam, gdzie może być skuteczny. Organizuje zespół w taki sposób, że suma zaczyna być większa niż poszczególne elementy.
Można często narzekać na papszunowski styl, ale wyniki są w tym momencie na Łazienkowskiej najważniejsze.
Na drugim biegunie mamy dziś Kroczka, choć byłoby ogromnym uproszczeniem powiedzieć, że jego praca w Rakowie już się nie udała. W maju dostał drużynę na cztery ostatnie kolejki poprzedniego sezonu, wygrał trzy mecze, zdobył dziewięć punktów i doprowadził Raków do czwartego miejsca oraz europejskich pucharów.
Klub przedłużył z nim umowę do 2028 roku. Sam Kroczek otwarcie mówił później, że nie zamierza niszczyć tego, co w Rakowie działało: intensywność treningów, dynamika i część zasad pozostają zbliżone do tych stosowanych za Papszuna, natomiast chce dodawać własne rozwiązania, szczególnie w ataku.
Problem polega na tym, że w tym zawodzie bardzo szybko kończy się czas na teorię.
Raków rozpoczął obecny sezon ligowy od trzech porażek i nadal czeka na pierwszy punkt. Jednocześnie w Europie Kroczek broni się znacznie lepiej – wyeliminował Hammarby, a pierwszy mecz z Hajdukiem Split zakończył remisem 2:2 po golu w doliczonym czasie. Chociaż niedosyt pozostał.
I teraz przed Kroczkiem mogą być najważniejsze dni jego dotychczasowej pracy w Częstochowie.
W czwartkowy wieczór, 27 sierpnia, Raków podejmie Hajduk w rewanżu o wejście do fazy ligowej Ligi Konferencji, a trzy dni później zagra u siebie z Jagiellonią.
Jeśli Raków awansuje w Europie, perspektywa natychmiast się zmieni. Trzy ligowe porażki nadal będą problemem, ale europejska jesień daje trenerowi argument, czas i prestiż. Jeśli jednak Raków odpadnie z Hajdukiem, to… karuzela trenerska w Ekstraklasie powinna rozkręcić się na dobre.
I tutaj wracamy do Papszuna.
Kroczek zna jego metody. Pracował przy nim. Widział treningi, analizy, odprawy i sposób przygotowywania meczów. Może wykorzystywać podobne ćwiczenia i podobną strukturę zajęć. Ale kopiowanie metod nie oznacza automatycznie kopiowania wpływu człowieka.
Dwóch trenerów może przeprowadzić niemal identyczny trening, a drużyna zareaguje na nich zupełnie inaczej.
Jeden powie zawodnikowi: „masz zrobić to jeszcze raz” i piłkarz pomyśli: „znowu się pier**** kocopoły”. Drugi powie dokładnie to samo i zawodnik zrobi ćwiczenie po raz dziesiąty, bo jest przekonany, że trener wie, po co tego wymaga.
W tym miejscu zaczyna się autorytet, komunikacja, pewność decyzji i właśnie charyzma.
Papszun budował to przez lata. Kroczek dopiero musi udowodnić, że potrafi stworzyć własną wersję takiego autorytetu.
Z uwagi na powyższe fenomen Papszuna nie polega wyłącznie na tym, że operuje ustawieniem 3-4-2-1, lubi intensywny pressing i przygotowuje dużo stałych fragmentów. Takich trenerów są setki.
Jego przewagą wydaje się konsekwencja: zawodnik dokładnie wie, czego trener od niego chce, a trener nie rezygnuje z tego wymagania tylko dlatego, że przez trzy mecze coś nie wyszło.
To dzięki temu piłkarze, których na papierze można byłoby nazwać solidnymi, zaczynają wyglądać jak bardzo dobrzy. Nie dlatego, że nagle nauczyli się grać w piłkę. Dlatego, że trafili do środowiska, w którym każdy ich ruch ma określony sens.
Życzę tego, aby Kroczkowi w Rakowie się udało. Ma dopiero 37 lat, zna klub, zna jego mechanizmy, zaliczył bardzo dobry finisz poprzedniego sezonu i jest o jeden mecz od fazy ligowej europejskich pucharów.
Nie warto więc jeszcze pisać nekrologu jego kadencji. Spoglądam jednak trzeźwo na formę i motorykę piłkarzy Rakowa – nawet po „przepchnięciu” Hajduka w lidze będą ciężary.
Pomimo tego zawsze ludziom życzę dobrze. Zatem życzę Panu Trenerowi Dawidowi, że krok po kroczku będzie lepiej.
Autor
-
Trener piłki nożnej i pasjonat futbolu, który od lat łączy boiskowe spojrzenie z zamiłowaniem do wirtualnej rywalizacji. W FIFĘ, a obecnie EA Sports FC, gra od kilkunastu lat, więc dobrze pamięta czasy, gdy dobra karta w Ultimate Team naprawdę potrafiła cieszyć dłużej niż jeden weekend. Najbliższa jest mu oczywiście piłka nożna, ale chętnie śledzi również inne dyscypliny sportu i lubi patrzeć na sport szerzej – od emocji kibicowskich po taktykę, rywalizację i mentalność zawodników. W swoich tekstach stara się pisać konkretnie, bez sztucznego zachwytu, za to z perspektywy gracza, trenera i człowieka, który niejedną Ligę Weekendową już przeżył 🙂









